THOMAS HUBER – NA PIĄTKĘ

Thomas Huber z pewnością zalicza się do grona najlepszych alpinistów i wspinaczy skalnych, realizujących swoje ambicje na drogach wielowyciągowych w ostatnich trzech dekadach. Wraz ze starszym o dwa lata bratem Alexem stworzył jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów w historii sportów wspinaczkowych – Huberbuam. Oto pięć epizodów z jego kariery, które wybraliśmy w redakcyjnym plebiscycie. Pytanie brzmiało: „Które wyczyny fantastycznego Bawarczyka zrobiły na tobie największe wrażenie?”. Oto wynik.

Tekst / PIOTR DROŻDŻ

Zdjęcie otwarcia / Na wyciągu Pancake Flake, The Nose, podczas rekordowego przejścia drogi w 2007 roku; fot. Heinz Zak


WIELOWYCIĄGOWE ARCYDZIEŁA

We wszystkich odpowiedziach pojawiały się drogi wielowyciągowe otwarte w Alpach. Wszak była to wspinaczkowa kolebka braci, którzy niewątpliwie przyczynili się do rozwoju ekstremalnej wspinaczki wielowyciągowej na ścianach Alp Wschodnich.

Zacznijmy jednak od początku. Thomas i Alex dorastali w niewielkiej miejscowości Palling, w Górnej Bawarii. Ich ojciec był alpinistą, który wspinał się na wielu trudnych drogach masywu Mont Blanc, Alp Walijskich i Dolomitów. Nic więc dziwnego, że od najmłodszych lat bracia chodzili z rodzicami na górskie wycieczki, a także uprawiali narciarstwo alpejskie. Kiedy Thomas miał 11 lat, ojciec zafundował mu pierwszą prawdziwą przygodę – trawers Alp Ötztalskich. Dwa lata później we trzech stanęli na pierwszym czterotysięczniku – Allainhornie, a potem przez dwa tygodnie działali na najwyższych szczytach Alp Walijskich. W ciągu kolejnych trzech lat chłopcy weszli z ojcem na ponad 30 szczytów czterotysięcznych.

Niedługo później zaczęli szlifować swoje umiejętności skalne w pobliskich pasmach Alp Wschodnich: Wilder Keiser i „przydomowych” Alpach Berchtesgadeńskich. Właśnie tam w 1984 roku wytyczyli swoją pierwszą drogę – Raunachstanz.

Wkrótce potem Huberowie zabrali się za prawdziwą eksplorację, a ich ulubionym rejonem stał się Reiteralm, który oferował sporo dziewiczych ścian i formacji. Na północno-zachodniej ścianie Warsteinwand Thomas z Fritzem Mussnerem poprowadził Sundance Kid VII A2, zaś razem z bratem dołożył w sąsiedztwie Dave Lost VII–.

W 1986 roku Huberowie dojrzeli do trudności ósemkowych, co udowodnili, wytyczając drogę Utopia VIII, której nazwa dobrze oddawała ich obawy, kiedy wbijali się od dołu w dziewiczą, pozbawioną wiodących formacji ścianę. W następnym sezonie pokonywali w skałkach ósemki w skali francuskiej, więc w sposób naturalny chcieli podnieść poprzeczkę także na dużych ścianach. Już w 1988 roku otworzyli Vom Winde Verveht w Alpach Berchtesgadeńskich, uznawaną za pierwszą alpejską linię w stopniu X– w skali UIAA. Rok później dodali niezwykle ciągową i klasową Scaramouche X–.

Najbardziej znaną wielowyciągową drogą Thomasa stała się jednak End Of Silence 8b+, którą otworzył w 1994 roku. Weszła ona do tak zwanej Trylogii Alpejskiej. Choć jest nominalnie najtrudniejsza, to ze względu na swoją sławę i nieco mniej psychiczny od wielu innych linii Huberów charakter (nieprzypadkowo przylgnęła do niej wycena w skali francuskiej), była powtarzana częściej niż pozostałe dziesiątkowe projekty (w tym niemal dekadę późniejsza Firewall X).

Dziś, po pięćdziesiątce Thomas nie odpuścił trudnego wspinania klasycznego. W 2019 roku wytyczył Stone Age 8b+ na południowej ścianie Untersbergu w Alpach Bertechsgadeńskich. Rok później z bratem dodali pobliską Sonnenkönig 8b.

