LEGENDARNA PĘTLA PRZEZ TATRY WYSOKIE – GIPSYHO PRECHOD

W Polsce znany jedynie w niewielkim kręgu pasjonatów, legendarny za naszą południową granicą. Mowa zarówno o skiturowym trawersie Tatr Wysokich, jak i o jego autorze – Vladzie Gipsym Tatarce.

Tekst i zdjęcia / MICHAŁ KAŹMIERCZAK I FILIP KUŹNIAK


WYJĄTKOWA KONCEPCJA

Trawers Tatr Wysokich, podobnie jak wiele przejść długodystansowych w innych górach, ma swoją tradycyjną, historyczną formę. Prowadzi logicznie przez w miarę dostępne, co nie znaczy, że łatwe przełęcze. Stanowi przy tym kompromis pomiędzy trudnością a dystansem, który pozwala na szybkie przejście danego pasma górskiego. Bardzo często tego rodzaju trasy, jak Haute Route w Alpach, stają się kultowe, dają bowiem możliwość unikalnego doświadczenia gór przez pryzmat kilku, kilkunastu dolin, posiadają też dobrą bazę schroniskową.

„Haute Route” Tatr Wysokich to klasyczny trawers, zaczynający się przy schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, a kończący na Hali Gąsienicowej. Jednak oprócz tej trasy w 1986 roku na mapie naniesiono też inną linię, która ma formę pętli prowadzącej przez najwyższą część pasma. Tytułowy Gipsyho Prechod jest propozycją absolutnie niezwykłą – wiedzie przez nieznane i nieoczywiste z punktu widzenia narciarza miejsca. Zapewnia przy tym komplet skialpinistycznych doznań: od trudnych zjazdów i podejść na niemal wszystkich dostępnych wystawach zboczy, przez bardzo zróżnicowane warunki śniegowe, po elementy techniczne, jak zjazdy na linie. Wybór tak pięknych przełęczy jest niezwykle unikatowy i mógł zrodzić się tylko w umyśle osoby znającej Tatry jak własną kieszeń, z bardzo kreatywnym spojrzeniem na góry i narciarstwo.

Zjazd po twardym śniegu z Przełęczy pod Drągiem

WYJĄTKOWY CZŁOWIEK

Tą osobą był Vladimír Tatarka – słowacki wspinacz, przewodnik, ratownik górski i oczywiście narciarz, lub, jak byśmy powiedzieli dziś, skialpinista. Autor wielu dróg wspinaczkowych i zjazdów narciarskich, działający w górach na całym świecie: w Alpach, Kaukazie, Pamirze czy Himalajach, ale znany najbardziej ze swoich tatrzańskich dokonań. Zginął tragiczne podczas wspinaczki na Zachodnim Filarze Ganku, jednak jego spuścizna, do której niewątpliwie należy opisywana pętla skiturowa, jest kultywowana przez Słowaków do dziś, chociażby w formie Memoriału Vlada Tatarki, czyli corocznych zawodów ratowników górskich.

Trasę Gipsyho Prechodu Vlado planował przez długi czas, a na odpowiednie warunki czekał podobno aż trzy sezony. Przejście rozpoczął 26 kwietnia 1986 roku. Trwało ono trzy dni, przedzielone noclegami w Chacie pod Rysami i w chatce TANAP-u w Dolinie Białej Wody. Patrząc na rozpiskę czasów, które Vlado osiągnął przed 30 laty, można powiedzieć tylko jedno: chapeau bas. Pokonanie tak zróżnicowanego i wymagającego terenu w tak krótkim czasie, do tego w sweterku i na ciężkim sprzęcie skiturowym, jakim dysponował w latach 80., jest najlepszym dowodem na to, że starzy mistrzowie mogą utrzeć nosa nam – młodym, wytrenowanym, z najnowszymi nartami i ultralekkimi butami.

