Kiedy naczelny „GÓR” poprosił mnie o podjęcie tego tematu, nie było mi łatwo się zdecydować. Z jednej strony, temat górskich „ściem” i kontrowersji wokół nich to zagadnienie arcyciekawe. Grzebanie w deklaracjach, relacjach i narracjach podróżników i alpinistów sprzed stu nawet lat naprawdę bywa pasjonujące. Jednocześnie pozwala przyjrzeć się uważnie historiom, o których coś się wie, ale nigdy nie starcza czasu na ich dokładne poznanie. Z drugiej strony, w kontekście tego, co wydarzyło się w naszym rodzimym środowisku w ostatnich dwóch latach, a szczególnie sposób, w jaki (nie)poradzono sobie z trudnymi tematami sprawia, że zagadnienie jest śliskie. Znając specjalistów od najbardziej współczesnego z mediów – forum dyskusyjnego, każdy przytaczany historycznie argument za lub przeciw bohaterom, o których za chwilę, będzie odczytywany w kontekście ostatnich wydarzeń w polskim środowisku wspinaczkowym. Deklaruję więc, iż poniższe historie, a przede wszystkim taka a nie inna forma opowieści, w żadnej mierze nie mają się odnosić do naszej rzeczywistości. Co nie oznacza, rzecz jasna, że nie da się z nich wyciągnąć nauki i wniosków, które mogą być przydatne do analizy tej rzeczywistości. Ale o tym, jeśli trzeba będzie, w innym miejscu.

„Tatrzański” – rekordzista czy mitoman?

25 sierpnia 1902 roku Janusz Chmielowski, wybitny taternik przełomu wieków, późniejszy autor pierwszego przewodnika taternickiego, a już wtedy jeden z największych tatrzańskich autorytetów, otrzymał nadany w Smokowcu telegram o następującej treści: „Śpiczasty wzięty – Carolus Victor”. Przekładając na język zrozumiały dla dzisiejszego czytelnika, oznaczało to, iż wydarzyło się coś, co w historii podbojów tatrzańskich nie miało wcześniej odpowiednika tej skali. „Wzięty” został uznawany przez niektórych za niemożliwy do zdobycia Ostry Szczyt, wierzchołek nieznajdujący się może wśród najwyższych tatrzańskich szczytów, jednakże cieszący się taką renomą i sławą „śpiczastości”, że jego pogromca – z automatu – stawał na najwyższym miejscu wśród tatrzańskich zdobywców A kim był ówże Carolus? Karol Englisch, urodzony 21 lat wcześniej w Krakowie, młody polski taternik, pochodzący ze spolszczonej, polsko-austriackiej rodziny.

***

W 1902 roku Englisch nie był postacią anonimową, wspinał się już od kilku lat. W góry jeździł od wczesnego dzieciństwa. Żeby było ciekawiej, zaczął chodzić po nich z matką i z nią w dużej mierze dokonywał swoich wejść. Jego ojciec, starszy od matki o dobre trzydzieści lat, we wspinaczkach rodzinnych nie uczestniczył. By pokazać, skąd w niej – Austriaczce, wzięła się pasja tatrzańska i alpejska, trzeba koniecznie wspomnieć, iż jej ojcem był alpinista, profesor Bernhardt Jülg, jeden z założycieli klubu, którego tak wielu Polaków jest dzisiaj członkami – Österreichischer Alpenverein.

Antonina Englisch spędzała z synem większość wakacji letnich w Smokowcu, po słowackiej stronie Tatr. Ich pierwszą odnotowaną wspinaczką było wejście na Łomnicę w 1896 roku, wraz z przewodnikiem Johannem Hundersdorferem starszym, który – ze względu na ogromne zaufanie, jakim cieszył się po ich pierwszej wycieczce, kiedy sprowadził Englischów bezpiecznie w burzy śnieżnej – był głównym partnerem Karola w następnych latach (towarzyszył mu także ze swoim synem Johannem Hundersdorferem młodszym).

