Test butów Salomon Aero Glide IV, czyli nie taki asfalt straszny redakcji GÓR

Na łamach GÓR przyzwyczailiśmy Was do testów i prezentacji różnych modeli butów biegowych – przede wszystkim takich, które najlepiej czują się w terenie, na szutrach, leśnych ścieżkach czy górskich szlakach. Trudno się temu dziwić, skoro mówimy o redakcji, która z natury rzeczy znacznie chętniej patrzy w stronę skał, gór i szeroko pojętego outdooru niż miejskich arterii, z których najczęściej chcemy uciekać. Rzeczywistość bywa jednak przewrotna i od czasu do czasu przypomina, że nie zawsze da się rzucić wszystko i wyskoczyć w góry albo choćby na sensowną terenową pętlę. Cóż – znak czasów. Postępująca betonoza sprawia, że zamiast iść na kompromisy, coraz częściej po prostu… biegamy na kompromisy. Tym razem przyszło nam sprawdzić model, który został zaprojektowany dokładnie z myślą o miejskich realiach – Salomon Aero Glide IV.

O ile możemy mówić o pewnym szczęściu, bo przecież nawet w Krakowie nie brakuje skał – czy to na Zakrzówku, Krzemionkach, czy Libanie – o tyle z trasami biegowymi sprawa wygląda już nieco inaczej. Jasne, są miejsca, gdzie da się uciec od asfaltu, ale prawda jest też taka, że zdecydowaną większość swoich biegowych kilometrów od dobrych kilku lat pokonuję właśnie po twardej nawierzchni. Najczęściej wybieram bulwary wiślane – moją ulubioną trasę – do tego okolice WTR, czyli Wiślanej Trasy Rowerowej, oraz dobrze znane okolice Błoń. Tam mam najbliżej, tam najłatwiej „wcisnąć” szybki trening między codzienne obowiązki, a że bieganie traktuję przede wszystkim jako uzupełnienie treningów wspinaczkowych, taki układ po prostu dobrze wpisuje się w codzienność. Zresztą wspominałem już o tym dwa lata temu, przy okazji testów modelu Genesis – z tą różnicą, że tam punktem odniesienia był teren, a tym razem mogłem sprawdzić but dokładnie w takich warunkach, w jakich sam biegam najczęściej. A skoro tym środowiskiem są w moim przypadku miejskie ścieżki, bulwary i asfaltowe pętle, trudno było o bardziej wiarygodny poligon testowy.

Już przy pierwszym kontakcie z Aero Glide IV moją uwagę zwróciła naprawdę hojna ilość pianki w podeszwie środkowej, sugerująca mocne nastawienie na komfort, miękkie lądowanie i solidną amortyzację. Co ciekawe, nie było to odczucie, które przyszło dopiero po kilku kilometrach. Zwróciłem na to uwagę jeszcze wcześniej – zbiegając po klatce schodowej z mieszkania, zanim na dobre rozpocząłem pierwszy trening. Każdy krok dawał bardzo przyjemne poczucie miękkości, jakby but już na starcie chciał zakomunikować, że na twardym też może być naprawdę komfortowo. Pomyślałem wtedy, że brzmi to obiecująco, ale oczywiście schody schodami, a asfalt asfaltem – wszystko miało się dopiero potwierdzić w praktyce.

Na szczęście już pierwsze kilometry pokazały, że za obiecującym wrażeniem z „oględzin” idzie coś więcej. Aero Glide IV bardzo przyjemnie „niesie” do przodu, a duża ilość pianki optiFOAM² faktycznie robi robotę. But dobrze tłumi kontakt z podłożem, ale nie w taki sposób, który odbiera dynamikę czy zamienia bieg w ociężałe dreptanie. Wręcz przeciwnie – jest miękko, ale jednocześnie sprężyście, a przetaczanie stopy wypada naprawdę płynnie. Trudno nie odnieść wrażenia, że swój udział ma w tym także geometria Reverse Camber, czyli rozwiązanie inspirowane narciarskim DNA Salomona. W efekcie but zachęca do biegu i pomaga utrzymać rytm, zamiast z nim walczyć.

