Podobno kiedyś każdy wiedział, co to Zerwa. Podobno, zanim postawiło się pierwszy krok w skałkach, miało się w małym palcu historię jej zdobywania. Ale to było dawno i nieprawda. Dziś na hasło „Zerwa” najczęstszą reakcją jest: „Aaa, ta ściana… no, we Wrocku. Fajne zawody tam kręcą”. Na Taborze w Szałasiskach prawdziwi taternicy, siedząc nad butelką bimbru, ubolewają nad ignorancją młodszego pokolenia. Tylko spróbuj tam przyjść, nie wiedząc, kim był Moma czy Długosz! Lepiej nie wychylaj się ze swoją niewiedzą…

Większość z nas nie ma pojęcia o pierwszych zdobywcach dróg, po których się wspinamy. O sukcesach, tragediach, historiach sprzed ponad pół wieku. Podobnie jak w skałach, znajomość autorów zwykle ogranicza się do skrajnych sytuacji – linii niebezpiecznych, źle obitych, absurdalnie trudnych w stosunku do swojej wyceny. Dopiero wtedy doczytujemy w topo nazwisko autora, by kolejnym razem ominąć z daleka jego drogi. Nie mam zamiaru nikogo namawiać do szczegółowego studiowania historii taternictwa, zanim pierwszy raz pojedzie w Tatry. Nie chodzi też o to, by nie narobić wstydu przed taborowym. Czasem jednak sięgnięcie wstecz rzuca inne światło na to, po czym się wspinamy. Czasem dopiero kiedy pomyślimy o ówczesnej asekuracji i sprzęcie, dociera do nas, jaką autorzy mieli śmiałość czy wręcz fantazję. To, co dziś jest weekendową wycieczką, kiedyś mogło być ekstremalnym wyzwaniem – przełomowym i poszerzającym horyzonty.

Karolina na dojściu pod właściwe trudności Wielkiego Okapu
fot. Małgorzata Grabska

KILKA FAKTÓW

Filar Kazalnicy to pierwsza droga, która przewyższała trudnościami rekordowe tatrzańskie osiągnięcia Jana Długosza, porównywalna z ówczesnymi poważnymi alpejskimi wyzwaniami – jej trudności wyceniono na VI A3. Była początkiem nowego etapu, przeskoczeniem pewnej bariery technicznej i psychologicznej. Długosz brał udział w „wyścigu” o Filar. Miał podjąć próbę jego zdobycia z Czesławem Momatiukiem, nigdy jednak do niej nie doszło. Pokonanie Filara zbiegało się z dniem jego śmierci – 2 lipca 1962 roku zginął na grani Kościelców. Autorzy pierwszego przejścia – Zygmunt Andrzej Heinrich, Eugeniusz Chrobak, Janusz Kurczab i Krzysztof Zdzitowiecki – poświęcili je pamięci Długosza. 30 lat później uklasycznienie tej linii było równie łakomym kąskiem, jak wcześniej zrobienie jej hakowo. 21 lipca 1995 roku udało się to zespołowi w składzie Piotr Szalony Korczak i Wojciech Słowakiewicz. Powstała najtrudniejsza klasyczna linia w Tatrach. Jeszcze tego samego roku powtórzył ją Dariusz Sokołowski z Michałem Józefowiczem, jednak na kolejne przejście trzeba było poczekać aż 14 lat. Zresztą do 2017 roku droga miała jedynie pięć powtórzeń… I właśnie to piąte krótko przybliżę.

Tekst / KAROLINA OŚKA


Całość tekstu znajdziecie w magazynie GÓRY – numer specjalny 1/2022 (286)

Zapraszamy również do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/