Na Wrotach Chałubińskiego pod koniec drugiego dnia

PRZEZ PRZEŁĘCZE I DOLINY

W oryginalnej wersji pętla rozpoczyna się przy schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim i prowadzi przez 16 przełęczy i 23 doliny. Z „Brncalki” Vlado skierował się do Wyżniej Pośledniej Przełączki, jednak wszystkie powtórzenia prowadzą przez Klimkową Przełęcz, ze zjazdem Klimkowym Żlebem. Mijając Chatę Téryego, przeszedł na Żółtą Ławkę, skąd krótkim trawersem dostał się na ukryty Wyżni Drobny Przechód, czym znacznie skrócił czas przejścia na Strzeleckie Pola. Dalej przez Obłazową Przełęcz i Wyżnią Łuczywniańską Szczerbinę dotarł do Batyżowieckiej Przełęczy, trawersując zbocza Zadniego Gerlacha. Następnie wędrował przez Przełęcz koło Drąga, Przełęcz pod Kozią Strażnicą i Siarkańską Przełęcz do Smoczej Przełączki – bardzo wąskiej i trudno osiągalnej, która umożliwia szybkie przejście do Kotlinki pod Wagą i Chaty pod Rysami, gdzie zanocował.

Drugiego dnia poszedł na Wołowcową Przełęcz, skąd zjechał na Wielki Hińczowy Staw. Później ze Skrajnej Piarżystej Przełęczy opuścił się na linie do Doliny Ciemnosmreczyńskiej, osiągnął Wrota Chałubińskiego i przeszedł na polską stronę Tatr. Obrał azymut na Morskie Oko i Czarny Staw, skąd eksponowanym podejściem dostał się na Wyżnią Spadową Przełączkę. Stamtąd zjechał przez lodospad na progu Dolinki Spadowej i próg Doliny Ciężkiej do Polany pod Wysoką, a dalej do chatki TANAP-u, gdzie zanocował.

Ostatniego dnia przez Zieloną Przełęcz i Czarny Przechód osiągnął wiszącą Dolinę Jastrzębią, z której zjechał na linie do Zielonego Stawu Kieżmarskiego i tym samym zakończył przejście. Czas netto (rozłożony na trzy dni) tak pokonanej trasy wyniósł 24 godziny i 20 minut, natomiast suma przewyższeń – prawie 5700 metrów.

O skali trudności niech świadczy fakt, że na pierwsze powtórzenie prechodu musieliśmy czekać aż 27 lat. W 2012 roku dokonali tego Michal Malák, olimpijski biegacz narciarski, oraz Miro Leitner, legenda słowackiego skialpinizmu sportowego. Ich przejście udokumentowane zostało w profesjonalnym filmie Akceptácia.

Kolejne powtórzenia:

  • 14–16 lutego 2017 r. – Martin Elko Eliáš, w zmodyfikowanej wersji,
  • 27–28 marca 2017 r. – Karel Svoboda i Simon Kolaja (przejście nagrodzone przez Czeski Związek Alpinizmu),
  • 18–20 kwietnia 2019 r. – Jano Jurga,
  • 9 kwietnia 2020 r. – Gabriel Šlárko (pierwsze jednodniowe, 20 godz. i 10 min.),
  • 3–4 marca 2021 r. – Ivan Pobis,
  • 26 marca 2022 r. – Matěj Bernát (rekordowe – 16 godz. i 25 min.).

Na uwagę i szacunek zasługują szczególnie dwa jednodniowe powtórzenia – Gabriela Šlárki i Matěja Bernáta. Do swojego wyczynu Gabo przygotowywał się bardzo dokładnie, łącznie z wcześniejszym zabezpieczeniem zjazdów na linie i torowaniem podejść przed finalną próbą. Jak sam pisze, w terenie spędził łącznie ponad 70 dni i na każdej przełęczy był kilkukrotnie, aby ocenić, jak zmienia się tam śnieg pod wpływem różnych warunków atmosferycznych.

Z kolei Matěj Bernát zdecydował się na inne podejście i powtórzył pętlę po twardych śniegach, trudne fragmenty solując w dół (!). Poziom ryzyka, które zaakceptował, był bardzo wysoki.

Trawers Zadniego Gerlacha – Wyżnia Łuczywiańska Szczerbina widziana
z Batyżowieckiej Przełęczy, ze śladami naszego zjazdu

PIERWSZE POLSKIE

Minionej zimy wraz z Filipem Kuźniakiem zdecydowaliśmy się podjąć to wyzwanie i dokonać, wedle naszej wiedzy, pierwszego polskiego powtórzenia. Przejście rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w Morskim Oku.