Przyznam, że miałem pewne obawy, czy aż tak mocno amortyzowany model nie okaże się zbyt miękki, a przez to mniej pewny przy szybszym kroku albo zmianie tempa. Nic z tych rzeczy. Owszem, nie jest to but stworzony z myślą o agresywnym ściganiu się czy biciu rekordów na krótkich dystansach, ale przecież nie taki był zamysł producenta. To model do regularnego biegania, codziennego nabijania kilometrów i czerpania z tego przyjemności – i właśnie w tej roli odnajduje się bardzo dobrze. Na bulwarach, w okolicach Błoń czy na dłuższych prostych odcinkach wzdłuż Wisły doceniałem zwłaszcza to, że stopy i kolana po prostu mniej „dostają” od asfaltu. A to, umówmy się, robi różnicę, zwłaszcza jeśli biega się nie po to, by co tydzień polować na życiówkę, tylko by uczciwie dołożyć organizmowi sensowny, uzupełniający bodziec treningowy.

Na plus wypada także dopasowanie. Cholewka z oddychającej siateczki 3D Mesh dobrze otula stopę, a cała konstrukcja jest miękka i komfortowa już od pierwszego założenia. Bezszwowe wykończenie oraz budowa Inside-Out sprawiają, że nic tu nie uwiera, nie drażni i nie wymusza żadnego „rozbiegania” buta przez pierwsze treningi. Dodatkowo system SensiFIT dobrze stabilizuje stopę, więc mimo wyraźnego nastawienia na wygodę nie ma mowy o nieprzyjemnym poczuciu „pływania” wewnątrz cholewki. To ważne, bo przy modelach z dużą amortyzacją właśnie takie obawy bywają zasadne. Tutaj jednak całość została naprawdę dobrze dopracowana.

Warto zaznaczyć jeszcze jedną rzecz, która dla części osób może być detalem, ale inni wychwycą ją od razu po wyjęciu buta z pudełka. Mamy tu bowiem klasyczne sznurówki, a nie charakterystyczny dla wielu modeli Salomona system Quicklace. I od razu uspokajam – bez obaw. Sam byłem ciekaw, czy w praktyce nie będzie brakowało wygody, do której francuska marka zdążyła przyzwyczaić mnie w innych modelach, ale po kilku treningach mogę powiedzieć, że temat w zasadzie nie istnieje. But dobrze trzyma stopę, sznurówki nie rozwiązują się w trakcie biegu i nie trzeba ich od razu wiązać z taką determinacją (czytaj: na ciasną, podwójną kokardkę), jakby od tego zależało życie. 😉 Klasyczne rozwiązanie po prostu działa – i w zupełności wystarcza.

Żeby jednak nie zamykać tego testu wyłącznie w miejskiej scenerii, zabrałem Aero Glide IV również do Lasku Wolskiego, gdzie nawierzchnia potrafi się zmieniać – trochę asfaltu, trochę dobrze ubitej leśnej ścieżki, gdzieniegdzie nieco luźniejszego podłoża. Oczywiście już po pierwszych minutach było jasne, że nie jest to but stworzony do zastępowania pełnoprawnego modelu terenowego, ale jednocześnie takie lekkie wyjście poza asfalt nie zrobiło ani jemu, ani mnie żadnej krzywdy. Bieżnik trzymał pewnie, a sam but nie sprawiał wrażenia wytrąconego z rytmu przy okazjonalnym kontakcie z bardziej naturalnym podłożem. Krótko mówiąc – jeśli ktoś podczas codziennego biegania zahaczy czasem o park, szuter czy ubity leśny odcinek, Aero Glide IV spokojnie to udźwignie. Po prostu nie należy mylić tej uniwersalności z pełnoprawnym przeznaczeniem terenowym.

Po kilku tygodniach testów mogę więc uczciwie powiedzieć, że Salomon Aero Glide IV bardzo dobrze odnalazł się w roli, do której został stworzony – wygodnego, nowoczesnego buta do codziennych treningów na asfalcie i twardych nawierzchniach. Dla mnie był to o tyle ciekawy test, że mogłem sprawdzić ten model dokładnie tam, gdzie sam biegam najczęściej, bez szukania na siłę innych okoliczności. Jeśli więc – podobnie jak ja – większość kilometrów pokonujecie po miejskich trasach, bulwarach, asfaltowych pętlach i ścieżkach, które z górami mają wspólnego raczej niewiele, a jednocześnie nie chcecie rezygnować z komfortu i przyjemności z biegu, Aero Glide IV zdecydowanie warto wziąć pod uwagę.

SALOMON AERO GLIDE IV
cholewkaoddychająca siateczka 3D Mesh
konstrukcjabezszwowa, Inside-Out, z systemem SensiFIT
podeszwa środkowaoptiFOAM²
geometriaReverse Camber
podeszwa zewnętrznaRoad Contagrip
sznurowanieklasyczne
drop8 mm
waga250 g (but w rozmiarze 41 1/3)
cena679 zł

Testował / Bartek Pasiowiec
Zdjęcia / Piotr Drożdż

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2026