MADERA – TREKKINGOWY RAJ?

Tekst i zdjęcia / EWA KOLBUSZ

Zdjęcie otwarcia / Tonący w chmurze szlak z Pico Arieiro do Pico Ruivo


„Wyspa kwiatów, kraina wiecznej wiosny” – to jedne z licznych i utartych frazesów, które przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o tym miejscu. Najczęściej oczami wyobraźni widzimy raj z folderów biur podróży. Zielony, ale pełen turystów, niczym Morskie Oko w szczycie sezonu. Raczej odstraszający „prawdziwych” ludzi gór, szukających dzikości i samotności. Ale czy słusznie? Ta mała wyspa, której większość powierzchni pokrywają góry, a dwie trzecie terytorium objęte jest parkiem narodowym, naprawdę oferuje coś więcej.

Madera posiada pełną gamę różnorodnych tras trekkingowych. Od krótkich, dostępnych dla każdego turystycznych lewad (patrz niżej), które można przemierzyć w kilka godzin, przez ścieżki wykute wzdłuż stromych klifów, aż po te bardziej ambitne, prowadzące ostrymi graniami gór. W sumie są to setki kilometrów opisanych i oznakowanych tras oraz niezliczona liczba ścieżek, ścieżynek i dróżek.

Nasz plan wyjazdu zakładał obejście prawie całej wyspy dookoła, głównie szlakami pieszymi. Większość nocy spaliśmy pod namiotem, lecz co kilka dni schodziliśmy do małych, nadmorskich miasteczek, aby uzupełnić zapasy (i siły). Ze względów logistycznych między niektórymi punktami przemieszczaliśmy się autobusem.

Szlak z Pico Ruivo do Encumenady

TREKKING

Spodziewaliśmy się, że będzie ładnie, ale Madera całkowicie urzekła nas swoją różnorodnością, zielenią i rzeźbą. Nie jest to na pewno „dziki kraj”, w którym rozkochają się miłośnicy włóczęgi w bezludnych miejscach, z dala od cywilizacji, ale nie jest to też wyspa oferująca tylko zorganizowaną i masową turystykę.

Przeszliśmy około 150 kilometrów i choć nasza trasa przecinała najbardziej popularne punkty widokowe, przez większość czasu na szlakach byliśmy sami lub mijaliśmy po drodze zaledwie kilka osób. Dużą liczbę ludzi spotykaliśmy głównie schodząc do miast lub docierając do tak zwanych atrakcji turystycznych.

A widoki? Mimo że dane mi było przemierzyć sporo pasm górskich w różnych rejonach świata, to maderskie góry mnie zachwyciły. Myślałam, że szlaki prowadzące w wyższych partiach będą wiodły skalistymi graniami i oprócz kilku ładnych panoram nie zaoferują wiele więcej. Nic bardziej mylnego! Niesamowita rzeźba tych gór, egzotyczna przyroda – która zmienia charakter wraz z wysokością i stroną wyspy – są wręcz nie do opisania. Startujemy gęstymi, zielonymi lasami przypominającymi te deszczowe, by wyżej wejść do świata roślinności naskalnej. Dodając do tego ciężkie chmury, przelewające się leniwie przez ostre granie, otrzymamy mieszankę, która jest prawdziwą ucztą dla zmysłów.

Z Machico w kierunku São Lourenço ścieżki prowadziły nas wzdłuż stromych, opadających do morza klifów. Podążając z Porteli w głąb wyspy, wędrowaliśmy wśród kwiatów i przez mgliste lasy rododendronów, by wyjść na trawiastą równinę Feiteiras de Baixo, gdzie pasące się krowy przywodziły na myśl chilijską i argentyńską pampę. Na trawersie z Pico Arieiro przez Pico Ruivo aż po Encumeadę podziwialiśmy piękne formacje maderskich gór. Trekking do Fanalu zaserwował nam niezwykłe widoki na prastare wawrzyny skąpane we mgle. Odcinek z Porto Moniz do Pico do Bispo, przez lewady Ribeira da Janela, prowadzi wydrążonymi w skale tunelami, mającymi nawet dwa kilometry długości. Natomiast podczas trekkingu z Bispo przez Rabaçal aż do Ponta do Sol towarzyszy nam stepowa roślinność równiny i plantacje bananowców na wybrzeżu.

Półwysep São Lourenço

MIEJSCA BIWAKOWE

Smaczku tej wycieczce dodaje fakt, że Madera posiada sieć w pełni darmowych, państwowych kempingów. Niektóre z nich ulokowano w takich punktach, gdzie tradycyjny nocleg jest niemożliwy – na przykład na półwyspie São Lourenço. Kempingi można (i trzeba) zarezerwować na podanej niżej stronie internetowej. Służy to parkowi do monitorowania liczby turystów i reagowania w razie pożaru lub innej katastrofy. Poza tym niektóre miejsca biwakowe są naprawdę niewielkie (São Lourenço i Pico Ruivo) i rejestracja ma zapobiec przeludnieniu… Choć w przypadku Pico Ruivo chyba nikt tego nie respektuje. W wypadku kontroli służb parku brak rezerwacji karany jest mandatem. Jednak podczas naszej wędrówki na większości biwaków był tylko jeden namiot, więc mimo dostępności nie jest to najpopularniejsza wśród turystów forma zakwaterowania.

Na dużych kempingach dostępne są, poza wodą pitną, ławki ze stołami. Bywa, że jest grill, a czasem nawet toalety. Mniejsze oferują przeważnie tylko miejsce do spania i wodę pitną (oprócz São Lourenço, gdzie trzeba ją samemu przynieść lub kupić po mało okazyjnej cenie – 5 litrów za 6 euro).

Dodatkową atrakcją (lub nie…) jest to, że większe kempingi, z racji ich malowniczego położenia, często odwiedzają miejscowi, którzy organizują festyny lub spędzają czas ze znajomymi. Te pierwsze przeważnie kończą się koło 18:00 i nie są utrapieniem, te drugie – różnie, więc zatyczki do uszu mogą być przydatne.


Dalsza część artykułu jest opublikowana w Magazynie GÓRY numer 1/2024 (294)

Zapraszamy do korzystania z czytnika GÓR > czytaj.goryonline.com

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2024