Do 1903 roku liczba szczytów na których jako pierwszy stanął Karol Englisch (sam, z przewodnikiem lub też matką i przewodnikami) przekroczyła trzydzieści. Warto wspomnieć, iż jak wyliczył Bolesław Chwaściński, w tym samym okresie, poza wierzchołkami zdobytymi przez Englischów zdobyto dwadzieścia sześć innych szczytów, a stało się to udziałem dwudziestu ośmiu różnych taterników Drugi w kolejności, Węgier Gyula Döri, miał ich na swoim koncie pięć. Z kolei drugie miejsce w historii całego taternictwa, także po Englischu, zajmuje zdobywca dziewiętnastu dziewiczych tatrzańskich wierzchołków – Janusz Chmielowski. Jemu jednakże zajęło to ponad dwa razy więcej czasu niż naszemu bohaterowi.

Rzecz jasna, nie wszystkie ze szczytów zdobytych przez Englischa były tak zwanymi celami pierwszorzędnymi. Część z nich to turnie i turniczki za samodzielne uznane dopiero po latach – na przykład przez Witolda H. Paryskiego podczas jego prac nad „Przewodnikiem taternickim” –  co pośrednio zaciążyło na opinii o Englischu na wiele lat. Ale o tym za chwilę. Nie wiadomo w każdym razie, skąd w tamtym czasie wzięła się moda na nazywanie najmniejszych nawet turniczek, a bywało, że i zębów skalnych. Chwaściński odpowiedzialnością za to obarcza Humdersdorfera, który za każde
„pierwsze wejście” otrzymywał dodatkowe wynagrodzenie – był z tego znany.

Dla dopełnienia imponującej statystki koniecznie trzeba wspomnieć, iż Antonina Englisch, uczestnicząc w wyprawach syna na niektóre z niezdobytych wcześniej wierzchołków, także zajmuje czołowe miejsce, tym razem w kategorii taterniczek, które mają na swoim koncie pierwsze wejścia na dziewicze szczyty naszych gór.

Wśród wielkich wierzchołków tatrzańskich zdobytych przez Karola Englischa znalazły się między innymi: Jaworowy Szczyt, Dzika Turnia, Mały Kołowy Szczyt, Czerwona Turnia, Czarny Szczyt, Rogata i Podufała Turnia w masywie Granatów Wielickich, Wielki Kościół, Granaty Wielickie, Śnieżny Szczyt, wszystkie trzy z Jaworowych Turni, Pośrednie Solisko i Soliskowe Czuby, Hińczowa Turnia, Mięguszowiecki Szczyt Czarny i oczywiście Ostry Szczyt. A to wszystko w latach 1897-1903, z wyłączeniem 1899 roku, kiedy to w ramach nagrody za zdaną z wyróżnieniem maturę matka zabrała go w Alpy…

Miał też Englisch na swoim koncie, w epoce, w której zimowe taternictwo praktycznie nie istniało, wejścia zimowe – łącznie z drugim zimowym wejściem na Krywań i przejściem przez Polski Grzebień, a także pierwszym wejściem zimowym na Wielicką Kopę.

Wszystko to rzecz jasna odbywało się w towarzystwie przewodników – między innymi Hundersdorferów, starszego i młodszego. Warto przy tym podkreślić, iż w odróżnieniu od innych polskich taterników, Englisch zaczynał i zdobywał doświadczenie po słowackiej stronie, ze słowackimi i węgierskimi partnerami i przewodnikami. Obie te kwestie (przewodnicy i ich narodowość) także będą miały znaczenie w okresie, który dla Englischa miał dopiero nadejść.

Ostry Szczyt

W środku lata 1900 roku Englischowie wraz Hundersdorferem podeszli w okolice Ostrego Szczytu po raz pierwszy – zgoniła ich wtedy burza. Miesiąc później podjęli próbę zdobycia wierzchołka po raz drugi. Osiągnęli Białą Ławkę, którą nazwali Przełęczą Janka. Następnie, trawersując pod wschodnią granią, doszli do niej ponad trzecim jej uskokiem, licząc od szczytu. Wyżej jednak nie odważyli się atakować – była dla nich z pewnośdą za trudna. Głodny chwały i poważania młodziutki Karol ogłosił, iż zdobyli południowy, najniższy z niezależnych wierzchołków, a północny, wyższy o dwadzieścia pięć metrów jest „nieosiągalny, nawet dla najlepszego wspinacza”. Relację z tego wejścia Englisch zamieścił w „Roczniku Węgierskiego Towarzystwa Karpackiego”. Rok później szczyt zaatakował (z synem Hundersdorfera) Karol Jurzyca, wcześniej pierwszy zdobywca Batyżowieckiego Szczytu. Jego próba, tym razem od południa, w kierunku grani wschodniej, zakończyła się na uskoku w środkowej części grani. Tu znaleźli się w pułapce, jako że nie byli w stanie się przedostać ani w dół, ani do góry. W końcu, dzięki opanowaniu Jurzycy, udało im się – częściowo opuszczając się – uciec po północnej stronie aż do Białej Ławki. Uskok, który zdobyli, nosi dziś miano Siodełka Jurzycy. Dwa miesiące później Jurzyca próbował zaatakować szczyt jeszcze raz – tym razem od północy, jednakże dojście do żlebu, który wypatrzył, uznał za zbyt ryzykowne.

