Od jakiegoś czasu, planując majowe wypady w górskie rejony, staram się omijać terminy zahaczające o długi weekend, bo nie warto przeciskać się w tłumie. Przy takim założeniu nasz ubiegłoroczny wyjazd do Słowacji, w masyw Wielkiej i Małej Fatry, odbył się w ostatnim tygodniu tego miesiąca.
Tekst / MAREK SKOWROŃSKI
Zdjęcie otwarcia / Widok na okolicę z podejścia na Mały Rozsutec; fot. Agnieszka Szymanowska
Głównym celem, który grupa Do Góry Nogami postawiła sobie podczas tego wyjazdu, był trawers Małej Fatry. Choć niespecjalnie długi (około 33 kilometrów), potrafi jednak dać w kość ze względu na spore przewyższenia, wynoszące w sumie 2400 metrów. Nie znajdziemy na nim obiektywnych trudności technicznych, poza kilkoma odcinkami ubezpieczonymi łańcuchami, a największe wymagania stawia dystans. Ale całość można pokonać w jeden dzień i taki właśnie był plan.
TLSTÁ I OSTRA
Po zakwaterowaniu w domku w miejscowości Blatnica kolejne dwa dni spędziliśmy na rowerowej „rozgrzewce” – w sumie wyszło ponad 65 kilometrów, z sumą przewyższeń około 1300 metrów… Ale to przygoda na inną opowieść. Tymczasem przyszła pora, by rozprostować nogi. Wybraliśmy znajdujące się w pobliżu szczytów Tlstá (1373 m) i Ostra (1247 m). Niemal bezpośrednio spod chaty prowadził tam niebieski szlak pieszy, który dość szybko odbił w prawo i przez szeroką polanę dotarł do Vápennej Doliny. Zamyka ją bardzo strome podejście, którym dochodzi się do Jaskyňi Mažarnej (900 m). W czasie wędrówki zboczami doliny nieustannie otwierały się przed nami kapitalne widoki. Trawersując stoki Tlstej, dotarliśmy wreszcie do wypłaszczenia, gdzie zanikła wysoka roślinność. Skutkiem tego w szczytowych partiach poruszaliśmy się w otwartym terenie, dzięki czemu znów mieliśmy efektowną panoramę okolicy. Widać było majaczące gdzieś w oddali Krížną i Ostredok – najwyższe wierzchołki pasma.
Po odpoczynku na szczycie i wpisaniu się do zeszytu umieszczonego w skrzynce ruszyliśmy w dół niebieskim szlakiem. Czekało nas teraz strome i niewygodne momentami zejście. Dotarliśmy w końcu do rozwidlenia, skąd mogliśmy kontynuować zejście do doliny – za naszymi znakami – lub ruszyć żółtym w kierunku Ostrej. Zgodnie wybraliśmy drugą opcję, więc zrobiliśmy 200 metrów podejścia, aż na Przełęcz pod Ostrą (Sedlo Ostrej), skąd widok okazał się wprost onieśmielający. Po prawej stronie wyrastała 50–60-metrowa turnia. Po lewej zaś widać było nieco niższą, około 10-metrową skalną platformę, na której znajdował się punkt widokowy.
Najpierw wybraliśmy się na bardziej efektowną turnię. Ścieżka zrobiła się trudniejsza i pojawiły się ubezpieczone łańcuchem fragmenty. Po powrocie na przełęcz ruszyliśmy w przeciwnym kierunku, na niższy punkt, z którego poszliśmy dalej: w kierunku Zadnej Ostrej, a potem za żółtymi znakami przez Juriašovą Dolinę dotarliśmy do zielonego szlaku wiodącego Blatnicką Doliną. Odcinek szlakiem żółtym był dość męczący ze względu na stromiznę, gdzie mocno pracowały kolana, więc warto było odciążać je kijkami. Dopiero w dolinie teren nieco się wypłaszczył i można było spokojnym krokiem wrócić do Blatnicy.
