ORLI LOT PRZEZ KARWENDEL

Eagle Walk przecina Tyrol w 33 etapach, liczy 426 kilometrów i wymaga pokonania około 30 tysięcy metrów podejść. Aby poznać charakter tej trasy, nie trzeba jednak od razu przeznaczać miesiąca na jej pełne przejście. Wybraliśmy kilka fragmentów prowadzących przez Karwendel – największy park przyrody w Austrii i jedną z najbardziej efektownych wapiennych grup górskich w Alpach.

Tekst i zdjęcia / PIOTR DROŻDŻ

Zdjęcie otwarcia / Karwendel w swojej najbardziej charakterystycznej odsłonie. Widok z grani ponad Nördlinger Hütte w kierunku Ursprungsattel i turni Freiungen podczas trawersu do Solsteinhaus


ORZEŁ ZŁOŻONY Z WIELU SZLAKÓW

Eagle Walk – po niemiecku Adlerweg – nie jest drogą wytyczoną od początku do końca specjalnie na potrzeby jednego projektu. Łączy istniejące wcześniej ścieżki, przełęcze i klasyczne trasy między schroniskami. Pod tym względem przypomina wiele innych europejskich szlaków długodystansowych. Jego twórcy nadali jednak całemu systemowi rozpoznawalny kształt i wspólną opowieść.

Patronem został orzeł – symbol Tyrolu, kojarzony z wolnością, siłą i rozległymi przestrzeniami. Przebieg tras naniesiony na mapę ma przypominać ptaka z rozpostartymi skrzydłami. Główny ciąg północno-tyrolski prowadzi przez region ze wschodu na zachód: od St. Johann in Tirol aż po St. Anton am Arlberg. Osobna część przecina Tyrol Wschodni, biegnąc w przeciwnym kierunku, pomiędzy masywami Großvenedigeru i Großglocknera.

Łącznie Eagle Walk ma 426 kilometrów, 33 etapy oraz około 30 000 metrów podejść i 28 000 metrów zejść. Dwadzieścia cztery etapy, liczące około 330 kilometrów, prowadzą przez Tyrol Północny, a kolejnych dziewięć – o łącznej długości 96 kilometrów – przez Tyrol Wschodni. Trasa przecina siedem grup górskich: Kaisergebirge, Alpy Brandenburskie, Karwendel, Alpy Tux, Wetterstein, Alpy Lechtalskie i Wysokie Taury.

Dzisiejszy, zwarty przebieg Adlerwegu jest efektem ewolucji trwającej od dwóch dekad. Szlak powstał w 2005 roku, ale już dwa lata później – wraz z regionalnymi odnogami określanymi jako „pióra orła” – rozrósł się aż do 127 etapów. W 2015 roku system uproszczono i ograniczono do obecnej postaci. Zamiast obejmować niemal każdą dolinę Tyrolu, skupiono się na czytelnej linii prowadzącej przez najważniejsze grupy górskie.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy trekker musi przebyć całą trasę w ciągu. Oficjalna koncepcja Eagle Walk od początku dopuszcza wybieranie pojedynczych etapów lub łączenie ich w kilkudniowe przejścia. Wiele osób kompletuje więc szlak etapami przez kilka lat. Ponieważ pokonanie całej trasy w turystycznym tempie zajmuje około 33 dni, jest to dla większości najbardziej realistyczny sposób poznawania Adlerwegu.

Coraz wyżej ponad Gramaialm. Podczas podejścia do Lamsenjochhütte otwiera się widok na dolinę
Falzthurntal i dominujący nad nią Sonnjoch (2457 m)

W GŁĄB KARWENDELU

Spośród siedmiu grup górskich przecinanych przez Eagle Walk to właśnie Karwendel wydaje się najpełniej odpowiadać wyobrażeniu lotu ponad skalistymi graniami. Masyw zbudowany jest przede wszystkim z jasnych wapieni i dolomitów. Szerokie doliny wcinają się pomiędzy długie, poszarpane łańcuchy, strome ściany od ponad 100 lat kuszą wspinaczy, a ogromne stożki piargowe schodzą niemal do granicy lasu.

Karwendel jest zarazem największym parkiem przyrody w Austrii. Obejmuje powierzchnię ponad 700 kilometrów kwadratowych i zachowuje rozległe obszary pozbawione dróg oraz stałej zabudowy. Jest również jednym z najważniejszych siedlisk orła przedniego w Alpach. Według danych parku na 100 kilometrów kwadratowych przypadają tu przeciętnie dwie pary lęgowe. Nazwa szlaku nie jest więc wyłącznie marketingową figurą – spotkanie jego skrzydlatego patrona jest jak najbardziej możliwe.

Przez Karwendel prowadzi siedem etapów Adlerwegu. Wśród nich znajduje się najdłuższy pod względem czasu przejścia odcinek całej północnotyrolskiej trasy: etap z Karwendelhaus przez Birkkarspitze do
Hallerangerhaus. Ma tylko 14 kilometrów, ale wymaga pokonania 1440 metrów podejścia, a przewidywany czas wynosi około ośmiu i pół godziny. Birkkarspitze, licząca 2749 metrów, jest przy tym najwyższym punktem północnego skrzydła Eagle Walk.

