O Tomku Kowalskim, jednym z pierwszych zimowych zdobywców Broad Peaku, i o górskiej pasji, być może wartej ceny, jaką przyszło mu za nią zapłacić, z jego partnerką AGNIESZKĄ KORPAL-MUSZYŃSKĄ rozmawia ANDRZEJ MIREK.

JAK TOMEK ZAJĄŁ SIĘ WSPINANIEM?

W dzieciństwie wspinał się z rodzicami i bratem, głównie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, ale też w Tatrach, w Alpach. Później należał do Katowickiego Klubu Wysokogórskiego, ale ostatecznie był „wolnym elektronem” i wspinał się w różnych składach, z różnymi wspinaczami.

KTO GO INSPIROWAŁ?

Jego górskie inspiracje to oczywiście Krzysztof Wielicki, Maciej Berbeka czy Wojtek Kurtyka. Miał młodzieńcze marzenia, żeby móc im dorównać. Ale to nie tylko te nazwiska. Bardzo inspirowali go również młodzi wspinacze, którzy mieli na swoim koncie wielkie osiągnięcia. Pamiętam, że Tomek śledził strony wspinaczkowe i wiadomości z całego świata, doskonale wiedział, kto, kiedy i z kim zrobił jakąś drogę. Zawsze mi opowiadał o nowych, spektakularnych przejściach.

PODOBNO TOMEK DYSPONOWAŁ PONADPRZECIĘTNĄ WYDOLNOŚCIĄ. ZOSTAŁO TO POTWIERDZONE BADANIAMI?

Owszem, miał bardzo dobrą wydolność. Z tego, co pamiętam, na studiach miał robione badania na pułap tlenowy. Żartował wtedy, że w sumie niewiele mu brakuje do Kiliana Jorneta, który też bardzo inspirował go w sportach wytrzymałościowych.

SAMA JESTEŚ OSOBĄ AKTYWNĄ… MIELIŚCIE WSPÓLNE PASJE?

Poznaliśmy się podczas wspólnych treningów i wyjazdów w góry. Połączyło nas zamiłowanie do rajdów typu Adventure Racing i biegania po górach. Pojechałam z Tomkiem na Pik Lenina, pierwszy na jego liście szczytów Śnieżnej Pantery.

Tomek i Aga nad Jeziorem Garda, 2012 r.; fot. T. Kowalski

JAK PRZEBIEGAŁA REALIZACJA TEGO PROJEKTU?

Na pewno intensywnie! Tomek aklimatyzował się na Piku Lenina, na którym działałam razem z nim. To był jeszcze w miarę spokojny etap i mimo że oboje mieliśmy świetną formę, aklimatyzacja zajęła nam „książkowy” czas. Tomek chciał, żeby wszystko było realizowane zgodnie ze sztuką. Wiedział, że to może mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia całej wyprawy. Chciał być dobrze zaaklimatyzowany na w miarę łatwej górze, żeby później móc szybciej i sprawniej pokonywać wyższe i trudniejsze szczyty. Na Pik Lenina wszedł sam tego dnia z góry wycofało się sporo osób, duża grupa Polaków spędziła na ataku szczytowym niebezpiecznie wiele czasu, a Tomkowi cała samotna akcja poszła niewiarygodnie szybko i sprawnie. To mu dodało skrzydeł, wiedział, że jest dobrze przygotowany.

Później wróciłam do Polski, a Tomek został sam w Azji i ruszył na Pik Korżeniewskiej i na Chan Tengri, na którym miał trudne warunki z powodu bardzo silnego wiatru – wspinał się tam z ekipą, którą poznał w bazie. Zrezygnował z Piku Pobiedy, z różnych względów. Po pierwsze, nie było dostatecznie dobrych prognoz, po drugie, zbliżał się koniec sezonu, a po trzecie, nie miał tam żadnego partnera wspinaczkowego i nie chciał ryzykować samotnego wejścia. Wejście na cztery szczyty zajęło mu 28 dni. Był bardzo bliski pobicia rekordu Denisa Urubki, przy czym należy pamiętać, że Denis miał ułatwione zadanie, ponieważ pomiędzy szczytami przemieszczał się helikopterem. Tomek, z racji małego budżetu, musiał przekraczać granicę, korzystając z tradycyjnego transportu, co dość mocno wydłużało czas, logistykę i regenerację. Właściwie skupiony był wyłącznie na wspinaniu i przemieszczaniu się z bazy do bazy.

Góry więcej dają, czy zabierają? Wyprawa na Broad Peak, 2013 r.; fot. Artur Małek

PONOĆ LISTĘ DRÓG, KTÓRĄ PRZEDSTAWIŁ MU PHZ, SKOMPLETOWAŁ ZDUMIEWAJĄCO SZYBKO.

Tak, zgadza się. Tomek bardzo chciał, żeby włączono go do składu na Broad Peak. Był w kontakcie z Arturem Hajzerem, szefem Polskiego Himalaizmu Zimowego, który wtedy zbierał zespół. Artur, chcąc mieć pewność, że Tomek nadaje się na tę wyprawę, wysłał mu listę dróg do zrobienia w ramach treningu. Myślę, że Artur wiedział, że Tomek – choć nigdy wcześniej nie był na ośmiotysięczniku, tym bardziej zimą – miał inne cechy i umiejętności, które mogły się tam przydać. Był szalenie ambitny, miał szerokie i różnorodne doświadczenie górskie, był niesamowicie wytrzymały, miał świetną wydolność i bardzo dobre przygotowanie fizyczne, sportowe. Bardzo dużo trenował – nie tylko się wspinał, ale też biegał, startował w zawodach. Kiedy zrobił drogi z listy, w Alpach i w Tatrach, Artur przestał mieć wątpliwości.

Rozmawiał / ANDRZEJ MIREK

Zdjęcie otwarcia / Tomek podczas wspinaczki na Broad Peak, zima 2013 r.; fot. Artur Małek


Całość tekstu znajdziecie w magazynie GÓRY numer 5/2022 (288)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/