Znacie to uczucie? Jest czas, który można zagospodarować dowolnie, mnóstwo kierunków, w które można pojechać,
Sylvia Petronella van der Moer, córka zubożałego barona, w 1949 roku trafiła nad złotonośne rzeki, uciekając przed karą za niezapłacony rachunek w Helsinkach.
Dolinę zalało morze mgły. Kiedy się w niej zanurzałam, stawała się półprzezroczysta, rozświetlona słonecznymi promieniami.
Zeszłego lata nie mogłam się zdecydować, dokąd jechać. Byłam zmęczona i, zanim zdążyłam pomyśleć, córka kupiła mi bilet (w jedną stronę).
Kraby były na wyprzedaży. Tłukliśmy młotkiem, rozrywaliśmy pancerze kombinerkami, różowy sok wsiąkał w gazetę. Przed posiłkiem odmówiliśmy modlitwę. Był luty.
Jako dziecko rysowałam mapy samotnych wysp. Poziomice gęstniały, kolory, jak to na mapie, żółkły i pomarańczowiały.
Była majówka. Dwójka narciarzy podwiozła mnie z Ax-les-Thermes prawie na Port de Pailhères. Droga była
Był wrzesień. Szliśmy na północ wzgórzami wzdłuż rzeki, która z daleka wyglądała jak niebieska taśma rozwinięta wśród jaskrawozłotych brzóz.
Noc jest czarna jak smoła. Szosa opada zakolami, przez myśl przebiegają mi stada wilków, którymi straszono na granicy. Zatrzymuje nas
Wszyscy spali, kiedy o świcie opuszczałam schronisko górskie w Abisko – pełne, bo sierpień to szczyt letniego sezonu.
Bergerie des Pozzi ma zadaszony taras – świetny schron. Noc jest zimna. Rozlewiska Pozzine błyszczą w jaskrawozielonych trawach.
Pniemy się w górę Gorges du Tavignano. Wąwóz jest skalisty, piękny. Czym wyżej, tym mniej zielony, bardziej złoty i pomarańczowy.
Wczytaj więcej
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2026