My zaczynamy znacznie spokojniej. Z Gramaialm, położonej na końcu doliny Falzthurntal, ścieżka prowadzi początkowo przez łagodniejszy, zielony krajobraz. Wraz z nabieraniem wysokości coraz większą część otoczenia zajmują jednak jasne piargi i wapienne ściany. Za plecami otwiera się widoknw stronę doliny, a po jej obu stronach wyrastają skalne masywy, które z każdym metrem coraz skuteczniej odcinają nas od cywilizacji.

Lamsenjochhütte stoi na wysokości 1953 metrów u stóp Lamsenspitze. Pierwsze schronisko powstało tutaj w 1906 roku, lecz niedługo później zostało zniszczone przez lawinę. Obecny budynek przez kolejne dekady remontowano i rozbudowywano, zachowując jednak charakter klasycznego alpejskiego schroniska. Dziś jest on jednym z 75 miejsc przy Eagle Walk oferujących nocleg lub posiłek. Wieczór spędzamy, słuchając opowieści gospodarzy o szlaku i tyrolskich realiach.

Rozświetlone porannym słońcem wapienne ściany Lamsenspitze ponad Lamsenjochhütte

NA DRUGĄ STRONĘ

Poranne światło błyskawicznie zmienia otoczenie schroniska. Szare granie nabierają ciepłych odcieni, rozświetlają się kolejne ściany, żebra, kominy i turnie, które eksplorowały tak legendarne postacie alpinizmu, jak Hermann Buhl czy Hermann von Barth. Zanim wystartujemy, wbijamy do „firmowej” książeczki Eagle Walk pierwszą pieczątkę. Gdy zgromadzimy ich 40, możemy otrzymać pamiątkową odznakę. Dla naszej grupy oczywiście nie jest to cel, który chcemy zrealizować podczas tego wyjazdu. Ale co się odwlecze…

Ruszamy w stronę Westliches Lamsenjoch, a następnie schodzimy ku Binsalm i Eng. Poruszamy się fragmentem dziewiątego etapu Eagle Walk, który w swoim pełnym wariancie prowadzi z Lamsenjochhütte aż do Falkenhütte.

Zamiast kontynuować wędrówkę w kierunku kolejnego schroniska, schodzimy do doliny. Pojawiają się zabudowania gospodarcze, dziesiątki pasących się krów, a w końcu również rozrzucone na zielonej równinie drewniane domy Eng Alm.

Na stromym, ubezpieczonym odcinku Kuntersteigu podczas podejścia do Nördlinger Hütte
Od pastwiska do sera. Miejscowy producent mleczarski i przewodnik opowiada o tradycyjnych
metodach przetwarzania mleka w Eng Alm

To jedna z najbardziej znanych osad pasterskich w Karwendelu. Jej historia sięga średniowiecza, a hale są nadal wykorzystywane gospodarczo. W lecie wypasane jest tu bydło, a z mleka na miejscu powstają sery i inne produkty. Eng Alm nie jest skansenem odtwarzającym dawne życie na potrzeby turystów, lecz funkcjonującą wspólnotą gospodarstw. O tym, jak wygląda codzienna praca i w jaki sposób przetwarza się mleko, opowiada nam miejscowy przewodnik, który sam zajmuje się produkcją serów.

Ten fragment programu mógłby się wydawać dodatkiem do właściwej wędrówki, ale dobrze pokazuje jedną z idei Eagle Walk. Szlak nie prowadzi wyłącznie przez wysokie przełęcze i schroniska. Łączy także
krajobrazy kształtowane od stuleci przez pasterstwo i gospodarkę alpejską. Drewniane domy, hale oraz sery powstające z mleka wypasanych tu krów są taką samą wizytówką Karwendelu jak wapienne ściany wznoszące się ponad doliną.

Z Eng ruszamy busem do Seefeld. Gdybyśmy kontynuowali dziewiąty etap Adlerwegu, musielibyśmy wrócić wysoko w góry i dotrzeć do Falkenhütte. Nasz plan jest inny. Następnego dnia mamy przemierzyć zachodnią część Karwendelu trasą ułożoną specjalnie dla grupy – częściowo poza oficjalnym przebiegiem Eagle Walk, lecz połączoną z nim w rejonie Eppzirler Scharte.

Na stromym, ubezpieczonym odcinku Kuntersteigu podczas podejścia do Nördlinger Hütte

Z KOLEJKI PROSTO W GÓRY

Seefeld kojarzy się przede wszystkim z nar-ciarstwem klasycznym, zimowymi igrzyskami i rozległym płaskowyżem położonym ponad doliną Innu. Dla nas jest punktem startu znacznie bardziej skalistej przygody.

