Seria wypadków, które wydarzyły się w październiku tego roku w Tatrach, może wprawiać w osłupienie. Trudno racjonalnie wyjaśnić ten bezrefleksyjny pęd w góry pomimo trudnych warunków, które stały się przyczyną wielu tragicznych zdarzeń.

Do niedawna październik, a już na pewno listopad, w żaden sposób nie kojarzył się z wychodzeniem w wysokie partie gór. To czas, gdy zazwyczaj spada pierwszy, niezwiązany z podłożem śnieg, pod którym bardzo często znajduje się lód. Ryzyko upadku jest duże, a skutki na ogół fatalne. Jeśli trudne warunki połączymy z niepohamowaną ambicją, nie nadzwyczajnymi umiejętnościami i niewielkim doświadczeniem, otrzymamy groźną mieszankę.

Inny niebezpieczny okres, w którym turyści bardzo często trafiają do Kroniki TOPR-u, zdarza się ostatnio na przełomie roku. Gdy po odwilży zanika pokrywa śnieżna i spada temperatura, Tatry skuwa lód. Mówimy wówczas o szklanych górach. O ile są to warunki niemal wymarzone do uprawiania taternictwa, o tyle na turystów bez doświadczenia w poruszaniu się w rakach czyha śmiertelne zagrożenie. Margines błędu jest wówczas mały i każde potknięcie, poślizgnięcie czy utrata równowagi może doprowadzić do upadku. A hamowanie czekanem – o ile w ogóle potrafi się to robić – jest bardzo trudne i niezbyt skuteczne. Następuje szybki, niekontrolowany zjazd i w konsekwencji roztrzaskanie się o skały. Są dwie możliwości, żeby tego uniknąć: albo nie wybieramy się w miejsca, w których istnieje zagrożenie upadkiem, albo zdobywamy na tyle duże umiejętności, żeby sprawnie pokonać niebezpieczne fragmenty.

Kolejna charakterystyczna grupa wypadków zimowych związana jest z lawinami. Zadziwiające, że tu również śmiertelne zdarzenia pojawiają się niemal hurtowo. Oznacza to, że pomimo utrzymujących się okoliczności kolejni nieszczęśnicy ignorują trudne warunki. Niezrozumiałe zachowanie, sprzeczne z logiką i komunikatami ratowników, wynika po części z niskiej świadomości zagrożeń górskich, a pewnie również z mentalności. Pochodzące z tradycji himalaizmu określenia – walka, atak szczytowy, zdobycie, zwycięstwo – na dobre zagościły w głowie polskiego turysty. Dowodem tego są alarmistyczne informacje o kolejnych wypadkach śmiertelnych lub gorzej, o czarnej serii w górach. Dlatego też z jednej strony jestem pesymistą: uważam, że kursy, szkolenia, warsztaty, artykuły czy podręczniki nie zmienią zbyt wiele i co sezon dziennikarze będą donosić o kolejnych wypadkach. Z drugiej strony mam nadzieję, że być może poprzez różnego rodzaju działania uda się dotrzeć do kogoś, kto powstrzyma się od nieprzemyślanej decyzji o wyjściu w góry w nieodpowiednim czasie.

O stabilności pokrywy śnieżnej decyduje między innymi sposób obciążenia stoku

PLAN

Przed wyjazdem kluczowe jest ułożenie planu wycieczki. Przede wszystkim ważne, żeby dopasowany był do umiejętności uczestników, zwłaszcza jeśli w zespole są osoby, które mają mniejsze doświadczenie czy słabszą kondycję. Istotne też jest założenie, że ich obecność to wyjątek od reguły. Jeśli tak nie jest, bardziej ambitne plany muszą zostać skorygowane, a cele ograniczone.

W fazie planowania należy również założyć elastyczność, czyli umiejętność dostosowania się do warunków. Dzisiejsza technologia daje dostęp do precyzyjnych prognoz pogody, dzięki czemu można zaplanować wycieczkę adekwatną do sytuacji. Pomaga w tym strona TOPR-u, na której znajdziemy informację o aktualnych i przewidywanych warunkach w górach. Osobie doświadczonej historia komunikatów lawinowych pozwala na w miarę precyzyjne określenie stanu pokrywy śnieżnej. Na tym etapie ważne jest, aby od razu przygotować alternatywne plany, gdyby okazało się, że prognoza się nie sprawdziła. Poza tym zmiana warunków w górach może nastąpić w bardzo krótkim czasie. Największym błędem powtarzanym przez turystów, którzy popadli w tarapaty, było ścisłe trzymanie się założonego planu. Tu warto sięgnąć do dostępnej w sieci metody Wernera Muntera „3 × 3”, służącej ocenie ryzyka lawinowego. Zaproponowaną przez niego strategię można z powodzeniem zastosować w opracowywaniu, a później wdrażaniu planu wycieczki.

Sondowanie lawiniska podczas kursu w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

PODSTAWOWE UMIEJĘTNOŚCI

Niezależnie od charakteru działania w warunkach zimowych – taternictwa, skialpinizmu czy turystyki wysokogórskiej – musimy zdobyć podstawowe umiejętności pozwalające na jego podjęcie. Bazą naszych kompetencji jest opanowanie różnych technik poruszania się w rakach: w górę, w dół i na trawersach stoków. Owe techniki muszą zostać przećwiczone i utrwalone na śniegu o różnej twardości. Doskonale opanowane zmniejszają ryzyko upadku, a w rezultacie konieczności hamowania czekanem.

Pomimo wielu publikacji oraz ogromnej popularności szkoleń turyści, a także – co zadziwia – wspinacze nie potrafią trzymać czekana. W terenie, w którym występuje ryzyko upadku, niesiemy go w sposób, który pozwala szybko przejść do hamowania, czyli ostrzem do tyłu. Wciąż można zauważyć w górach turystów, którzy mają założone na dłonie pętle nadgarstkowe. To spowalnia nas przy zmianie kierunku marszu – na przykład podczas trawersowania – ponieważ czekan trzymamy w ręce dostokowej (bliżej stoku). Pętla nadgarstkowa tak naprawdę przydaje się tylko w trudniejszym terenie, gdy trzeba pokonać progi skalne. Może ona natomiast stanowić zagrożenie w momencie, gdy porwie nas lawina. Wówczas czekan stanie się kotwicą, która unieruchomi rękę. Hamowanie należy ćwiczyć regularnie, najlepiej podczas pierwszego, aklimatyzacyjnego wyjścia w góry.

Tekst / BOGUSŁAW KOWALSKI

Zdjęcia / JAN WIERZEJSKI

Zdjęcie otwarcia / Bardzo istotna jest umiejętność wyznaczania trasy wycieczki


Całość tekstu znajdziecie w magazynie GÓRY numer 5/2022 (288)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/