Sakwowicze nie pozwalają o sobie zapomnieć. Niecałe dwa tygodnie temu Paweł Zieliński i Tomek Olszewski pokonali legendarną American Direct na Petit Dru. W piątek donosiliśmy o fenomenalnym wyczynie Maćka Kimela – przesolowaniu łańcuchówki Expander w niecałe 20 godzin. A dzisiaj z radością donosimy o wyczynie Wadima Jabłońskiego, który w pięknym stylu pokonał Grań Główną Tatr (GGT).

.Solo z liną na Krzesanym Rogu
fot.  arch. Wadima Jabłońskiego

 

Czas? 5,5 dnia (130 godzin). Dystans? 75 km. Przewyższenie? 15000 m.
Chociaż już same liczby robią wrażenie, to jednak kluczem jest styl: tę najdłuższą tatrzańską drogę Wadim przeszedł samotnie i bez znajomości jej znaczącej części.

 


Mięgusz w promieniach zachodzącego słońca
fot. Wadim Jabłoński


“Dla mnie Grań Główna Tatr to była przede wszystkim metafizyczna podróż w głąb siebie, angażująca ciało i umysł na najwyższym możliwym poziomie. Wymagająca skupienia, odwagi, pokory i walki z przeciwnościami losu. W samotności. Prawdziwa droga wojownika jak opisywał kiedyś alpinizm Zwierz w jednym ze swoich tekstów. Nie zliczę momentów słabości, które miałem w trakcie żywcowania tysięcy metrów nieznanych mi, eksponowanych II-ek i III-ek. Nie zapomnę też, ile kosztowało mnie przejście po tym wszystkim całych Tatr Zachodnich, przetrwania potężnej burzy na grani, ostatniego dnia bez jedzenia czy prostej radości ze znalezionej wody” – pisze Wadim.

Na szlak wyszedł ze Zdziarskiej Przełęczy przed świtem 20 lipca. Koniec drogi, a więc Huciańską Przełęcz, osiągnął ponad pięć dni później, bo po południu 25 lipca. Wersja drogi, jaką pokonał Wadim nazywana jest „wariantem Kurczaba”, ponieważ została opisana w książce jego współautorstwa „Najpiękniesze szczyty tatrzańskie” (prowadzi przez wszystkie “wytłuszczone” w przewodniku szczyty i i przełęcze – jest ich 178).

Huciańska Przełęcz
fot.  arch. Wadima Jabłońskiego


„Chciałem by moje przejście było zbliżone do stylu, w jakim pokonuje się tego typu problemy w innych górach. Weźmy na przykład słynną grań Peuterey. Czy od alpinistów wchodzących na Blanca tą słynną drogą wymaga się, aby zdobyli wszystkie 7 nazwanych punktów na Damach Angielskich? Oczywiście, że nie. Doświadczony wspinacz czuje kiedy trzeba iść po ostrzu grani, kiedy zdobyć wybitny punkt, a kiedy ominąć zbyt skomplikowany i niebezpieczny teren. Wariant Kurczaba jest zdrowym kompromisem wymuszającym trzymanie się ostrza grani łącząc kolejne kropki. Nie pozwala na omijanie odcinków dolinami czyniąc to po prostu zabiegiem nieopłacalnym” – wyjaśnia Wadim.

Opisał on również trochę techniczno-organizacyjnych szczegółów przejścia: “ […] korzystałem z 40m liny do zjazdów i asekuracji w kilku miejscach. Plecak wraz z wodą na początku ważył 15 kg (w tym 4,5kg jedzenia, 3,5kg sprzętu wspinaczkowego). Ze 178-miu punktów pominąłem 4. Jedynie jeden w Tatrach Wysokich z powodu nieuwagi (Rówienkowa Turnia), 2 w rejonie Czerwonych
Wierchów z powodu bezpieczeństwa (nad Tatrami przetaczała się aktywna superkomórka burzowa – zrezygnowałem z wejścia na Pośredni Goryczkowy i Goryczkową Czubę, nie chcąc oberwać szalejącymi dookoła piorunami i w pośpiechu szukając schronienia), jeden na sam koniec z powodu gęstej roślinności (Mała Biała Skała – nie miałem ochoty przedzierać się przez maliny, pokrzywy i
krzaki – nie o to chodzi we wspinaniu). Jedynym wsparciem z zewnątrz był powerbank dostarczony mi pod Zadnim Mnichem – nie wpłynął on jakkolwiek na przejście samo w sobie, a jedynie na bezpieczeństwo – możliwość kontaktu ze światem.”

Nie obyło się oczywiście bez przygód i utrudnień natury pogodowej. “Przetrwałem 2 burze, z czego jedną tzw. superkomórkową z intensywnymi opadami gradu i wyładowaniami z następstwem całonocnych opadów. Myślę, że gdyby nie one, mógłbym skrócić przejście o dobę.”

Przeczekując opady pod Żabim Koniem
fot.  arch. Wadima Jabłońskiego

 

Kończąc, zachęcamy do lektury oryginalnego wpisu Wadima na jego Facebooku, bo jest on naprawdę arcyciekawy i – jak na pierwszy, pisany na gorąco news – dokładny (a autor zapowiada jeszcze bardziej szczegółowy raport). Na koniec wspomnijmy jeszcze, z dziennikarskiego obowiązku, o historii GGT. Pierwsze przejście z jesieni 1955 roku należy do Jana Staszela, Zbigniewa Haegerle, Zbigniewa Krysy, Jerzego Piotrowskiego i Ryszarda Schramma. Pierwszym kobiecym sukcesem z 1990 roku może pochwalić się natomiast Anna Czerwińska. Najszybszego przejścia dokonał Słowak Vlado Plulik, któremu w 1999 pokonanie drogi zajęło 27 godzin.


Zdjęcie otwierające: Po wejściu na Krzesany Róg, fot. arch. Wadima Jabłońskiego