Korzystamy z systemu kolejek Rosshütte, omijając pierwszą część podejścia. Takie rozwiązanie nie jest na Eagle Walk niczym niezwykłym. W pięciu miejscach wzdłuż całej trasy można wykorzystać kolejki, by skrócić podejście lub zejście. Nie odbiera to górskiego charakteru późniejszej przygodzie, pozwala natomiast rozpocząć ją od razu wysoko i połączyć w ciągu jednego dnia miejsca, które bez „mechanicznego wsparcia” wymagałyby znacznie dłuższej wędrówki.

Po opuszczeniu górnej stacji kolejki od razu możemy się cieszyć rozległą panoramą na płaskowyż i otaczające go góry. Momentami stroma, częściowo ubezpieczona ścieżka prowadzi w stronę Nördlinger Hütte, położonego na wysokości 2238 metrów, tuż pod grzbietem Reither Spitze. To efektownie umiejscowione schronisko samo w sobie mogłoby być celem jednodniowej wycieczki. Dla nas stanowi dopiero początek długiego trawersu.

Dalsza droga prowadzi przez Ursprungsattel i Breiter Sattel. Krajobraz zmienia się ponownie: zielone zbocza coraz częściej poprzecinane są piargami, ścieżka trawersuje strome stoki, a kolejne przełęcze otwierają widoki na „serce” Karwendelu.

W rejonie podejścia na Eppzirler Scharte ponownie dołączamy do oryginalnej linii Eagle Walk. Przełęcz ma 2102 metry i tworzy wyraźne wcięcie w skalistym murze. Szlak nie jest trudny technicznie, ale luźne kamienie i strome piargi wymagają pewnej uwagi. To zupełnie inne oblicze Adlerwegu niż szeroka ścieżka prowadząca dzień wcześniej przez zielone hale.

Za przełęczą pozostaje zejście do Solsteinhaus leżącego na wysokości 1805 metrów. Nie możemy się powstrzymać, aby nie zakosztować „skalnego surfingu” i pokonujemy część piarżystego stoku biegiem i „na krechę”. W schronisku jemy lunch z obowiązkowym tyrolskim deserem, czyli Kaiserschmarrn, który w każdym miejscu smakuje inaczej.

Solsteinhaus leży już przy oficjalnym przebiegu trasy i jest punktem rozdzielającym 14. i 15. etap Eagle Walk. My nie zostajemy tu na noc. Schodzimy dalej do Hochzirl, skąd pociągiem wracamy do Seefeld.

Pod względem logistycznym cała wycieczka jest małą demonstracją możliwości, jakie daje Tyrol: kolejką dostajemy się wysoko ponad punkt startu, pieszo przecinamy znaczną część masywu, a z przeciwnej strony wygodnie wracamy transportem publicznym do punktu wyjścia. Nie trzeba zamawiać podwózki ani zamykać trasy w sztuczną pętlę.

Na piargowym podejściu do Eppzirler Scharte (2102 m). Za plecami otwiera się głęboko wcięta dolina
Eppzirler Tal i kolejne wapienne grzbiety zachodniego Karwendelu

JEDEN SZLAK, RÓŻNE OBLICZA

Trzy intensywne dni spędzone na Adlerwegu dają dobre pojęcie, jak urozmaicona jest ta trasa i jak różne potrafią być jej odcinki. Jednego dnia idziemy wygodną ścieżką ku schronisku, drugiego schodzimy pomiędzy pastwiska i zabytkowe gospodarstwa, a kolejnego wykonujemy długi, miejscami wymagający trawers przez skaliste przełęcze.

Eagle Walk jest w pewnym sensie szkieletem, na którym można budować własną wyprawę: pełne, trwające ponad miesiąc przejście, tygodniowy trekking od schroniska do schroniska albo pojedyncze wycieczki, wykorzystujące transport publiczny i kolejki.

Nie wszystkie 33 etapy wymagają doświadczenia w trudnym terenie. Spośród nich jeden klasyfikowany jest jako łatwy, 20 jako średnio trudne, a 12 jako trudne. Na wielu odcinkach potrzebne jest obycie w wysokogórskim środowisku, brak lęku wysokości oraz umiejętność poruszania się po eksponowanych ścieżkach. Trudności porównywalne z tymi, jakie oferuje nasza tatrzańska Orla Perć, należą tu jednak do rzadkości.

Pełne przejście 426 kilometrów pozostaje ambitnym przedsięwzięciem, które większość realizuje latami. Jednak aby zrozumieć fenomen Adlerwegu, nie trzeba pokonać całej, a nawet większości trasy. Czasami wystarczy przejść fragment jednego skrzydła – od schroniska stojącego pod wapiennymi ścianami, przez pasterską osadę, aż po skalistą przełęcz po drugiej stronie Karwendelu.

Na sypkich piargach poniżej Eppzirler Scharte. Najskuteczniejszą techniką zejścia okazuje się kontrolowany
zbiego-ślizg w stronę Solsteinhaus

Tekst został opublikowany w 304 (3/2026) numerze Magazynu GÓRY.

GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2026