Niepewna pogoda, burze, szczeliny, głęboki śnieg, narty, mało snu i jasny księżyc. W skrócie tak można by opisać zmagania duetu Clinta Helander’a oraz Augusta Franzen’a na alaskijskim Mount Hunter (4442m n.p.m.). Nas nie zadowala jednak uproszczona wersja wydarzeń, więc zapraszamy do dokładniejszej historii powstania Full Moon Fever. Góry raczej rzadziej niż częściej pomagają wspinaczom w realizacji ich celów. Zwłaszcza jeżeli znajdują się one w tak surowym rejonie, jakim jest Alaska. Niewielu to bynajmniej zniechęca.

Helender po raz pierwszy zwrócił uwagę na potencjalną nową linię w 2016 roku. Miał już za sobą dwa wejścia na Mount Hunter (trzecią najwyższą górę Alaski) drogami West Ridge (2011) oraz Bibler/Klewin (2013). Jako partnera zwerbował Franzen’a, o którym
wiedział, że również stanął na wierzchołku czterotysięcznika. Od narodzin pomysłu do podjęcia się jego realizacji minęło 5 lat, ale w 2021 duet w końcu ruszył ku szczytowi. Helender i Franzen zdecydowali się postawić swój base camp u podstawy lodospadu Ramen zlokalizowanego prawie 6,5 km od zwykle wybieranej bazy na południowo-wschodnim rozwidleniu lodowca Kahiltna.

Rozstawienie się na uboczu, chociaż gwarantuje spokój, wiąże się z dłuższym podejściem pod ścianę. Sam dystans nie był
jednak problemem dla duetu, który zaopatrzony w narty zamierzał go na nich pokonać. Trudnością okazało się jednak ukształtowanie terenu – labirynt szczelin uszkodzonego lodospadu Ramen. Helander wpadł do jednej z takich szczelin (7,5-metrowej!) i chociaż na tym nie ucierpiał, niewątpliwie było to stresujące przeżycie. Próba zakończyła się tak, jak się rozpoczęła, a więc nieszczęśliwie. Po 19-godzinnej wspinaczce burza zmusiła zespół do nieplanowanego biwaku, a w rezultacie również wycofu następnego ranka.

Nauczeni doświadczeniem, w tym roku poświęcili czas na odpowiednie zaplanowanie drogi przez podstępny labirynt szczelin. Z pomocą przyszła im para narciarzy z Kolorado, która podzieliła się swoim pomysłem na zjazd. Wspólnie udało się, tym razem bezpiecznie, pokonać lodospad. I chociaż ten element wyprawy uległ poprawie w porównaniu z poprzednim rokiem, to pogoda ponownie nie dopisała. Po sześciu dniach ‘kiblowania’ w obozie pod Denali Helander i Franzen zdecydowali się wyruszyć na szczyt mimo niepewnej pogody.

Po pierwszym biwaku poprzedzonym łatwą wspinaczką obudzili się w końcu pod czystym niebem. Przy takich warunkach szybko dotarli to najwyższego punktu osiągniętego w zeszłym sezonie. Z małymi zmianami  przebiegu drogi zespół wspinał się dalej bez większych komplikacji. Biwak tej nocy upiększył im mocno oświetlający niebo księżyc – inspiracja dla nazwy Full Moon Fever.

Kolejnego dnia czekały ich już jedynie trzy, ale mocno techniczne wyciągi. O godzinie 11 dotarli na szczyt West Buttress (4106m n.p.m.). Helander i Franzen uznali jednak, że zamiast od razu schodzić, podejmą się trawersu na kolejne dwa wierzchołki masywu.
Chowając się przed wiatrem, przenocowali pod południowym szczytem, a przemoczone torby suszyli w wieczornym słońcu.

Nazajutrz wstali o 5 rano i zdobyli pozostałe dwa wierzchołki – południowy (4257m n.p.m.) oraz główny, północny (4442m n.p.m.). Do bazy pod Denali wrócili, pokonując zachodnią grań w zaledwie 3 godziny i 10 minut. Stamtąd, po chwili odpoczynku, ruszyli w kierunku obozu pod lodowcem Ramen zmęczeni nie tylko wspinaczką, ale również halucynacjami. Kilka godzin później znaleźli jednak siłę, aby świętować w lokalnym barze. 😉

zdjęcia: Clint Helander