Nie ma historii polskiego taternictwa bez Kazalnicy Mięguszowieckiej. Słynne urwisko opada wspaniałą ścianą o wystawie północno-wschodniej w kierunku Czarnego Stawu pod Rysami. Wysokość mierzona od najniższego punktu (Ostrogi Filara) do wierzchołka Kazalnicy wynosi 577 metrów, jednak zasadnicze, pionowe spiętrzenie samego Filara (do Siodełka w Filarze) to około 380 metrów. Centralne partie ściany oferują wspinanie w nieprawdopodobnej ekspozycji, a efekt potęguje Czarny Staw, znajdujący się dosłownie pomiędzy naszymi nogami. Przez lata podstawowe pytanie o tatrzańskie dokonania brzmiało: „Co zrobiłeś na Zerwie?”. A po trwającej dosłownie chwilę pauzie dorzucano: „zimą”…

Zerwa – to na niej dokonał się przełom, który otworzył polskie wspinanie na pierwsze przejścia w Alpach, Hindukuszu czy Himalajach i Karakorum. Ścianą Kazalnicy prowadzą drogi należące do najtrudniejszych i najpoważniejszych w całych Tatrach.

Zygmunt Heinrich po pokonaniu Filara – 1962
fot. arch. J.Kurczaba

Zimowe wspinanie na Zerwie to osobna dyscyplina i bez wątpienia okazała się ona wspaniałą kuźnią kadr polskiego alpinizmu i himalaizmu. Jednak to letnie przejście sprzed 60 lat miało epokowy charakter. Na przełomie czerwca i lipca 1962 roku czwórka wspinaczy – Eugeniusz Chrobak, Andrzej Heinrich, Janusz Kurczab i Krzysztof Zdzitowiecki – dokonała pierwszego przejścia słynnego Filara Kazalnicy. I choć historia poważnych prób sięga raptem sezonu 1960, warto zdać sobie sprawę, że było to ukoronowanie całego procesu podboju ściany. Procesu, który trwał wtedy już od niemal 30 lat.

Pierwsza nieudana próba zmierzenia się z Kazalnicą miała miejsce latem 1933 roku. Roman Grabowski, Zbigniew Korosadowicz i Jan Staszel wbili się w środkową depresję, ale zmuszeni zostali do odwrotu. Rok później Korosadowicz i Staszel (w towarzystwie Adama Pochwalskiego) wrocili i poprowadzili drogę biegnącą prawym skrajem ściany.

Jednak to linia ich pierwszej próby na Zerwie okazała się historycznie ważna. W sierpniu 1942 roku słynny zespół Czesław Łapiński – Kazimierz Paszucha pokonał środkową depresję, w kluczowych trudnościach posiłkując się techniką podciągową. Przejście Pokutników było jednym z najwybitniejszych dokonań tamtego okresu. Dość powiedzieć, że Środek Kazalnicy czekał na powtórzenie aż 10 lat (zespół Biel – Jaworowski). W połowie lat 50. droga Łapińskiego – Paszuchy zaczęła zyskiwać przejścia klasyczne, a wzrok wspinaczy kierował się dalej w lewo, gdzie ściana stawała dęba.

Zdjęcie otwarcia – Krzysztof Zdzitowiecki, Eugenius Chrobak i Janusz Kurczab po pokonaniu Filara w 1962. fot. Z.A.Heinrich

Tekst / Rafał Nowak


Całość tekstu znajdziecie w magazynie GÓRY numer 3/2022 (286)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/