Wycieczka zamknęła się w 20 kilometrach, z sumą przewyższeń 1100 metrów, a biorąc pod uwagę, że zrobiliśmy pętlę, dało to średnie nachylenie ponad 10%. To uzmysławia, jak strome bywają podejścia z dolin na wielkofatrzańskie grzbiety.

TRAWERS MAŁEJ FATRY
Następnego dnia zaordynowaliśmy sobie wyrypę na rowerach MTB w okolice miejscowości Stare Hory. Jazda sprawiła, że nie czułem się zbyt świeżo przed najważniejszym punktem programu, czyli trawersem masywu. Mała Fatra, choć z nazwy „mała”, potrafi zmęczyć chyba nawet bardziej niż Wielka. Przejście w jeden dzień głównego masywu czerwonym szlakiem to solidne wyzwanie o nieco sportowym zacięciu.
Najważniejsza jednak w tym przedsięwzięciu była logistyka. Ponieważ było nas sześcioro, ruszyliśmy w dwa auta. Wypakowaliśmy część ekipy w miejscowości Zázriva, skąd startuje czerwony szlak, a następnie pojechaliśmy na jego koniec w miejscowości Nezbudská Lúčka. Tam zostawiliśmy jedno auto i wróciliśmy do Zázrivy, skąd reszta załogi zdążyła już wystartować. Musieliśmy więc ich gonić.
Szybko ruszyliśmy, pilnując czerwonego oznakowania. Za ostatnimi zabudowaniami szlak zaczął wznosić się ostro pod górę zboczami Małego Rozsutca (1344 m). Na przełęczy Zákres (1229 m) odbił w lewo, mijając szczyt. Przed nami jednak wyrastało ogromne cielsko Wielkiego Rozsutca (1610 m). Niestety, o tak wczesnej porze roku ten fragment trasy był zamknięty i musieliśmy ominąć efektowny wierzchołek niebieskim szlakiem, który na przełęczy Medziholie (1185 m) znów spotkał się z czerwonymi oznaczeniami. Stamtąd trzeba było wgramolić się na Stoha (1607 m). W końcowej fazie podejścia wreszcie wyszliśmy z lasu i otwarły się widoki, ale też zaczęło wiać. Wiatr miał nam już towarzyszyć przez większą część trasy.
Na szczycie Stoha nie zabawiliśmy zbyt długo i szybko puściliśmy się w dół, w kierunku Stohowej Przełęczy (Stohové sedlo, 1230 m). Tam zrobiliśmy krótki postój, by uzupełnić kalorie i znów ruszyć pod górę, na Południowy Groń (Poludňový grúň, 1460 m). Teraz czekał nas typowo grzbietowy odcinek, z podejściami i zejściami, który oprócz wspomnianego Gronia mijał również dwa wierzchołki Steny (1572 m), rozdzielone Przełęczą w Stenach (sedlo v Stenách, 1450 m).

Dalej czerwony szlak, cały czas prowadząc grzbietem, kierował nas w stronę szczytu o smacznie brzmiącej nazwie Chleb (1645 m). Aby się tam dostać, musieliśmy przejść przez Hromové (1636 m) i Hromové sedlo (1590 m). Na Chlebie znaleźliśmy kawałek zacisznego miejsca i zarządziliśmy posiłek. Po odpoczynku ruszyliśmy w stronę Przełęczy pod Wielkim Krywaniem. Na sam wierzchołek (Veľký Kriváň, 1708 m) jednak nie wchodziliśmy, gdyż znajduje się on nieco z boku w stosunku do głównego grzbietu. Kontynuowaliśmy wędrówkę czerwonym szlakiem aż do przełęczy Bublen (1510 m), gdzie ukazało się nam ostatnie, jak sądziliśmy, podejście tego dnia. Z tej perspektywy Mały Krywań (Malý Kriváň, 1671 m) wyglądał bardzo okazale. Nie tracąc czasu, choć sił mieliśmy już coraz mniej, zaatakowaliśmy podejście, które początkowo było dość komfortowe, po zawietrznej stronie zbocza. Na odsłoniętej przestrzeni znów zaczęło przeraźliwe wiać, ale na szczycie Małego Krywania znaleźliśmy prowizoryczny murek z kamieni, za którym mogliśmy usiąść. Sądziliśmy, że większość atrakcji na szlaku jest za nami i teraz czeka nas już spokojne zejście do doliny. Nic bardziej mylnego!