Na pięciowyciagowej Siete Venas X (8b) wytyczonej w 2020 roku, Hoher Göll, Alpy Berchtesgadeńskie; fot. Heinz Zak

YOSEMITE STORY

Przygodę z Yosemite Huberowie mieli zacząć wspólnie w 1995 roku. Niestety, gdy ostro przygotowywali się do tego projektu zimą 1994/95, starszy z braci zapłacił za swoje zamiłowanie do snowboardu. W rezultacie, kiedy Alex pracował już nad przejściem Salathé Wall na El Capitanie, Thomas wciąż odbywał rehabilitację po operacji kolana.

Po sukcesie młodszego brata we wspinaczkowych magazynach na całym świecie pojawiały się kolejne okładki przedstawiające znakomite zdjęcia z jego przejścia, wykonane przez Heinza Zaka. Dla Thomasa był to trudny test: z jednej strony cieszył się z osiągnięć Alexa, z drugiej niemożność wspólnego napisania ważnego rozdziału w historii klasycznego wspinania w Yosemite była dla niego niezwykle bolesna.

Postanowił więc powtórzyć jego wyczyn, ale w lepszym stylu – planował pokonać oryginalną The Double Crack, ominiętą przez brata wariantem, i przejść ścianę w ciągu jednego dnia, jak to zrobiła w 1994 roku Lynn Hill na drodze The Nose. Finalnie okazało się, że mierzył zbyt wysoko i nie udało mu się zrealizować żadnego z tych założeń. „Chciałem zbyt wiele, pragnąłem zrekompensować sobie swoją niedyspozycję sprzed roku i, zamiast pójść w ślady brata, zrobić coś jeszcze bardziej spektakularnego. Zapłaciłem za marzenie, które trwało zbyt długo i stało się obsesją” – mówił Thomas. Rzeczywiście: nie dość, że jego przejście trwało dłużej, to nie było całkowicie czyste, bo na dwóch wyciągach po lotach startował z pozycji no-hand-rest.

Dwa lata później bracia, tym razem ramię w ramię, znów lustrowali ścianę El Capitana za pomocą lornetek, stojąc na El Cap Meadows. Ich zamiarem było poprowadzenie klasycznej linii na południowo-wschodniej ścianie, po prawej stronie urwiska.

Sezon wcześniej Conrad Anker, Kevin Thaw oraz Steve Gerberding wytyczyli w tych partiach Continental Drift i uznali, że dolne wyciągi z kilkoma wariantami powinny puścić klasycznie. To zainspirowało Huberów do działania. Jak się okazało, wyszukanie możliwości w pełni klasycznego przejścia wymagało ogromnej inwencji. El Niño nie tylko była kombinacją kilku istniejących dróg (New Jersey Turnpike, Continental Drift, Heavy Metal And Tinker Toys, North American Wall i Sea Of Dreams), ale zawierała kilka nowych, niewielkich wariantów, a także innowację Huberbuam – tak zwany man-powered rappel, czyli kilkumetrowe opuszczenie przez partnera na przyrządzie, wykorzystywane, aby pokonać zupełnie gładki fragment ściany.

Droga ta nie była jedyną nowością braci w Dolinie. Poprowadzili oni wtedy także linię, która miała stać się najłatwiejszą, a zarazem najczęściej powtarzaną drogą na El Capie. Mowa oczywiście o Freeriderze, biegnącym wspólnie z Salathé Wall, ale czterowyciągowym wariantem omijającym najtrudniejszy headwall. Pierwsze przejście przyszłego standardu miało miejsce 13 października 1998 roku. Tego dnia Huberowie weszli w ścianę o godzinie 3:31. Całą Freeblast (pierwsze 10 wyciągów o wycenie 5.11b, odhaczonych już w 1975 roku) pokonali po ciemku, aby po 15 godzinach i 25 minutach, w czasie których zrobili 37 wyciągów, zameldować się na szczycie. W ten sposób nie tylko dodali kolejną linię do topo najwyższej ściany Yosemite, ale także dokonali drugiego jednodniowego przejścia klasycznego tego urwiska.

