Ponieważ mieliśmy już okazję zapoznać się z filmami składającymi się na tegoroczny REEL ROCK, postanowiliśmy przedstawić Wam krótkie recenzje. Krótkie, bo filmy są niezbyt długie i zbyt obszerna recenzja byłaby po prostu szczegółowym opisem. Wiadomo, że w tym wypadku lepiej obejrzeć niż przeczytać. W tym wpisie przeczytacie o dwóch pierwszych filmach, w następnym – o dwóch pozostałych.

Charles Albert na La Révolutionnaire v15, Fontainebleau, Francja. zdj. Neil Hart

Barefoot Charles (28′)

Tytuł niby wyjaśnia w czym rzecz, ale uwierzcie nam na słowo – trzeba zobaczyć film, żeby ogarnąć pełnię.
Charles Albert funkcjonując gdzieś poza wspinaczkowym mainstreamem (co za sprawą owego filmu prawdopodobnie się zmieni) przekracza granice tego, co tenże mainstream uznaje za możliwe i na dodatek robi to w stylu „ultra dirtbag”.
Jest indywidualnością pod każdym względem. Nie tylko wspina się bez butów – co jak uczciwie przyznaje, czasem daje mu dodatkowe możliwości. Pomieszkuje w jaskini, zamiast softshella albo technicznego T-shirta ubiera wyciągnięty sweter lub lnianą koszulę. Na pierwszy rzut oka wygląda raczej jak członek paryskiej bohemy, roztrząsający egzystencjalne problemy świata nad szklaneczką absyntu w jakiejś knajpce na Montmartre… Zresztą patrząc na jego biblioteczkę – wcale nie są mu takie dyskusje obce, a wydawać by się mogło, że jaskiniowiec nie może mieć specjalnie szerokich horyzontów. Może przeczytaliście, że śpiewa arie operowe – to nieścisłość. Prezentuje starofrancuskie pieśni, starsze niż koncepcja opery. Ograniczył swoje potrzeby do absolutnego minimum, żyje jak eremita skupiając się na lesie, który go otacza i wspinaniu. Na szczęście zwykle znajdzie się ktoś kto sfilmuje jego najtrudniejsze przejścia, bo któż inaczej uwierzyłby, że ten mało znany szerszej publiczności Francuz zrobił na bosaka pierwsze przejście „No Kpote Only” (9A/V17, po powtórzeniach obniżone na 8C/V15, z czym się zresztą zgodził)! Nawet znakomici wspinacze część z jego projektów uważają za mrzonki, a on uparcie, czasem latami, wraca do nich i mozolnie posuwa je mikroskopijnymi krokami do przodu. Cały film jest nieco impresyjny, powolny, prawie czuć zapach lasu, do którego Charles nas zaprasza. Jeśli istnieje „filmoterapia” to „Barefoot Charles” na pewno nią jest.

Pete Whittaker (z prawej, „wspina się”) i Tom Randall w czasie pokonywania rysy. zdj. Ray Wood

 

Bridge Boys (28′)

Brytyjska M5, 262 kilometrów autostrady łączącej Birmingham z Exeter. Przez cztery dni, pod jednym z wiaduktów w hrabstwie Devon, dwaj brytyjscy wspinacze, nie mogąc wyjechać nigdzie dalej przez pandemiczne ograniczenia, zmagali się ze szparą oddzielającą dwie jezdnie. Poprowadzili drogę pod drogą. Ponad 750 metrów wspinania …. w poziomie.
Wspinanie się w rysach nie jest niczym specjalnie odkrywczym, ale to co robią Tom Randall i Pete Whittaker, czyli „Wide_boyz” wymyka się tradycyjnemu rozumieniu wspinania, a mówiąc wprost – jest niemal kompletnym absurdem. Wszystko dlatego, że – jak mówią o sobie – są „addicted to crack” czyli uzależnieni od …. rys („crack” to również slangowe określenie kokainy). I to tylko próbka niepodrabialnego brytyjskiego poczucia humoru, które dodaje smaku tej dwudziestominutowej opowieści…
Liny, portaledge, stosy szpeju – atakują ją jak bigwallową rysę z tą subtelną różnicą, że poruszają się poziomo i w betonie, w kurzu i hałasie przejeżdżających nad nimi samochodów. Muszą dodatkowo zmierzyć się z wyzwaniami, które podczas pokonywania dróg w skale nie istnieją. Jak choćby to, że rysa się… rusza. Wiele godzin wysiłku, solidna wielowyciągówka (zresztą stracili w trakcie rachubę i „oceniają” ją na ok.80, co prawda krótkich, wyciągów) , której wynikiem jest zerowa różnica wysokości między początkiem a końcem drogi ochrzczonej nazwą „The Great Rift”. Trudności wycenili na 5.13d/8b – nie ma żartów zatem. Przy całej niedorzeczności pomysłu, to jest kawał poważnego wspinania. Mimo, że nie czeka Nas wiele zaskoczeń czy zwrotów akcji, sama treść jest wystarczająco niezwykłą, żeby oglądać film z dużą przyjemnością.