Rozpoczęliśmy zejście do przełęczy Priehyb (1452 m), a następnie przez przełęcz Vráta (1440 m) weszliśmy znów na wyjątkowo eksponowany fragment grzbietu, który był już raczej granią. Trudniejszym, chwilami ubezpieczonym łańcuchami terenem dotarliśmy do punktu widokowego na Białych Skałach (Biele Skaly, 1448 m), skąd rozciągała się fantastyczna panorama na skapaną w promieniach zachodzącego już słońca okolicę. Nieco później dotarliśmy do ostatniego wierzchołka – Suchego (1468 m).
Po postoju, w czasie którego zniknęły resztki zapasów, puściliśmy się pędem w dół, niemal nie zauważając Chaty pod Suchym – jedynego schroniska na całej trasie. Gdzieś zgubiliśmy szlak i wylądowaliśmy na bocznej, leśnej ścieżce, ale znaleźliśmy go w okolicach wierzchołka Plešel (981 m), skąd niebawem dotarliśmy pod ruiny zamku Starhrad. Teraz już łatwą i szeroką ścieżką kontynuowaliśmy zejście w kierunku miejscowości Nezbudská Lúčka. Ostatnie kilometry dłużyły nam się niemiłosiernie, ale wreszcie dotarliśmy do samochodu – na zegarze było już dobrze po 20:00. Stąd we dwóch pojechaliśmy do miejscowości Zázriva. Niespełna półtorej godziny później wróciliśmy w dwa samochody po resztę, meldując się w naszej chatce około godziny 23:00. Z zapisanego w zegarku tracka wynika, że trasa wyniosła nieco ponad 33 kilometry i około 2140 metrów przewyższeń. Na pewno zrobilibyśmy więcej, gdyby otwarty był szlak na Wielki Rozsutec, ale czuliśmy się już tak wypompowani, że wcale nie żałowaliśmy, że ominął nas ten efektowny wierzchołek. Jest przynajmniej powód, by wrócić na Małą Fatrę.

REST DAY
W piątek trudno było się zwlec się z łóżek. Problemem okazało się wstanie i dojście do łazienki, nie mówiąc już o zejściu po schodach do kuchni. W efekcie zbieraliśmy się bardzo powoli, dopiero koło południa… Kolejne godziny spędziliśmy z książkami w hamakach, a na wyjście do ludzi zdecydowaliśmy się dopiero około 15:00. Wybraliśmy jedynie słuszną opcję, czyli wycieczkę do Turčiańskich Teplic, gdzie mogliśmy wtopić się w tłum kuracjuszy, korzystając z gastronomii i zwiedzając miejscowy park.

KRÍŽNA I OSTREDOK
Okazało się, że doba odpoczynku to w sam raz, a może nawet zbyt wiele, bo zdążyliśmy zregenerować się na tyle, żeby w przedostatni dzień pobytu zrobić kolejną wycieczkę. Naszym celem była Krížna (1574 m), z którą mieliśmy rachunki do wyrównania, a stamtąd, grzechem byłoby nie wejść na najwyższy wierzchołek Wielkiej Fatry – Ostredok (1596 m).