Bracia po rekordowym przejściu Nosa na El Capitanie; fot. Heinz Zak

Następny „przystanek Yosemite” Huberbuam zaplanowali na jesień 2000 roku. Jednak i tym razem pech nie oszczędził Thomasa, który niedługo przed planowanym lotem do Stanów potknął się podczas zbiegania górskim zboczem i wylądował na piargach, łamiąc rękę w łokciu. Wyrok lekarza: trzy tygodnie w gipsie, sześć tygodni przerwy we wspinaniu. Niemiec nie wziął sobie tych zaleceń specjalnie do serca. Już dwa dni po wypadku zaczął robić pierwsze ćwiczenia rehabilitacyjne, by trzy tygodnie później… poprowadzić drogę 7c+. Ostatecznie, zgodnie z umową, zjawił się w Dolinie na początku października.

Na tym pobycie powstała Golden Gate, którą Alex wypatrzył już podczas zmagań z Salathé w 1995 roku, a finalnie rozpracował, wspinając się solo na grigri jeszcze przed przyjazdem Thomasa. Po połączeniu sił w ciągu trzech dni, od 13 do 15 października, bracia poprowadzili drogę, która w przeważającej części podążała linią hakówki The Heart Route z 1970 roku.

W 2003 roku przyszedł czas na odhaczenie drogi na El Capie – wszak wszystkie wcześniejsze autorskie projekty Huberów były kombinacjami. Na warsztat bracia wzięli hakówkę Zodiac. Sukces nie przyszedł łatwo, a linia klasycznego Zodiaca nie pokrywa się w pełni z jej hakowym odpowiednikiem (z racji sporych ucieczek od oryginalnego przebiegu zwykło się ją określać jako Free Variation to Zodiac – klasyczne warianty do Zodiaka).

Prace bracia zaczęli wiosną, ale pokonał ich upał. W miejscu przebiegu drogi ściana ma już praktycznie południową wystawę, zatem w słoneczny dzień przyzwoite temperatury panują tam tylko o świcie i o zmroku. W dodatku kluczowe odcinki mają charakter tarciowy. Jesienią było niewiele lepiej – Huberowie mogli patentować zaledwie dwie godziny dziennie. Wyjątkowo długo, zważywszy na stosunkowo niewielką liczbę wyciągów, trwało także jej finalne prowadzenie – Alex i Thomas spędzili w skale aż 68 godzin, choć efektywny czas wspinania wyniósł zaledwie 18. Klasyczna wersja Zodiaca ma 21 wyciągów. Najtrudniejszy jest dziewiąty, który pokonuje prawie w ogóle nieurzeźbione zacięcie, oraz dziesiąty, tak zwany Nipple Pitch, biegnący po podchwytowych hakodziurach. Oba odcinki zostały wycenione na 5.13d (8b).

W połowie pierwszej dekady XXI wieku bracia zakosztowali też speed climbingu na ścianie El Capitana. Zapisali wówczas na swoim koncie dwa szeroko komentowane rekordy: w 2004 roku przebiegli Zodiaca w czasie 1 godziny i 52 minut, a w 2007 – The Nose w 2 godziny, 45 minut i 45 sekund. Choć wszystkie ich wspinaczki na tej ścianie miały element przygodowy, Thomas przyznawał, że bicie rekordów czasowych wymaga podjęcia znacznie większego ryzyka: „Lina daje poczucie bezpieczeństwa, którego obiektywnie często nie ma. Na drodze zdarzają się sytuacje, kiedy żaden z nas nie może polecieć. Jesteśmy wprawdzie związani liną, ale odpadnięcie jednego byłoby tak samo tragiczne, jak podczas przejścia free solo […]. Wszystko, czego dotychczas nauczyliśmy się we wspinaniu, najwyższe stopnie trudności, dynamika, taktyka zespołowa, gotowość do podjęcia ryzyka i eksperymentowania, nasze doświadczenie z 25 lat wspinaczki – to składa się na szybkość”.

Huberowie zapisali się złotymi zgłoskami w historii wspinaczki klasycznej w Yosemite. Po 25 latach od wytyczenia Freerider jest klasykiem i pierwszym celem na El Capie dla ambitnych wspinaczy, a pozostałe linie braci inspirują najlepsze zespoły z całego świata (na naszym rodzimym podwórku ich śladami podążają Karolina Ośka i Michał Czech). Podobnie jak drogi w Alpach Wschodnich, na zawsze pozostaną pomnikami kreatywności i mocy braterskiego zespołu z Bawarii.

