WIELKA I MAŁA FATRA / SŁOWACJA

WIELKA I MAŁA FATRA Widok na okolicę z podejścia na Mały Rozsutec

Od jakiegoś czasu, planując majowe wypady w górskie rejony, staram się omijać terminy zahaczające o długi weekend, bo nie warto przeciskać się w tłumie. Przy takim założeniu nasz ubiegłoroczny wyjazd do Słowacji, w masyw Wielkiej i Małej Fatry, odbył się w ostatnim tygodniu tego miesiąca.

Głównym celem, który grupa Do Góry Nogami postawiła sobie podczas tego wyjazdu, był trawers Małej Fatry. Choć niespecjalnie długi (około 33 kilometrów), potrafi jednak dać w kość ze względu na spore przewyższenia, wynoszące w sumie 2400 metrów. Nie znajdziemy na nim obiektywnych trudności technicznych, poza kilkoma odcinkami ubezpieczonymi łańcuchami, a największe wymagania stawia dystans. Ale całość można pokonać w jeden dzień i taki właśnie był plan.

Widok na Wielki Rozsutec z podejścia na Stoha; fot. Krystian Truszkiewicz

TLSTÁ I OSTRA

Po zakwaterowaniu w domku w miejscowości Blatnica kolejne dwa dni spędziliśmy na rowerowej „rozgrzewce” – w sumie wyszło ponad 65 kilometrów, z sumą przewyższeń około 1300 metrów… Ale to przygoda na inną opowieść. Tymczasem przyszła pora, by rozprostować nogi. Wybraliśmy znajdujące się w pobliżu szczytów Tlstá (1373 m) i Ostra (1247 m). Niemal bezpośrednio spod chaty prowadził tam niebieski szlak pieszy, który dość szybko odbił w prawo i przez szeroką polanę dotarł do Vápennej Doliny. Zamyka ją bardzo strome podejście, którym dochodzi się do Jaskyňi Mažarnej (900 m). W czasie wędrówki zboczami doliny nieustannie otwierały się przed nami kapitalne widoki. Trawersując stoki Tlstej, dotarliśmy wreszcie do wypłaszczenia, gdzie zanikła wysoka roślinność. Skutkiem tego w szczytowych partiach poruszaliśmy się w otwartym terenie, dzięki czemu znów mieliśmy efektowną panoramę okolicy. Widać było majaczące gdzieś w oddali Krížną i Ostredok – najwyższe wierzchołki pasma.

Po odpoczynku na szczycie i wpisaniu się do zeszytu umieszczonego w skrzynce ruszyliśmy w dół niebieskim szlakiem. Czekało nas teraz strome i niewygodne momentami zejście. Dotarliśmy w końcu do rozwidlenia, skąd mogliśmy kontynuować zejście do doliny – za naszymi znakami – lub ruszyć żółtym w kierunku Ostrej. Zgodnie wybraliśmy drugą opcję, więc zrobiliśmy 200 metrów podejścia, aż na Przełęcz pod Ostrą (Sedlo Ostrej), skąd widok okazał się wprost onieśmielający. Po prawej stronie wyrastała 50–60-metrowa turnia. Po lewej zaś widać było nieco niższą, około 10-metrową skalną platformę, na której znajdował się punkt widokowy.

Ostredok widziany z zejścia z Krížnej; fot. Marek Skowroński

Najpierw wybraliśmy się na bardziej efektowną turnię. Ścieżka zrobiła się trudniejsza i pojawiły się ubezpieczone łańcuchem fragmenty. Po powrocie na przełęcz ruszyliśmy w przeciwnym kierunku, na niższy punkt, z którego poszliśmy dalej: w kierunku Zadnej Ostrej, a potem za żółtymi znakami przez Juriašovą Dolinę dotarliśmy do zielonego szlaku wiodącego Blatnicką Doliną. Odcinek szlakiem żółtym był dość męczący ze względu na stromiznę, gdzie mocno pracowały kolana, więc warto było odciążać je kijkami. Dopiero w dolinie teren nieco się wypłaszczył i można było spokojnym krokiem wrócić do Blatnicy.

Wycieczka zamknęła się w 20 kilometrach, z sumą przewyższeń 1100 metrów, a biorąc pod uwagę, że zrobiliśmy pętlę, dało to średnie nachylenie ponad 10%. To uzmysławia, jak strome bywają podejścia z dolin na wielkofatrzańskie grzbiety.

Tekst / MAREK SKOWROŃSKI

Zdjęcie otwarcia / Widok na okolicę z podejścia na Mały Rozsutec; fot. Agnieszka Szymanowska


Dalsza część artykułu znajduje się w Magazynie GÓRY numer 1/2023 (290)

Zapraszamy do korzystania z czytnika GÓR > http://www.czytaj.goryonline.com/

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2023