Po powrocie Jurzyca opublikował relację (także we wspomnianym „Roczniku”), w której zasugerował, ze Englisch pomylił się w opisie swojej wspinaczki, jako że Ostry Szczyt ma tylko jeden wierzchołek i niemożliwe jest, by zdobyty został taki, który nie istnieje. Redakcja zwróciła się do Englischa z prośbą o wyjaśnienie, a ten, zamiast skorygować swoją poprzednią relację, opublikował tekst, w którym podtrzymał wcześniejsze oświadczenie, a na dowód dołączył zdjęcia Ostrego Szczytu  – podretuszowane tak, że widoczne na nich były rzeczywiście dwa wierzchołki Ostrego. Póki co stanęło na tym, co twierdził niespełna dwudziestoletni taternik.

Englisch postanowił wrócić na Ostry. Znalazł się tam ponownie w 1902 roku, najpierw sam, a następnie z oboma Hundersdorferami oraz Ludwikiem Koziczyńskim. Tym razem próbował  – najpierw samotnie, a później z towarzyszami – zaatakować szczyt zachodnią granią. Pokonał żleb (noszący dziś nawę Koziczyńskiego) na Przełęcz w Ostrym, ale dalsza trasa okazała się jednak nie do przejścia. Podczas wspinaczki kominem (dziś Kominem Englischa) w górnej części żlebu, jeszcze przed Przełęczą w Ostrym, dostrzegł Englisch po lewej stronie żleb o czarnych, gładkich ścianach, który jakkolwiek wyglądał na niemożliwy do asekuracji – rokował pod względem technicznych trudności.

Wraz z Hundersdorfem postanowili, iż kluczem do zwycięstwa jest wykucie dziesięciu żelaznych haków, które trzeba będzie zamontować. Kiedy te były już gotowe, wraz z przewodnikami (był z nimi także Johan Strompf) Englisch zamieszkał w chacie Terry’ego, by codziennie podchodzić przez Przełęcz Lodową, a następnie żlebem – pod czarną ścianę i każdego kolejnego dnia wykuwać otwory pod jeden czy dwa haki, które następnie zalewali ołowiem i siarką… (nawiasem mówiąc, jest to ciekawy przyczynek do historii spitowania w Tatrach 😊). Kiedy wszystkie haki zostały już osadzone, 25 września 1902 roku, po wyjściu bezpośrednio ze Smokowca, Karol i Antonina Englischowie, wraz z oboma przewodnikami zatrudnionymi przy „pracach” na Ostrym, zdobyli szczyt. Na wierzchołku postawili wielki kopiec, Antonina przebrała się w niesione w plecaku czy też torbie spódnice i kapelusz (by nie szokować ludzi z towarzystwa) i pozowała do fotografii. Karol wyciągnął biało-czerwoną flagę i ustawił w kopcu. Tak to później relacjonował:

„Z tego to wierzchołka błyska w słońcu biało-czerwona chorągiew. Od sinych, dalekich równin Polski wstał wiatr i łopoce nią ciągle, a ona zda się coraz rozwijać i świetnieć z każdą chwilą. Tu wysoko, na niedostępnym szczycie, dominującym nad posiadłościami Hohenlohego, długo zapewne wiać będzie jemu i oczekiwanemu jego gościowi Wilhelmowi na memento, że… jeszcze nie zginęła.”