Bracia z 81-letnim ojcem na szczycie Watzmanna po przejściu wschodniej ściany; fot. arch. Thomas Huber

LATOK II

„Co sprawia, że wspinaczka bigwallowa na Latoku II, która była udziałem braci Huberów i ich partnerów, stanowi nowy wymiar alpinizmu? Bez wątpienia jest to kombinacja dużych trudności technicznych i wysokości. Klasa drogi, którą musieli pokonać po niebezpiecznym podejściu w oddalonej części Karakorum, sprawiła, że członkowie ekspedycji znaleźli się w «sytuacji granicznej», która jest typowa dla klasycznego alpinizmu od 200 lat” – tymi słowy Reinhold Messner komentował wytyczenie nowej drogi na Latoku II przez ekspedycję w składzie: Alex Huber, Thomas Huber, Toni Gutsch i Conrad Anker. 19 lipca 1997 roku tych czterech wspinaczy stanęło na wierzchołku o wysokości 7108 metrów, dokonując drugiego po 20 latach wejścia na szczyt i pierwszego przejścia jego imponującej, 2300-metrowej, południowo-zachodniej ściany. Droga wytyczona przez niemiecko-amerykański zespół liczyła 25 wyciągów (bez 1000-metrowego kuluaru). Dwadzieścia z tych długości liny było pionowych lub przewieszonych. Linia otrzymała najwyższą wycenę klasy bigwallowej wspinaczki – VII. Zawierała aż siedem wyciągów o hakowych trudnościach A3 (wiele z nich w kruchej skale) i dwa kluczowe odcinki klasyczne wycenione na VII. Autorzy nazwali ją Tsering Mosong, co w języku balti oznacza „długie życie”. Wyczyn ten zapisał się w historii wspinania jako premiera ekstremalnie trudnego wspinania bigwallowego na szczytach siedmiotysięcznych.

Latok II, fot. Thomas Huber

SHIVA’S LINE

W 2000 roku z Iwanem Wolfem wytyczyli nieprawdopodobną linię Shiva’s Line biegnącą północnym filarem Shivlinga (6543 m) w Himalajach Garhwalu. W gruncie rzeczy był to prostujący wariant do drogi Hansa Kammerlandera i Christopha Heinza z 1993 roku. Tyrolczycy pokonali wtedy większość imponującej formacji, ale nie udało im się skonsumować wisienki na torcie, jaką było przejście topowego headwalla. Na wysokości około 6150 metrów wytrawersowali oni w prawo i osiągnęli szczyt Drogą Japońską z 1980 roku. Pod koniec XX wieku zwieńczenie ich dzieła było uważane za jeden z ostatnich problemów Himalajów. Nic więc dziwnego, że w sezonach 1998 i 1999 atakowały go zespoły niemieckie, austriackie i hiszpańskie. Bez powodzenia.

W 2000 roku przyszła kolej na braci Huberów. Cel wydawał się godny ich mistrzostwa. Niestety, tym razem zdrowotne kłopoty dopadły Alexandra, który podczas akcji na filarze nabawił się ostrej infekcji migdałków. 38-stopniowa gorączka nie dawała szans na powodzenie ekspedycji. Gdy zespół pogodził się już z porażką i miał zwinąć poręczówki prowadzące do obozu na wysokości 5900 metrów, Thomas połączył się ze Szwajcarami działającymi na Drodze Japońskiej. Bardzo mocny wiatr zmusił ich do wycofu, ale przekonali starszego Hubera, aby jeszcze nie likwidował obozu. Zaoferowali pomoc.

Tak też się stało – Thomas finalnie związał się liną z Iwanem Wolfem. Niemiecko-szwajcarski zespół przeniósł obóz o 1000 metrów wyżej i z około 6000 metrów zaatakował filar. Akcja trwała od 29 maja do 1 czerwca. Był to prawdziwy rzut na taśmę, bo trzy dni później mieli pojawić się tragarze.

Wspinacze musieli pokonać trudności hakowe dochodzące do stopnia A4. Kluczowy wyciąg Thomas określił „40-metrowym thrillerem, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył”. Śmiałkowie przeżyli także burzę w malutkim namiociku przyklejonym do filara na wysokości 6250 metrów. Szczyt zdobyli w gęstej mgle o 18:00. „Nie mieliśmy czasu na żadne pozytywne emocje, radość z bycia na szczycie została przytłoczona świadomością, że czekają nas nocne zjazdy przewieszonym terenem”.

