Liv Sansoz (rocznik ’77) jest jedną z najbardziej wszechstronnych postaci w historii współczesnego wspinania. Śledząc jej górski dorobek, można zauważyć swobodę (niezbyt często spotykaną w naszym środowisku), z jaką porusza się po bogatej palecie aktywności – nie tylko tych związanych bezpośrednio ze wspinaniem, ale też z szerzej pojętymi sportami ekstremalnymi. Liv poznała więc emocje, jakich dostarczają starty na panelu lub wyznaczanie granic kobiecego wspinania w naturalnej skale, spełniała się też w ambitnych wyzwaniach z kategorii alpinizmu, narciarstwa wysokogórskiego, skoków BASE czy paralotniarstwa.
Tekst / ANDRZEJ MIREK
Zdjęcie otwarcia / W bazie podczas wyprawy w chiński Tien-szan; fot. Keith Ladzinski/Mountain Hardwear
URODZONA W GÓRACH
Kariera, czy raczej ewolucja sportowa Liv była wielokrotnie opisywana na łamach mediów górskich – w tym również w GÓRACH (239), gdzie Sansoz stała się bohaterką okładki i dużego wywiadu. Jak sama w nim przyznała: „Większość ludzi zna mnie z osiągnięć zawodniczych i kojarzy ze wspinaniem w halach. Ale to dalekie od prawdy. Urodziłam się w górach, które zawsze stanowiły ważną część mojego życia”.
Starty w zawodach na sztucznych ścianach rozpoczęła jako nastolatka, dołączając do reprezentacji Francji w wieku 16 lat. W pucharze świata zadebiutowała w 1993 roku i szybko weszła do ścisłej czołówki kobiet, a już w drugiej połowie lat 90. zdominowała rywalizację w prowadzeniu. Na tym etapie swojej ścieżki zdobywa dwa złote medale mistrzostw świata – w Paryżu (1997) i w Birmingham (1999), a także brązowy krążek w Genewie (1995), trzykrotnie triumfuje w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata (w latach 1996, 1998 i 2000) oraz sięga po mistrzostwo Europy (w 1996 roku w Paryżu) i wywalcza podium w prestiżowych zawodach Rock Master w Arco (drugie miejsca w latach 1996, 1999 i 2000).
W wywiadzie dla GÓR Sansoz wspomina ten okres i zmianę podejścia psychicznego związaną z osiąganiem kolejnych sukcesów: „Mam naprawdę dobre wspomnienia z lat startów. Były pełne intensywnych chwil i ekstremalnych doznań! (…) Kiedy zaczynałam, nikt mnie nie znał i mogłam po prostu wspinać się najlepiej, jak potrafię… Ale moje podejście do zawodów szybko się zmieniło na poziomie mentalnym. Stałam się rozpoznawalna, miałam dobre wyniki, zaczęłam odczuwać presję otoczenia. Kiedy wejdziesz na ten poziom, cały czas jesteś rozedrgany. Wiesz, że nie możesz za każdym razem wygrywać, ale jesteś w stanie wspinać się naprawdę dobrze, jeśli nie załamiesz się pod presją
oczekiwań. Żeby to osiągnąć, zamknęłam się we własnej «bańce» i nie pozwalałam, by niepokoił mnie świat zewnętrzny”. Dodała przy tym: „Byłam introwertyczna (…) bardzo poważna i skoncentrowana na tym, co czeka mnie danego dnia”.
Równolegle ze startami na panelu odnosi pierwsze znaczące sukcesy w skałach. W sierpniu 2000 roku w rejonie Mount Charleston (USA) dokonuje przejścia drogi Hasta La Vista o trudności 8c+. W tym samym okresie pokonuje także bulder Chabalanke 8A (V12) w Hueco Tanks. Na swoim koncie ma również przejścia w stylu onsajt do poziomu 7c, między innymi Berlina w Céüse. O różnicy między rywalizacją sportową, wspinaniem skałkowym i kolejną pasją, skokami ze spadochronem, mówiła potem: „Podczas skoków BASE odczucia są intensywne, ale muszę przyznać, że większych emocji doświadczałam, wygrywając zawody albo przechodząc takie drogi, jak na przykład Hasta La Vista. Moje wspinaczkowe osiągnięcia były efektem godzin, tygodni, a nawet lat treningu. Musisz wtedy – w konkretnym dniu i momencie, zdeterminowanym kalendarzem zawodów (…) – dać z siebie wszystko”.

LÓD, BIG WALL, BASE I NARCIARSTWO
Karierę zawodniczą przerwał poważny wypadek – Liv złamała kręgi i uszkodziła rdzeń w wyniku 10-metrowego lotu do ziemi, będącego efektem nieumiejętnego asekurowania. Mimo to nie odpuściła rywalizacji i w 2003 roku podjęła próbę powrotu do startów. Jednak, jak otwarcie przyznała, sytuacja uległa zmianie: „Starałam się przykładać do treningu, ale okoliczności były inne. Być może byłam mniej zmotywowana, ale miałam też znacznie mniej czasu z powodu studiów. Zbyt mało także na odpowiedni trening, który był niezbędny, aby przeskoczyć lukę pomiędzy moim niskim poziomem sprawności fizycznej po długiej przerwie a poziomem konkurentek. (…) To trudne – mieć w pamięci wszystkie te obrazy i uczucia z przeszłości, ale być znacznie słabszą”.
Po tym, jak wycofała się z zawodów, nastąpiła pechowa seria kolejnych urazów, między innymi złamanie miednicy w 2009 roku, złamanie nadgarstka podczas skituringu w masywie Mont Blanc na dwa i pół miesiąca przed wyjazdem w Karakorum na Nameless Trango Tower czy złamanie ręki przed wyjazdem do Chin. Nie powstrzymało to jednak jej aktywności w innych dyscyplinach górskich. Bo od pewnego czasu Liv Sansoz nie żyła już samym wspinaniem…
W 2002 roku wkręca się w przygodę ze spadochronami. Rozpoczyna od skydivingu i oddaje około 250 skoków. Jak się okazuje, stanowią one przygotowanie do kolejnego etapu, czyli skoków BASE. Po wielu emocjonujących osiągnięciach Sansoz ostatecznie rezygnuje z tej dyscypliny: „Doszłam do wniosku, że jest to ekstremalnie niebezpieczny sport. Straciłam zbyt wielu przyjaciół, którzy go uprawiali. Lepiej jest jedynie wspinać się na góry, ale powstrzymać się od skakania z nich”.
* * *
Liv Sansoz będzie gościła na Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju (2–6 września 2026 roku).
Tekst w całości przeczytasz w 304 (3/2026) numerze Magazynu GÓRY.
GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link