Relacje z tego wejścia opublikował Englisch w „Ilustracji Polskiej”, gdzie pozostały akcenty patriotyczne, jednak redakcja usunęła wzmiankę o Wilhelmie i księciu Hohenlohe. Niestety, po raz kolejny nasz bohater dal się ponieść manii czegoś, co dzisiaj określilibyśmy mianem automarketingu i uznając, że jego zdjęcia z Ostrego są nie dość efektowne – zastąpił je innymi – pochodzącymi z alpejskich igieł. Wyszło to na jaw w czasie gdy artykuł przedrukowywał „Przegląd Zakopiański”, który zażądał wyjaśnienia i dostarczenia oryginalnych zdjęć. Te zostały dostarczone i artykuł się pojawił.

Relacja Englischa poszła dalej w świat. Artykuły, opatrzone nie tylko patriotycznymi wstawkami, ale także adnotacjami, iż książę Hohenlohe szykanuje polskich turystów, pojawiły się między innymi w roczniku Club Alpin Français. Niestety, po raz kolejny Englisch nie wytrzymał i, by uatrakcyjnić materiał, zamieścił w nim fotografię Aiguille du Dru. Warto tu zacytować, co na temat pisarstwa Englischa myśli Józef Nyka, wieloletni redaktor naczelny Taternika”:

„Sytuacja o tyle szczególna, że żywo napisane relacje Englischa są w naszej literaturze pionierskie pod względem sposobu opisywania wspinaczki, zawierają też pierwsze u nas myśli na temat filozofii nowych prądów w alpinizmie. Wart zauważenia jest heroiczny ton englischowskich tekstów. Nie było wcześniej w naszych pismach takiej kumulacji trudności, niebezpieczeństw i grozy, podkreślających bohaterstwo młodego autora (…)”.

Zarzuty

Po 1904 roku Karol Englisch, który obronił się w międzyczasie na Uniwersytecie Jagiellońskim, rozpoczął pracę w Namiestnictwie Galicyjskim, najpierw we Lwowie, a następnie w Wiedniu. Od tej pory w Tatrach bywał tylko przy okazji. Poświęcił swój wolny czas na wspinanie w Alpach, już bez sportowego zacięcia.

W 1906 roku, w „Österreichische Alpenzeitun” pojawił się artykuł Alfreda Martina, który przypisał sobie pierwsze wejście na Gerlach od Polskiego Grzebienia, argumentując, iż po drodze nie znalazł żadnych śladów po Englischu. Natychmiast pojawiły się inne zastrzeżenia formułowane najpierw przez Güntera Oskara Dyhrenfurtha (który przypisał sobie Grań Solisk, Wrzęchowate Turnie – Dubkemu i Bochnowi, a wejście na Wielki Kościół – Heinrichowi Fabeschowi), a następnie przez jego głównego krytyka, Zbigniewa Kordysa – osobę, dzięki której przez tak wiele lat Englisch uchodził za oszusta. O ile, poza miłością własną, za przyczyny ataku tych pierwszych można uznać także kwestie narodowościowe („biało-czerwona na Ostrym”), to w przypadku Kordysa i jego przyjaciół chodziło chyba w dużej mierze właśnie o miłość własną i chęć bycia „pierwszymi (warto przy tym wspomnieć, ze przez wiele lat w piśmiennictwie polskim przypisywano Englischowi obywatelstwo inne niż polskie, co w kontekście jego późniejszych losów nabiera nader nieszczęśliwego wydźwięku). Kordys zarzucał więc Englischowi, iż ten nie był pierwszy ani na Zachodnim Szczycie Wideł, ani na Śnieżnym Szczycie, ani na Ostrym i Małym Ostrym Szczycie, ani też na Jaworowej Grani, Granatach Wielickich czy turniach i szczytach wokół Mięguszowieckich. Argumentacja była podobna – brak dowodów i śladów, niezgodność opisu ze stanem faktycznym (warto tu nadmienić, iż dopiero od epoki Kordysa zaczęło się na dobre taternictwo bezprzewodnickie, stąd też i opisy wypraw nabrały większej precyzji; jeszcze za czasów Englischa były one przede wszystkim literackie) oraz zarzut, iż część szczytów, które przypisał sobie Englisch, w ogóle nic istnieje. Wizytówki jego znajdowano także na turniczkach i zębach skalnych, które w opinii ówczesnych na miano szczytów nie zasługiwały…

