Na alpinizm składa się dziewięć części udręki, a tylko jedna część radości. O tych dziewięciu częściach się zapomina. Ta dziesiąta część to wspaniały granat nieba nad głową usiany miliardami gwiazd, to uczucie radości płynące z pokonania siebie samego, własnej słabości, to więzi łączącego nas koleżeństwa i przyjaźni. O tej dziesiątej części nigdy się nie zapomina, Uczucia te zabieramy ze sobą w doliny jako nasz najcenniejszy skarb

Tadeusz Piotrowski, w lodowym świecie Trolli

Nanga Parbat, 1985
fot. Andrzej Samolewicz

Znamienne słowa Tadeusza Piotrowskiego stanowią krótką, a bardzo trafną charakterystykę jego niebanalnej osobowości. Niestety, jak wielu wybitnym alpinistom i himalaistom nie dane mu było dożyć sędziwego wieku – zginął na zboczach K2 w Karakorum, mając zaledwie 46 lat.

Ten urodzony na Wołyniu taternik, alpinista, himalaista, fotograf (w latach 80. był prezesem Szczecińskiego Towarzystwa Fotograficznego) i autor wielu publikacji o tematyce górskiej, swoją przygodę ze wspinaczką zaczął w latach 60. w czasie studiów na Politechnice Szczecińskiej. Za symboliczny jej początek można uznać wejście drogą WHP 85 na Mylną Przełęcz w 1964 roku. Pasja ta zdeterminowała cale jego życie – Piotrowski podporządkował górskim wyzwaniom wszelkie inne dziedziny aktywności życiowej, a dzięki swoim spektakularnym osiągnięciom należał do ścisłej polskiej czołówki. Partnerzy wspominali jego szybkość i niebywałą odporność na trudne warunki.

Znakomite dokonania otworzyły mu drogę na najtrudniejsze ściany górskie, gdzie dał się poznać jako świetny alpinista i niezawodny partner. W górach Pamiro-Alaju w 1969 roku dostał przydomek pałtora czieławieka. Potrafił wytyczać projekty i konsekwentnie je realizować. Niezwykle silny i wytrzymały, choć nieszczególnie wylewny i rozmowny, został zapamiętany jako solidny kolega. Jeden z tych, co starają się nigdy nie zawieść.

 

PIERWSZE DOKONANIA 

Przygodę z górami zaczynał oczywiście od Tatr, gdzie już od 1964 wytyczał nowe drogi. Do jego najlepszych taternickich osiągnięć zaliczają się pierwsze przejścia zimowe na Kazalnicy Mięguszowieckiej, Galerii Gankowej i Młynarczyku. Na lata 1970-1971 przypadają jego największe sukcesy alpejskie, m. in. nowa droga na Jalovcu, Dent d’Herens oraz pierwsze zimowe przejście Filara Narożnego na Mont Blanc drogą Bonatti-Gobbi. W kolejnych latach (1972-77) wspinał się coraz ambitniej, dokonując brawurowych przejść zimowych w górach Norwegii (drogi: Norweska, Francuska i Angielska na Ścianie Trolli). W 1972 roku grał pierwsze skrzypce na wyprawie, która na dobre zapoczątkowała zimowy podbój gór najwyższych – ekspedycji na Noszak (7492) w Hindukuszu.

 

DEBIUT HIMALAIZMU ZIMOWEGO 

Warto przyjrzeć się bliżej tej ekspedycji, którą Tadeusz szczegółowo opisał w książce Gdy krzepnie rtęć. Jadąc w Hindukusz, członkowie polskiej wyprawy nie wiedzieli dokładnie, co ich czeka i niczym pionierzy musieli stawić czoła skrajnym warunkom. Towarzyszył im nieustannie huraganowy wiatr i 40-stopniowy mróz. Mimo to zrealizowali swój plan – Noszak został zimą zdobyty.

Autorami pomysłu zorganizowania zimowej wyprawy, na najwyższy szczyt Hindukuszu Afgańskiego byli wspinacze z AKA Politechniki Warszawskiej (członkowie Koła Warszawskiego KW). Plan spodobał się Andrzejowi Zawadzie, który zgodził się stanąć na czele ekspedycji, mającej wyruszyć pod koniec grudnia 1972 roku. Warszawski zespól wzmocniono dwoma alpinistami z innych środowisk – w skład ekipy weszli też Wojciech Jedliński i Tadeusz Piotrowski.