21 kwietnia, kilka minut po 5:00 wyruszyliśmy ze schroniska, mając przed sobą od razu najtrudniejsze technicznie podejście na Wyżnią Spadową Przełączkę. Wymaga ono przewspinania w eksponowanych trawach kilkudziesięciometrowego odcinka, a następnie zjazdu na nartach przez lodospad na progu Dolinki Spadowej. Wcześniej widzieliśmy go jedynie od dołu, przy czym wzbudzał on nasze obawy. Podejścia tego dnia charakteryzowały się dosyć dużą deniwelacją – wyniosła ponad 3500 metrów, choć odwiedziliśmy „zaledwie” cztery przełęcze.

Pomimo zaawansowanej wiosny było wyjątkowo śnieżnie i trasa wymagała torowania. Plusem były bardzo dobre warunki narciarskie na zjazdach, które dawały dużo frajdy. Najtrudniejszym momentem okazało się ostatnie podejście na Klimkową Przełęcz przez Miedzianą Kotlinę, gdzie miejscami zapadaliśmy się w śniegu po uda i mieliśmy wrażenie, że stoimy w miejscu. Przełęcz osiągnęliśmy już o zmroku i szybko, w ciemnościach i po bardzo twardych śniegach, rozpoczęliśmy zjazd do „Terinki, marząc o tym, żeby zdążyć na kolację.

Pierwsze promienie kolejnego dnia złapały nas w trakcie podejścia na Żółtą Ławkę. Aż do Wyżniej Łuczywniańskiej Szczerbiny mieliśmy wrażenie, że nie idziemy w odpowiednią stronę, ponieważ podejścia dostarczały piękny zsiadły puch, natomiast zjazdy – wybitne betony. Dopiero zjazd żlebem opadającym z przełęczy i trawers Zadniego Gerlacha, który naszym zdaniem był absolutnie najpiękniejszym odcinkiem tej tury, pozwoliły cieszyć się obskokami w stromym terenie i w niezwykle przyjemnych warunkach.

Z każdą kolejną przełęczą coraz bardziej nabieraliśmy wiary w to, że osiągnięcie celu jest możliwe. Nawet ogromny nawis śniegu, broniący dostępu do Smoczej Przełączki, ustąpił po kilkudziesięciominutowej walce Filipa. Sapiąc, klnąc oraz zrzucając w dół mnóstwo śniegu i lodu, wydostał się w końcu na przełęcz, gdzie szybko zamontował zjazd. Od tego momentu wiedzieliśmy, że jedyną czekającą nas trudnością jest jeszcze zjazd na linie ze Skrajnej Piarżystej Przełęczy.

Tymczasem bardziej wymagające okazało się proste, zdawałoby się, podejście na Wrota Chałubińskiego. Ta część trasy, mimo że krótka, dała nam nieźle w kość – nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Podchodziliśmy w mokrej brei, w której zapadaliśmy się po przysłowiowe… pachwiny. Próbowaliśmy zarówno na butach, jak i na nartach, zmieniając co chwilę technikę, by z jak największą godnością pokonać raptem 200 metrów przewyższenia w prostym terenie. Wreszcie o 19:10 udało nam się zameldować na Wrotach, a pod schroniskiem w Moku byliśmy około 20:00.

Całość trawersu Gipsyho ma około 55 kilometrów i pokonuje 6500 metrów przewyższenia, a jego przejście zajęło nam dwa dni – 15,5 godziny pierwszego dnia, z Morskiego Oka do Chaty Téryego, i 14,5 godziny drugiego dnia, z Terinki do Morskiego Oka.

W tym czasie przeżyliśmy najpiękniejszą i chyba najbardziej kompletną przygodę narciarską, jaką mogliśmy sobie wymarzyć, z każdym pokonanym metrem coraz bardziej podziwiając pomysłowość jej autora. Ogromne wyrazy szacunku zarówno dla niego, za pozostawienie po sobie tak pięknej narciarskiej linii na mapie Tatr, jak i dla każdego kolejnego zespołu czy narciarza, który zdecyduje się na jej przejście. Gipsyho Prechod jest też dowodem na to, że nie trzeba jeździć w dalekie góry, aby realizować ambitne projekty narciarskie. W naszych pięknych Tatrach wciąż jest wiele miejsca na nowe linie i przedsięwzięcia.

Trasa przejścia autorów tekstu; graf. Górskie mapy

Artykuł został opublikowany w 293 (4/2023) numerze Magazynu GÓRY.

Archiwalne numery Magazynu GÓRY oraz wersje w formacie pdf można kupić w naszej księgarni Książki Gór

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2026