Rzecz jasna, wyciągnięto przy okazji Englischowi szachrajstwa i manipulacje fotograficzne, które stanowiły bardzo mocny argument przeciwko jego wiarygodności. A szczegółowe analizy dokonywane przez Kordysa tylko zwiększały liczbę znaków zapytania oraz krytyków biorących udział w nagonce. Kordys, wraz z przyjaciółmi, założył W 1907 roku „Taternika”, który w owym czasie stał się dla taterników polskich podstawowym źródłem informacji. Inne roczniki także były pełne opisów wspinaczek Kordysa i jego partnerów. Niedziwne więc, że w połączeniu z brzmiącymi logicznie zarzutami, Englisch postawiony został nic tylko poza środowiskiem, ale stał się też na wiele lat symbolem sprzeniewierzenia się etyce taternickiej. Parę lat później sam Kordys, zorientowawszy się, iż nagonka poszła chyba za daleko, napisał artykuł, w którym oddawał Englischowi pierwszeństwo na Ostrym Szczycie, podkreślając z jednej strony, iż było to niewątpliwie największe osiągnięcie w Tatrach do i 902 roku, a z drugiej zaznaczając, iż życiorys jego jest pełen „kłamstw, przesady i fantastycznych dodatków”.

Sam oskarżony pierwotnie próbował się bronić, z czasem jednak poddał się i przestał udzielać się w środowisku taternickim, jakby nie patrzeć dość zdecydowanie z niego usunięty…

Rzetelność weryfikatora

Na szczęście dla pamięci o Karolu Englischu, za temat wziął się po latach Bolesław Chwaściński, największy i chyba najważniejszy historyk polskiego taternictwa, który najpierw, w 1973 roku na łamach „Taternika” i „Wierchów”, a następnie w swojej książce „Ku niezdobytym szczytom”, opisał jego życiorys i osiągnięcia, poddając krytykę Englischa starannej i rzetelnej analizie.

Miał o tyle łatwiej, iż mógł na przykład bazować na przewodnikach Paryskiego, w których to pierwotnie nienazwane formacje zyskały swoje miana, a także dzięki temu, że wszystkie ważne dla sporu formacje były już dokładnie opisane. Nawiązał on także kontakt z węgierskim nestorem taternictwa Gyulą Komarnickim, od którego uzyskał szereg pasjonujących informacji, stawiających znane wcześniej powszechnie fakty w zupełnie innym świetle.

Tak więc okazało się, że mimo twierdzenia Kordysa, iż to on był pierwszy na Zachodnim Szczycie Wideł, byt dopiero trzecim ich zdobywcą – już kilka tygodni po Englischu na wierzchołku stanął Węgier Miklós Szontagh, który znalazł wizytówkę pierwszego zdobywcy. Co ciekawe, Hundersdorfer, prowadząc nań Szontagha, twierdził, iż idą zdobyć dziewiczy wierzchołek… W świetle tej informacji część zarzutów formulowanych przeciwko Carolusowi, a powołujących się na to, iż Hundersdorfer także i innym wmawiał, że są pierwszymi na niektórych szczytach (wcześniej deklarowanych przez Englischa) – biorą najzwyczajniej w łeb. Jak już wspomniałem, za każde pierwsze wejście I Hundersdorfer brat dodatkowe wynagrodzenie. W piśmiennictwie węgierskim ten fakt był już wcześniej odnotowany.

Podobnie miała się rzecz z pierwszym wejściem na Wielki Kościół, który jak wiemy przypisany został Fabeschowi. Mimo tego, iż wszystkie przewodniki międzywojenne i tuż powojenne wskazywały na Fabescha, Alfred Grosz, który po latach stal się posiadaczem oryginalnych zdjęć Englischa, poszedł z nimi na Wielki Kościół i, porównując je z rzeczywistością, odkrył, że wszystko pasuje. Stąd nie ma powodu podważać pierwszeństwa Englischa na tymże szczycie.

Kolejnym dowodem Kordysa kwestionującym pierwszeństwo Karola Englischa, tym razem na grani od Polskiego Grzebienia na Gerlach, był fakt, iż ten opisał i nazwał nieistniejący szczyt – Noże. Jak pisze Chwaściński, dziś w przewodniku WHP istnieje opis formacji, którą Paryski nazwa] Jurgowskimi Czubami, co wskazuje na to, iż Englisch ich nie wymyślił, ergo musiał tam być.