Wiadomości o warunkach panujących o tej porze roku w Hindukuszu oraz na trasie dojazdu w góry były bardzo skąpe i stanowiły dla uczestników wyprawy wielką niewiadomą. Na miejscu okazało się, że pokrywa śnieżna nie stanowi przeszkody, natomiast wyzwaniem jest niska temperatura oraz silne wiatry, co zmusiło między innymi do założenia większej liczby obozów niż planowano.

Zespół szturmowy, czyli Tadeusz Piotrowski i Andrzej Zawada, spędził bardzo trudną noc z 12 na 13 lutego, a nazajutrz pokonanie 800 metrów w pionie, dzielące ich od szczytu, zajęło im aż 18 godzin! Tuż przed północą 13 lutego Piotrowski i Zawada stanęli na wierzchołku Noszaka. Pierwsze w historii zimowe wejście na siedmiotysięcznik stało się faktem.

 

LHOTSE – TRAUMA NA LATA 

Piętno na życiu Piotrowskiego odcisnęła dramatyczna wyprawa na Lhotse w 1974 roku, podczas której zginął znany reżyser i operator filmowy Stanisław Latałło. Jak napisze Tadeusz w swych notatkach pod datą 17 grudnia: „Dzień ten na zawsze pozostanie w mej pamięci. Tragedia rozegrała się w najmniej oczekiwanym miejscu, w terenie zdawałoby się absolutnie bezpiecznym i łatwym. Jeden nieostrożny krok, złe ustawienie raka, a może nagły, gwałtowny poryw wiatru były początkiem końca”.

Filmowiec zginął, idąc tuż za Piotrowskim – wypadek rozegrał się w ekstremalnych warunkach pogodowych. Dramat kolegi naznaczył też życie Tadeusza. Długo musiał walczyć o swoje dobre imię, padały oskarżenia o przyczynienie się do wypadku. Człowiek o wrażliwym wnętrzu, jakim był Piotrowski, zamknął się w sobie, lecz góry nadal go przyciągały – nieprzerwanie szukał w nich nowych wyzwań.

 

Piotrowski przed rozpoczęciem wyprawy na Lhotse, Warszawa, 1974
fot. Mirosław Wiśniewski

K2 – GORZKI SMAK SUKCESU

Przede mną wznosi się góra, o której marzyłem przez wiele lat. Teraz przybrała realne kształty. Z młodzieńczych mrzonek i męskich fascynacji, ze snów i pragnień, stała się rzeczywistością. Mam ją wreszcie przed oczyma: olbrzymią, wspaniałą, wyzywającą” – tak pisał z bazy pod K2 w lipcu 1986 roku, nie przypuszczając z jak ciężkimi dramatami przyjdzie się zmierzyć tego lata całemu środowisku wspinaczkowemu. Rok morderczy – tak obecnie nazywa się tamte wydarzenia. W ciągu kilku tygodni na K2 zginęło 13 himalaistów.

Nic nie zapowiadało pasma nieszczęść. Wręcz przeciwnie. 23 czerwca Wanda Rutkiewicz zdobyła szczyt bez użycia dodatkowego tlenu, stając się pierwszą kobietą na K2. Jednak nie dane jej było cieszyć się sukcesem, ponieważ podczas zejścia zginęli jej partnerzy – francuskie małżeństwo, Liliane i Maurice Barrardowie.

Kilkanaście dni później Tadeusz Piotrowski i Jerzy Kukuczka wchodzą na wierzchołek nową drogą, wiodącą środkowym filarem południowej ściany. O klasie Polish Line świadczy choćby to, że do dziś droga ta nie została powtórzona. Radość z sukcesu nie trwa długo – Piotrowski ginie w trakcie powrotu ze szczytu. Do zejścia wspinacze wybrali drogę klasyczną, na której zmuszeni byli dwukrotnie biwakować, mając do dyspozycji wyłącznie płachtę. Tadeusza mocno to wyczerpało, na dodatek w trudnym, oblodzonym miejscu odpiął mu się rak, co spowodowało upadek. Obsunął się na Kukuczkę, który nie był jednak w stanie utrzymać partnera. Piotrowski pozostał na zawsze w górach, które tak kochał. Nie był jedyną polską ofiarą K2 tego feralnego lata – zginęli wówczas także: Dobrosława Miodowicz-Wolf i Wojciech Wróż.

