Szóstego marca 2023 roku minie dokładnie 35 lat od chwili, kiedy to atakujący Broad Peak Maciej Berbeka i Aleksander Lwow rozdzielili się w pobliżu przełęczy, na wysokości około 7900 metrów. Berbeka ruszył ku szczytowi, Lwow zaczął schodzić do namiotu pozostawionego na wysokości 7300. To wówczas rozpoczęła się niezwykła, dramatyczna, a finalnie tragiczna historia jednego z najwybitniejszych alpinistów świata, który ćwierć wieku później, z dokładnością co do dnia, na Broad Peaku zginie. Zaś 34 lata później jego sylwetka zostanie upamiętniona w filmie fabularnym Leszka Dawida pod tytułem Broad Peak.

Cała ta historia jest dobrze znana i detalicznie opisana w mojej książce pod tytułem Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później (Wyd. Bezdroża, Kraków 2018). Dziś, gdy ukazała się fabularyzowana wersja filmowa tych zdarzeń, wróciły wspomnienia, a wśród widzów rozgorzały dyskusje: dlaczego Berbeka nie wiedział, że był „tylko” na Rocky Summit, dlaczego Zawada podał w świat fałszywą informację, dlaczego Maciej zginął dokładnie 25 lat później i w jakich okolicznościach. Tyle tylko, że film na te pytanie nie odpowie, gdyż jest „hollywoodzką” w formie fabułą, a nie dokumentem – nie można o tym zapominać.

Szóstego i siódmego marca 1988 roku przez 24 godziny czekałem na Maćka tam na górze, w namiocie na 7300. Wbrew logice, która nakazywała jak najszybsze zejście, wbrew dążącej do minimalizowania strat „sztuce alpinistycznej”. Gdy w końcu Berbeka dotarł do mnie, nazajutrz poprowadziłem go w dół, gdzie później spotkaliśmy idących nam naprzeciw Dąsala, Gardzielewskiego i Wielickiego. I tak „podarowałem mu” dalszych 25 lat, chyba szczęśliwego, życia.


Wiadomość o zdobyciu szczytu puszczona przez Andrzeja Zawadę w świat była… fałszywa. Wiedzieli o tym wszyscy uczestnicy wyprawy z wyjątkiem Berbeki, który z lodowca odleciał do Skardu święcie przekonany, że zdobył Broad Peak. Aż do ostatnich chwil przed zgłoszeniem się „ze szczytu”, a de facto z Rocky Summit, jego wspinaczka była obserwowana z bazy przez lornetki. Mimo zmierzchu i nadciągającego załamania pogody było go widać jak na dłoni, gdyż dopiero za przedwierzchołkiem grań znika z pola widzenia bazy. W momencie, w którym Maciek odezwał się przez radiotelefon, bazową radiostację (zastępując Bogdana Jankowskiego) obsługiwał Leszek Cichy, a rozmowy były nagrywane. „On jest na przedwierzchołku!” – słychać na nagraniu głos Cichego, zwracającego się do siedzącego obok Wielickiego, i dopiero potem padają zdania skierowane w eter do Berbeki, lecz o tym ani słowa. Nie wyprowadzono go z błędu, mogłoby to być dla niego zbyt niebezpieczne, a nuż poszedłby dalej?

Tekst / ALEKSANDER LWOW

Zdjęcie otwarcia / Maciej Berbeka, Ashraf Aman i Alek Lwow na bankiecie w ambasadzie po zakończeniu wyprawy; fot. arch. A. Lwowa


Całość tekstu znajdziecie w magazynie GÓRY numer 5/2022 (288)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/