Nie inaczej jest ze Śnieżnym Szczytem, kolejnym z wierzchołków, którego odmawia Englischowi Kordys, donosząc, iż jego opis nie zgadza się ze stanem faktycznym Jednakże opis z przewodnika Chmielowskiego i Świerza zawiera dokładnie te same fragmenty, co relacja Englischa, czyli trawers po odpowiedniej stronie grani i „wyjście rysą w grani na szczyt”. Znowu wnikliwa analiza Chwaścińskiego wypadła na korzyść oskarżonego.

Żeby nie ciągnąć dalej tej wyliczanki (która szczegółowo opisana jest choćby w artykule Chwaścińskiego w „Taterniku” z 1973 roku), wystarczy napisać, iż większość z pozostałych zarzutów stawianych Englischowi przez Kordysa, Martina i Dyhrenfurtha pada pod wnikliwym okiem Chwaścińskiego. Łącznie z takimi, które brzmią niezwykle realistycznie i zarzucają Englischowi, iż jest niemożliwe, by ten przeszedł grań od Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego po Żabią Turnię Mięguszowiecką. Analiza Chmielowskiego wskazuje na to, iż… Englisch nigdy czegoś takiego nie zadeklarował. Twierdził jedynie, że wszedł na niektóre turnie tej grani. Podobnie relacjonował swoje przygody z Granią Soliska, gdzie wspominał o wejściu na zaledwie kilka szczytów, nie deklarował zaś przejścia całej grani, która niewątpliwie poddała się w całości po raz pierwszy Dyhrenfurthowi.

Jedyne niewyjaśnione, według Chwaścińskiego, zagadnienia dotyczą kwestii pierwszeństwa na Mięguszowieckim Pośrednim i Małym Ostrym Szczycie, który jednak, zgodnie z przewodnikiem WFIP, położony jest zaledwie o pięć minut łatwej drogi od Przełęczy w Ostrym, na którym Englisch był choćby z Koziczyńskim. Mimo twierdzenia tego ostatniego, iż Englisch nie wszedł na Mały Ostry (wtedy zwanym Zachodnim Szczytem Ostrego), Chwaścińki składa to na karb nagonki, która trwała w pełni w 1907 roku, czyli w czasie kiedy to Kordys uzyskał od Koziczyńskiego odpowiedź na tak postawione pytanie.

Tak więc, po wielu, wielu latach, Karol Englisch, dzięki ciężkiej pracy Bolesława Chwaścińskiego, odzyskał dobre imię i pierwszeństwo na większości, jeśli nie wszystkich ze szczytów, które deklarował jako zdobyte przez siebie, Co oczywiście nie zmienia faktu, iż w młodości zgrzeszył, jakbyśmy to dzisiaj określili, nadmiarem upiększeń i podkręcaniem narracji w swoich opisach oraz przede wszystkim kłamstwami fotograficznymi; grzechy, które Gyula Komornicki określa jako „dziecinne oszustewka”, oddając mu jednocześnie to, co należne. Englisch poniósł więc w pewnym sensie zasłużoną karę, ale czy adekwatną do swoich przewinień? Czy młodzieńcze retusze i podmiany zdjęć zniwelować mogły jego rolę w historii taternictwa aż na prawie siedem dekad?

„Taternicki”

Wspaniale postscriptum do życiorysu taternickiego, będące jednocześnie dość jasną odpowiedzią na wątpliwości co do jego polskości, dopisał sam Englisch, który po 1918 roku zadeklarował się jako obywatel polski, doradzając między innymi polskim politykom na obradach w Wersalu. W 1920 roku habilitował się w Krakowie, a wkrótce zamieszkał na dobre w Wiedniu, podejmując jednocześnie pracę w… polskim wywiadzie gospodarczym i politycznym. W 1936 roku stał się członkiem placówki wiedeńskiej zorganizowanej przez Sztab Główny Wojska Polskiego pod dowództwem majora Stanisława Kuniczaka, który w swoich wspomnieniach wystawia mu najwyższą możliwą ocenę, opisując go jako wspaniałego, oddanego, dzielnego pracownika, działającego z powodzeniem przy najtrudniejszych zadaniach. Jego obywatelstwo polskie było w Wiedniu oczywiście tajemnicą.