 

A JEDNAK ROMANTYK…

Poddałem się kojącej fali marzeń. Obrazy napływały jeden po drugim, układały się w sekwencje, w ciąg chronologiczny (…), barwna karawana tragarzy przemierzających górskie doliny i droga wzwyż, poprzez lodowe i skalne zerwy aż po punkt kulminacyjny, na sam wierzchołek góry (…)

Tadeusz Piotrowski, Gdy krzepnie rtęć

Jednym z kluczy do osobowości Tadeusza było jego podejście do relacji międzyludzkich. Zależało mu bardzo, aby wracający z trudnej wyprawy zespół ciągle był jednością. Pisał z zaangażowaniem o wielkiej roli partnera – szczerego przyjaciela, który wesprze, a nie wyśmieje Izy, załamanie i rozdrażnienie. Wymieniona we wstępie „dziesiąta część” zawsze wymaga refleksji i specyficznego współgrania z drugim człowiekiem – tam wysoko, wśród szczytów.

Charakterystycznym rysem górskich tekstów Piotrowskiego jest też fakt, że nie skupiał się jedynie na akcji wspinaczkowej – rozszerzał jej tło, kreśląc ciekawy obraz spotykanych w drodze przykładów kulturowego dziedzictwa krajów, które odwiedził. Wspomina wyprawy Marco Polo czy historię Dżyngis-chana, albo w sposób pełen emocji przywołuje postać pierwszej poetki piszącej w języku perskim, Rabii z Kozdaru w Baktrii (w X wieku) i cytuje fragment jej wiersza: „Miłość jest jak morze, gdzież są jego brzegi / Jak przez nie przepłynąć rozum nie poradzi”.



Jerzy Surdel filmuje pożegnanie Tadeusza Piotrowskiego przez Andrzeja Zawadę, baza pod Lhotse, 1974
fot. Mirosław Wiśniewski

Z pozostałych po nim książek, listów, notatek i zdjęć wyłania się postać wrażliwego, pełnego empatii człowieka, umiejącego patrzeć i przeżywać wszelkie doświadczenia, w jakie obfitowały górskie wyprawy – czy to na Lhotse, Nanga Parbat lub K2. Romantyk, ale twardo stąpający po ziemi. Wrażliwy, lecz stanowczy w obliczu słabości. Człowiek skromny, który pomiędzy wspinaczkami i wyprawami przejmował trud prowadzenia domu. Jak wspomina żona – „Sprząta, gotuje, robi zakupy – a jest to czas żywności na kartki! Może to robić, bo jest bezrobotny. Pracuje, pisząc w domu”. Daleko mu do koturnowego bohatera.

Fotograficzna pasja Piotrowskiego, jego świetne oko i talent obserwacyjny, przejawiła się w niezwykłych kadrach uchwyconych podczas wielu wypraw. Danuta, żona Tadeusza, zajęła się edycją i zebrała część tych zdjęć w albumach wydanych pod wspólnym tytułem In memoriam – Tadeusz Piotrowski. Dzięki temu możemy poczuć klimat, posmakować przeżyć i zobaczyć ówczesne realia oczami osoby uczestniczącej w zdobywaniu najwyższych gór świata. Piotrowski, potężny mężczyzna o stalowym spojrzeniu, kryl w sobie zaskakująco bogaty świat refleksji, którymi dzielił się w licznych publikacjach. Bywało jednak, że wątpił w siłę słów, zwłaszcza wobec majestatu i piękna gór – „Słowo nie oddaje wiernie bogactwa obrazu.

W dzienniku wyprawy na Lhotse – gdzie notuje ascetyczne, oszczędne relacje z kolejnych dni – uwagę zwraca scena w samolocie… Wyluzowany Piotrowski, w ciepłej kabinie podziwia szczyty Himalajów za oknem. Spokojny, wypoczęty,

zachwycony komfortem podróży zmierza ku przygodzie – ze szklanką Whisky On The Rocks w ręku. Whisky to symbol świata, od którego ucieka, natomiast On The Rocks trafnie określa to, ku czemu wciąż dąży, bo skalne olbrzymy czekają.

Na przeciwnym biegunie emocji jest wspomnienie tragedii Francuzów, jaka wydarzyła się na Evereście, tuż przed przybyciem polskiej wyprawy na Lhotse w 1974 roku. Tak odczuł to Piotrowski: „W jednej sekundzie, nagle, prysła sztucznie stworzona bariera. Spadają. Zupełna bezradność. Potworny strach i pewność, że to już koniec„.

