Wyniosły, charakterystyczny kształt pokrytej śnieżną czapą, lekko spłaszczonej, obłej piramidy zna niemal każdy. Kazbek to najpopularniejszy szczyt Gruzji. Plan był prosty, jednak po drodze nieco się skomplikował. Koniec końców znalazłem się tu sam…

PIERWSZE PROBLEMY

Kiedy na kilka tygodni przed wyjazdem dwóch kolegów zrezygnowało z wyprawy, miałem trudny orzech do zgryzienia. Znalezienie kogoś na ostatnią chwilę graniczyło z cudem… No i oczywiście nic z tego nie wyszło! Trudno – zaryzykuję. Wsiadłem do samolotu i przyleciałem. Bo w końcu co miałem do stracenia? Kaukaz jest wielki i można tu dużo zrobić, nawet samotnie. A co z planem głównym, czyli zdobyciem popularnego pięciotysięcznika? No cóż, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Po szybkim trekkingu zapoznawczo-aklimatyzacyjnym spakowałem szpej i wsiadłem w marszrutkę do Stepancmindy.

Podczas gdy inni Polacy przybywają tu w licznych zespołach, ja postanowiłem spróbować szczęścia inaczej. Jadę sam, z zamiarem dołączenia do jakieś ekipy. Może się uda, a może nie. I tak po wszystkim planuję wyruszyć w samotny, długodystansowy trekking na wschód, spod Kazbeku aż do Omalo. Jeśli z mojej wysokogórskiej przygody nic nie wyjdzie, pozostanie mi trekking… Kto wie, czy nie ciekawszy niż sam Kazbek!

Kazbek w całej okazałości, tuż po wschodzie słońca

ŁATWY, CHOĆ WYMAGAJĄCY

Kazbek to nie tylko najpopularniejszy szczyt Gruzji, ale też – obok Elbrusu – całego Kaukazu. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że znajdziemy go w „top 10” najbardziej rozpoznawalnych wierzchołków Europy. Zapewne w tym momencie niektórzy z was zakrzykną: „Ale jak to? Przecież Kazbek leży w Azji!”. No cóż, zdania w tej kwestii są podzielone, nawet oficjalnych teorii geograficznych istnieje kilka i każda niesie inną odpowiedź. Pewne jest to, że granica między Europą i Azją jest umowna, bo tak naprawdę mamy do czynienia z jednym kontynentem. Pewne jest również to, że Gruzini przyjęli chrześcijaństwo jako oficjalną religię, gdy na terenie dzisiejszej Polski wierzono w bogów słońca, piorunów i drzew, a o samym kraju nikt nawet jeszcze nie myślał (Mieszko I urodził się kilkaset lat później). W związku z tym wydaje mi się, że nie przystoi nazywać Gruzinów Azjatami. Sami się zresztą nimi nie czują, a Gruzja ubiega się o członkostwo w Unii Europejskiej. Tak więc będę się upierał, że Kazbek leży na terenie Europy, a nie Azji J.

Swoją niezwykłą popularność góra zawdzięcza zapewne temu, że jest najłatwiejszym pięciotysięcznikiem w swoim kraju. Co ciekawe, wcale nie najwyższym. Chyba każdy górołaz słyszał o Kazbeku, kto jednak wie, jak nazywa się dach Gruzji? Oczywiście, jest nim leżąca kilkadziesiąt kilometrów dalej na zachód Szchara. Dlaczego mało kto o niej słyszał? Zapewne dlatego, że jest ona też najtrudniejszym szczytem Europy (najprostsza droga ma 5b w skali rosyjskiej) i aby ją zdobyć, trzeba wykazać się nie tylko doświadczeniem alpejskim, ale także wspinaczkowym. Tam nie wejdziemy z przewodnikiem, jak na inne lubiane przez wysokogórskich turystów szczyty. To główna grań Kaukazu Wielkiego, czyli kultowy w świecie alpinistów technicznych Mur Bezengi. Kazbek, tak samo zresztą jak Elbrus, nie jest częścią tej grani, tylko stojącym samotnie wulkanem. Na drodze klasycznej nie napotkamy trudności wspinaczkowych, a dzięki licznym agencjom, z pomocą przewodnika na szczyt może wejść każdy, kto przygotuje się do tego kondycyjnie.

Baza meteo i namioty polskich ratowników górskich na pierwszym planie

Brak trudności wspinaczkowych nie świadczy o tym, że Kazbek jest łatwy. To bowiem nie trudności, a zagrożenia obiektywne stanowią główny czynnik ryzyka w wysokich górach. Chociaż na drodze nie napotkamy żadnego M5, jednak sama wysokość oraz suma przewyższeń do pokonania stanowią wyzwanie. Nie wspominając o lodowcu, który wcale do bezpiecznych nie należy. Inaczej jest na Elbrusie, gdzie ścieżka jest wytrasowana, a szczeliny nie stanowią zagrożenia. Do tego większość przewyższenia możemy tam pokonać w wagoniku kolei linowej. Również kształt najwyższego szczytu Europy jest bardziej łagodny, co sprawia, że z tej dwójki to Kazbek jest nieco trudniejszą górą.

POWITANIE Z GRUZJĄ

Startuję z Didube, największej stacji autobusowej w kraju i przy okazji ogromnego tbiliskiego bazaru miejskiego. Tutaj można poczuć smak i zapach prawdziwej Gruzji. Dosłownie i w przenośni, bo z jednej strony mam wrażenie, że to właśnie na takich bazarach widzi się prawdziwe oblicze Kaukazu, a z drugiej pyszne chaczapuri, lobiani, gruzińskie sery i kopki kawy oraz kolorowych przypraw aż nęcą z daleka, pobudzając wszystkie zmysły.

I już tutaj uśmiecha się do mnie szczęście. Czekając na marszrutkę, spotykam dwóch sympatycznych greckich alpinistów, którzy zgadzają się, abym dołączył do ich ekipy. Zależy mi na tym głównie ze względu na lodowiec, którego wolałbym nie solować. We trzech jest zawsze bezpieczniej!

Szczyt osiągnięty, pogoda bajeczna i o tej porze jeszcze tu pusto. Czego chcieć więcej!

Wysiadamy w centrum, wymieniamy się numerami telefonów i każdy idzie w swoją stronę. Stepancminda (bo tak w rzeczywistości nazywa się miejscowość popularnie zwana Kazbegi) to ikona Gruzji, wielokrotnie powielana na pocztówkach. Nad miastem góruje wybudowana na wzgórzu cerkiew Cminda Sameba, która na tle ośnieżonego Kazbeku prezentuje się fenomenalnie. Miejsce to w sezonie przyciąga miliony turystów i wspinaczy z całego świata. A choć zazwyczaj bardziej cenię sobie trudniej dostępne i mniej popularne regiony, to jednak nie mogę Stepancmindzie odmówić wyjątkowości i ponadczasowego piękna. Z centrum po raz pierwszy patrzę na pięciotysięcznik, który wygląda dostojnie.

W miasteczku gwar, chaczapuri, hinkali i piwo Kazbegi. A zatem tak witam się z prawdziwą Gruzją! Wieczorem czeka mnie spacer pod malowniczą cerkiew, gdzie zamierzam rozbić namiot. Niestety, spóźniam się na zachód słońca i muszę obejść się smakiem.

Tekst i zdjęcia / Bartosz Wrześniewski


Całość tekstu znajdziecie w magazynie GÓRY numer 2/2022 (285)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/