Po wrześniu 1939 roku nie miał z czego żyć, zadął pracować w wiedeńskim gimnazjum. Dwa lata później odnalazł go wysłannik Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, który poinformował go o rozszerzeniu działań wywiadowczych. Karol Englisch przyjął pseudonim „Taternicki”.

Placówka wiedeńska (WO-1 Południe), której pracownikiem był Englisch, działająca w ramach „Straganu”, zajmowała się głównie analizą sytuacji na froncie i produkcji wojskowej w Austrii. Niestety, w 1942 roku, po zdradzie Ludwika Kalksteina (współodpowiedzialnego między innymi za aresztowanie generała Grota-Roweckiego), sieć głębokiego wywiadu musiała być odbudowywana. Jeszcze przez rok trwały prace pod kierownictwem majora Trojanowskiego, a następnie po jego przeniesieniu do Warszawy, Jana Mrozka. Niestety, po kolejnej wpadce, a następnie denuncjacji przez kuriera Zygmunta Lankosza, wiosną 1943 roku najpierw Mrozek, a następnie inni pracownicy placówki wiedeńskiej, w tym Englisch, zostają aresztowani.

„Taternicki” podczas przesłuchań zachował się niezwykle mężnie, nie wydając nikogo. Przez dwa lata siedział w więzieniu Margarethen w odosobnieniu, jako „polski radca w stanie spoczynku”. W lutym 1945 roku, bez względu na przegrywaną wojnę, z iście niemiecką nieuchronnością prawa rozpoczął się proces oskarżonych o szpiegostwo. Englisch wraz z innymi skazany został na śmierć, następnie oczekiwał na wykonanie wyroku w Wiedniu.

Kiedy ruszył 3 Front Ukraiński, kierujący się na Wiedeń, skazanych na śmierć mężczyzn z wiedeńskiego więzienia 5 kwietnia pognano pieszo do największego zakładu karnego w Austrii – w mieście Stein nad Dunajem, gdzie w zamku, czekali dalej na decyzję władz więzienia. W połowie kwietnia Armia Czerwona opanowała Wiedeń. W związku z popłochem w szeregach niemieckich i nieuchronną „wizytą” Rosjan, myślący o przyszłości dyrektor więzienia jeszcze 7 kwietnia zaczął wypuszczać poszczególne grupy więźniów, począwszy od kobiet i osób z niskimi wyrokami. 13 kwietnia przyszedł wreszcie czas na mężczyzn z wyrokami śmierci. Jednakże, zgodnie z biurokratycznym charakterem austriackiego więzienia, bez względu na okoliczności, formalności musiały zostać dopełnione. Więźniowie, w liczbie około czterystu osób, czekali na wypuszczenie na dziedzińcu więzienia. W tym momencie do zamku dostał się jeden z ostatnich uchodzących z Wiednia oddziałów SS. Praktycznie wszyscy więźniowie, a także straż więzienna i sam dyrektor, jako nielojalny w stosunku do „wiecznej” III Rzeszy, zostali rozstrzelani… Tak zginął Karol Englisch.

Na koniec Chwaściński:

„Karol Englisch zapłacił za lekkomyślność lat młodzieńczych cenę wysoką. Odebrano mu szereg jego niezaprzeczalnie pierwszych wejść, historycy sportu górskiego skazali go na banicję z dziejów taternictwa polskiego. Dziś patrzymy innymi oczyma na dramat sprzed lat i znamy całe jego życie. Z szacunkiem pochylmy więc głowy przed pamięcią zdobywcy Ostrego Szczytu, wielkiego polskiego taternika, Karola de Englisch-Payne”.

Tekst: Jakub Radziejowski

Całość tekstu i opowieści o Fredericku Cooku oraz Cesare Maestrim znajdziecie w numerze 215 (kwiecień 2012) GÓR, który możecie przeczytać pod tym adresem: https://bit.ly/3yiwPjJ

Natomiast książkę Bolesława Chwaścińskiego, o której wspomina autor, zakupić można w naszej księgarni internetowej KsiążkiGór -> https://bit.ly/3vW64Pf