Słowa brzmią jak memento – szczególnie w obliczu śmierci członka wyprawy na Lhotse Stanisława Latałły. Lot w przepaść to realny koszmar każdego himalaisty. Piotrowski radził sobie z lękiem na swój sposób, oswajając go pisaniem. Język jego książek to bardzo emocjonalny przekaz, realizowany oszczędnymi środkami wyrazu. Postać Piotrowskiego byłaby niepełna bez podkreślenia jego talentu dziennikarskiego oraz zacięcia literackiego, co świetnie ilustruje fragment książki W lodowym świecie Trolli:

Spoza krawędzi poczęła powoli wyłaniać się ściana Trolli. Stopniowo odsłaniała swe kolejne partie, ukazując niesamowity ogrom i niezwykłą wręcz przepaścistość tworzących ją skal. Natura skonstruowała tu wszystko na gigantyczną miarę – wielkość ściany, rozłożystość, tnące ją kominy, płaszczyzny jednolitych gładzizn i wrośnięte w skalę chropowate garby okapów wybiegających w pustkę powietrza. W zestawieniu z wynaturzonym, wręcz spotworniałym monumentalizmem otaczającego świata granitu, człowiek stawał się istotą mizerną, nic nie znaczącą, kruchą cząstką natury ciśniętą kaprysem losu w obce jej środowisko (…)


W bazie pod Lhotse. Od prawej: Andrzej Heinrich, Jan Stryczyński i Tadeusz Piotrowski, 1974
fot. Mirosław Wiśniewski

 

NON OMNIS MORIAR 

Piotrowski pozostawił niezatarty ślad swej nietuzinkowej osobowości, a także pamięć o wybitnych górskich dokonaniach. Szczecińskie środowisko upamiętniło himalaistę, nadając festiwalowi ,,O! Góry” imię Tadeusza Piotrowskiego.

Innym znakiem trwania dzieła jego życia, jest nagroda specjalna dla książki Lhotse 1974 (Tadeusz Piotrowski, Danuta Piotrowska, Wydawnictwo Stapis, Lądek-Zdrój 2017), uzyskana w konkursie Książka Górska Roku im. Wawrzyńca Żuławskiego.

Inne nagrody, jakie otrzymały książki z serii In memoriam na festiwalu w Lądku-Zdroju, to: K2 1986 – Najlepszy Album Górski (2016), Lhotse 1974 – Nagroda Specjalna (2017), Nanga Parbat 1982 – Wyróżnienie (2018),  Noszak 1973 – Wyróżnienie (2021)

 

POZOSTAŁE DOKONANIA 

1969 – I wejście na Pik Skalistyj (5621 m), oraz pierwsze wejścia na 5 innych dziewiczych szczytów (Pamiro-Alaj, Matcza) 

1971 – I przejście zimowe drogi Bonatti-Gobbi, Wielki Filar Narożny, Mont Blanc 

1972 – przejście zimowe filara Trollryggen drogą Fiva 

1973 – wejście na Pik Komunizma w Pamirze (7495 m) 

1973 – I przejście zimowe na Noszak (7492 m) w Hindukuszu Afgańskim, zapoczątkowanie nowej ery światowego himalaizmu zimowego 

1974 – przejście zimowe północnej ściany Trollveggen (Drogą Francuska) 

1977 – Il przejście zimowe Rimmon Route na ścianie Trollveggen 

1978 – wejście wschodnią granią na Tiricz Mir Wschodni (7692 m) w Hindukuszu 

1979 – Il wejście na Rakaposhi (7788 m), Karakorum, Pakistan 

1980 – I wejście na Distaghil Sar East (7696 m), Yazghil Dome, Karakorum, Pakistan 

1982 – Nanga Parbat (8125 m), Himalaje Pakistanu, próba wytyczenia nowej drogi południowo-wschodnim filarem w ścianie Rupal do wysokości około 7950 m, w 3-osobowym zespole polsko-niemiecko-szwajcarskim. Drogę tę doprowadził do szczytu zespół polsko-meksykański w 1985 r. 

1983 – I wejście zimowe na Api (7132 m), Himalaje, Nepal 

1985 – udział w polskiej wyprawie mającej na celu przejście południowo-wschodniego filara Nanga Parbat 1986 – K2 (8611 m) nową drogą środkiem południowej ściany – Polish Line.

 

Warto też odnotować udział Piotrowskiego w wyprawach na Dunagiri (7066 m) i Himalchuli (7893 m) oraz to, że himalaista został czterokrotnie nagrodzony najwyższym odznaczeniem sportowym w Polsce – Złotym Medalem Za wybitne osiągnięcia sportowe.

Tekst / Maciej Piera


Artykuł ukazał się w 267 numerze magazynu GÓRY (2/2019)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/