Dziesięć tatrzańskich szczytów powyżej 2600 metrów w jeden dzień, czyli 35 kilometrów z przewyższeniem 4400 metrów, pokonanych w 11 godzin i 37 minut. O kolejnej inspirującej przygodzie w górach, które mamy na wyciągnięcie ręki, i o nowych ustaleniach kartografów, pozwalających planować kolejne wyzwania, z OLGĄ ŁYJAK rozmawia PIOTR GRUSZKOWSKI.
Rozmawiał / PIOTR GRUSZKOWSKI
Zdjęcie otwarcia / Zejście żlebem z Lodowej Kopy na Lodową Przełęcz; fot. arch. prywatne
X2600… BRZMI INTRYGUJĄCO. SKĄD POMYSŁ?
Zainspirował mnie słowacki biegacz i ratownik HZS, Peter Závacký, który ukończył tę trasę w 11 godzin i 37 minut, a wcześniej ciągiem zrobili ją inni Słowacy, František Šmihál i Milan Styka.
Początkowo chciałam powtórzyć Wielką Koronę Tatr i poprawić swój czas [40 godzin i 56 minut – przyp. red.]. Rekonesanse robiłam od początku sierpnia ubiegłego roku, po bardzo deszczowym lipcu. Na Słowacji spędziłam sześć dni, codziennie robiąc dłuższe lub krótsze wyrypki i łącząc różne szczyty Korony. Wprawdzie byłam na niej rok wcześniej, ale musiałam ją sobie odświeżyć – żeby nie błądzić i zapamiętać najbardziej optymalny przebieg. Jednak druga połowa sierpnia okazała się burzowa i nie było okienka pogodowego na akcję przez ponad 30 godzin, a na początku września spadł śnieg w wyższych partiach Tatr.
Zaczęłam wtedy myśleć o projekcie 10 szczytów powyżej 2600 metrów. Udało mi się zrobić tylko jeden rekon pod to wyzwanie – grań z Małego Gerlacha na Gerlach – ale niestety nie zdążyłam przejść Drogi Martina. Wymyśliłam też nazwę, X2600, choć po publikacjach Andrzeja Marcisza już wiemy, że szczytów, turni czy turniczek powyżej 2600 metrów jest więcej.
Na początku września wystartowałam w Ultra Janosiku, na dystansie 76 kilometrów, z 4000 metrów przewyższeń. Jego trasa przebiegała częściowo przez Tatry Słowackie: Rohatkę i Lodową Przełęcz, przez które prowadzi też X2600. Akurat tydzień po Janosiku zapowiadała się niezła pogoda (choć nie idealna, bo wiał bardzo ciepły halny, około 60–70 km/h), więc uznałam, że warto skorzystać z superkompensacji po zawodach, i że może to być ostatnie takie okienko w sezonie.

10 NAJWYŻSZYCH TATRZAŃSKICH SZCZYTÓW I WIELKA KORONA TATR – ZREALIZOWAŁAŚ OBA TE PROJEKTY. CZY MOŻESZ JE PORÓWNAĆ? DYSTANS I PRZEWYŻSZENIA SĄ OKOŁO DWA RAZY WIĘKSZE NA KORZYŚĆ KORONY, ALE BYĆ MOŻE PARAMETRY NIE OPISUJĄ WSZYSTKIEGO?
Jest to zupełnie inne wyzwanie, choć oczywiście teren praktycznie taki sam. Przede wszystkim czas trwania wysiłku jest inny – z jednej strony ponad 30 do 40 godzin, z drugiej około 12. Wysiłek trwający jeden dzień można w zasadzie uznać za trening, po którym w miarę szybko się zregenerujemy. Jest również mniej wymagający logistycznie – nie ma działania w nocy, nie wymaga zabierania sporej ilości sprzętu czy jedzenia.
Natomiast w projekcie X2600 wymagające jest to, że pierwsza część trasy jest w miarę łatwa. Jeśli w ogóle można powiedzieć, że odcinek Łomnica – Durny Szczyt – Lodowy Szczyt – Lodowa Kopa to coś łatwego. Potem jest w zasadzie biegowy fragment na Jaworową Przełęcz, i przez Rohatkę na Polski Grzebień – większość turystycznymi szlakami. Ten etap jest szybki, a to oznacza, że na dużym zmęczeniu trzeba później przejść Martinkę – z większymi trudnościami i większą ekspozycją – a następnie dalszą część grani, przez Pośredni Gerlach na Mały Gerlach, i na końcu zejść Wielickim Żlebem. Na WKT jest odwrotnie – pierwszego dnia są największe trudności, aż do Ganku, a końcowy etap jest biegowy i wtedy można odpocząć psychicznie.

OPISZESZ NAJTRUDNIEJSZE MOMENTY?
Bardzo dobrze znam pierwszą część trasy, czyli odcinek Łomnica – Durny Szczyt – Lodowy Szczyt – Lodowa Kopa. Mogłabym powiedzieć, że to łatwy fragment, ale z powodu silnego wiatru bałam się czasem na grani, szczególnie podczas przejścia z Łomnicy na Durny Szczyt, gdzie trasa prowadzi ściśle granią i nie ma gdzie się schować przed podmuchami. Ale najbardziej wymagające miejsca były na odcinku Martinki, z Litworowej Przełęczy na Gerlach, a szczególnie dwa szczyty: Lawinowy i Gerlachowska Kopa. Jest tam jedno trudniejsze miejsce, z ekspozycją i stanowiskiem do zjazdu, gdzie trzeba po prostu zejść lub jakoś to ominąć. Miesiąc wcześniej, dokładnie w tym miejscu, były dwa wypadki polskich wspinaczy – jeden okazał się śmiertelny i wydarzył się w dniu, gdy akurat szłam ze Staroleśnego Szczytu na Gerlach. Z przeciwległej grani widziałam akcję ratunkową z użyciem śmigłowca.
Nie dość, że wiał silny wiatr, teren był eksponowany i trudny technicznie, to jeszcze byłam obciążona psychicznie. Poza tym cała Droga Martina na Gerlach i dalej granią, przez Pośredni Gerlach na Mały Gerlach, jest eksponowana i niebiegowa, więc ta druga część X2600, robiona już na dużym zmęczeniu, odwodnieniu i przy halnym, była po prostu bardzo wymagająca psychicznie i fizycznie.
Tekst w całości przeczytasz w 303 (2/2026) numerze Magazynu GÓRY.
GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link