Wystartowaliśmy z miejscowości Liptovské Revúce, gdzie zostawiliśmy samochody. Wybraliśmy prowadzące dnem Suchej Doliny zielone znaki, za którymi dotarliśmy do rozwidlenia szlaków, skąd żółty wyprowadzał na przełęcz Východné Prašnické sedlo (920 m). Tutaj pojawił się czerwony szlak, stanowiący fragment międzynarodowego szlaku turystycznego E8. Wędrując nim na wschód, można dotrzeć do polskiego Beskidu Niskiego, w okolice miejscowości Barwinek. My poszliśmy w kierunku przeciwnym – na zachód, gramoląc się na zalesiony Wietrzny Wierch (Veterný vrch, 1040 m). Kontynuując marsz czerwonym szlakiem, zeszliśmy na Prašnické sedlo (1035 m), skąd trawersując zbocza Repište (1200 m), dotarliśmy w rejon szerokich połonin, przypominających polskie Bieszczady. Postój urządziliśmy w pobliżu Rybovskégo sedla (1317 m). Dalej mieliśmy nieco ponad 200 metrów przewyższenia na Krížną, która z przełęczy wydawała się niemal w zasięgu ręki. Z tego miejsca można też wjechać rowerem, kierując się czerwoną bądź niebieską cyklotrasą przez wierzchołek Líška (1445 m). My ruszyliśmy przecinającym zbocze szlakiem pieszym, o sporym nachyleniu terenu. Po wyjściu na grzbiet znów okazało się, że towarzyszy nam dokuczliwy wiatr, dlatego na szczycie nie spędziliśmy zbyt wiele czasu.
Ruszyliśmy na północ, w kierunku Ostredoka, mijając po drodze jeszcze jeden wierzchołek, Frčkov (1585 m), skąd było już rzut kamieniem na najwyższy szczyt całego pasma. Doszliśmy do niego chwilę później, ale nie zabawiliśmy tam zbyt długo. Głównie ze względu na dokuczliwy wiatr, ale też z powodu zmieniającej się szybko pogody: na niebie pojawiały się ciemne, burzowe chmury i towarzyszące im szarosiwe smugi, zwiastujące solidny opad. Trzeba jednak przyznać, że widoki z połonin w okolicach Krížnej i Ostredoka są powalające i pozwalają dostrzec naprawdę dalekie pasma górskie, wliczając w to oczywiście Tatry, w których udało nam się zlokalizować Krywań czy Łomnicę. Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu na podziwianie panoramy. Przed deszczem chcieliśmy jak najszybciej zejść z odsłoniętego terenu i schować się przynajmniej poniżej granicy lasu. Trawersując zbocza Suchego vrchu (1550 m), dotarliśmy w pobliże szałasu, który był oblegany przez dużą grupę turystów – w weekend ruch na fatrzańskich szlakach znacząco wzrasta. Ruszyliśmy zatem dalej w kierunku przełęczy Koniarky (1377 m), skąd przez wierzchołek Chyžkiego (1340 m) i przełęcz Sedlo Chyžky (1310 m) trafiliśmy do odbicia szlaków. Nasz, czerwony, łączył się z żółtym i sprowadzał bezpiecznie do dna doliny. Tymczasem okazało się, że z dużej chmury spadł mały deszcz i tylko chwilami z pojawiły się pojedyncze, niegroźne krople.
Początkowo zejście do doliny było bardzo strome, a kolana grzały się do czerwoności, mimo wspomagania kijkami. Dopiero poniżej wiaty rozwinęła się szeroka, równa droga, która prowadziła w głąb Zelenej Doliny. Niebawem pojawił się asfalt, co oznaczało, że niechybnie zbliżamy się do cywilizacji. Tym samym zamknęliśmy nie tylko tę górską pętlę, ale i cały wyjazd, bowiem w niedzielę z rana czekał nas już tylko powrót do Polski, z marzeniami i planami na kolejne wyjazdy. Niewykluczone, że znów do Słowacji, bo w zasadzie, choć weszliśmy na najwyższe szczyty Wielkiej i Małej Fatry, oba te pasma jedynie „liznęliśmy” i mamy tam jeszcze sporo do zrobienia.
Tekst został opublikowany w 290 (1/2023) numerze Magazynu GÓRY.
Archiwalne numery Magazynu GÓRY oraz wersję w formacie pdf można kupić w naszej księgarni Książki Gór