Wszystko jednak skończyło się dobrze, a droga Shiva’s Line otrzymała nagrodę Złotego Czekana.

Thomas na Eternal Flame, fot. Franz Hinterbrandner/Timeline Production

ETERNAL FLAME

Powiedzenie, że dobrym szczęście sprzyja, sprawdziło się latem 2009 roku w Karakorum, kiedy Huberowie obrali za cel pierwsze klasyczne przejście epokowej drogi Eternal Flame na Trango Nameless Tower. Linię tę dokładnie 20 lat wcześniej wytyczył doborowy zespół w składzie: Kurt Albert, Wolfgang Güllich, Christof Stiegler oraz Milan Sykora. Również bracia zabrali w Karakorum dwie doświadczone we wspinaczce bigwallowej osoby: fotografa Franza Hinterbrandnera i alpinistę Maria Waldera, których zadaniem było uwiecznienie wysiłków liderów, a także pomoc w logistyce.

Podczas poprzednich sezonów w rejonie panowała fatalna pogoda, więc trafienie na kilkudniowe okno pogodowe graniczyło z cudem. Jednak nasz zespół najwyraźniej powstał pod szczęśliwą gwiazdą, bo w lipcu 2009 roku mógł cieszyć się na Trango prawdziwą lampą.

Bracia sprawnie pokonali pierwsze dziewięć wyciągów wspólnych z Drogą Słoweńską, które wyprowadziły ich na gigantyczną półkę zwaną Sun Terrace – Słonecznym Tarasem. W dolnych partiach drogi Huberowie dodali dwa nowe warianty. Podobnie jak autorzy, Niemcy nadawali nazwę każdej nowej długości liny. Powstałe w ten sposób odcinki otrzymały nazwy Come On BabyLight My Fire.

Po trzydniowym odpoczynku zespół dostał wiadomość o zbliżającym się sześciodniowym oknie pogodowym. Tego było trzeba bawarskim wojownikom, którzy natychmiast zabrali się za systematyczną pracę nad kolejnymi wyciągami, po której zjeżdżali do biwaku na Tarasie.

Fragmenty podprowadzające pod słynną drabinę nitową poddały się bez większych problemów i Huberowie obniżyli nawet proponowane przez poprzedników wyceny. Wyżej nie poszli jednak śladem braci Pou, których wariant był mokry, ale zaproponowali własne „wariacje”. W ten sposób powstały: Wish You Were Here
Burn For You, wycenione na 5.12d.

Kolejnego dnia, po wymałpowaniu prawie 400 metrów po linach poręczowych i przejściu trzech wyciągów, zespół zaatakował kluczowy odcinek, wyceniony przez autorów na A2, a potem odhaczony przez Denisa Burdeta. Cienką rysę na palce udało się przejść czysto klasycznie dopiero po wielu próbach, co zmusiło zespół do powrotu na miejsce biwaku. Za to wejście na wierzchołek dzień później okazało się formalnością.

„Wielu wspinaczy już tego próbowało, niektórym udało się ją przejść prawie w całości klasycznie, lecz ciągle brakowało kilku metrów, a to oznaczało, że nigdy jej nie uklasyczniono. Dla mnie poszukanie sposobu, aby niemożliwe stało się możliwe, jest esencją wspinania, a także powodem, dla którego wybraliśmy się na jedną z najsłynniejszych dróg wspinaczkowych świata – Eternal Flame” – mówił Thomas w wywiadzie dla GÓR.

Thomas Huber

OSTATNIE SŁOWO

Oczywiście wynik naszej redakcyjnej ankiety jest mocno subiektywny i gdyby przeprowadzić ją wśród większej grupy zorientowanych w temacie osób, mógłby być zupełnie inny. W końcu Thomas robił niesamowite rzeczy choćby w Patagonii, Dolomitach czy na Antarktydzie… Nie mamy więc wątpliwości, że wrócimy do historii jego wspinaczek. Zwłaszcza że z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!


Artykuł został opublikowany w 291 (2/2023) numerze Magazynu GÓRY.

Archiwalne numery Magazynu GÓRY oraz wersje w formacie pdf można kupić w naszej księgarni Książki Gór.

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2025