48 sezonów, 295 partnerów, 911 dróg w górach
Rozmawia / ANDRZEJ MIREK
„Jednym z najgłośniejszych kolekcjonerskich maniaków w środowisku polskich taterników jest Pomurnik (nieliczni wtajemniczeni kojarzą go z Krzysztofem Zdzitowieckim). Epopeja profesora polegała na przejściu wszystkich dróg i wariantów w Polskich Tatrach opisanych w przewodniku Paryskiego. Kończył ją na północnej ścianie Kozich Czub. 40 lat intensywnego wspinania, 3 poważne wypadki, ale kolekcja jest pełna. Pomurnik jest najwybitniejszym egzegetą polskiej części dzieła WHP. Chylę czoła!
Jako jedyny wygrał ze mną „topograficzny zakład”. Wiedziałem, że jest łatwe wejście od północy na Wielką Rogatą Szczerbinę, propaguję wśród taterników korzystanie z tego wariantu. Ale nie pamiętałem, że wejście to ma osobny numer w przewodniku. Pomurnik pamiętał! Jednym słowem: kolekcjonerstwo to żadna wstydliwa choroba, lecz równoprawny motyw napędzający górską działalność”.
Włodek Cywiński

fot. arch. K. Zdzitowiecki
POMURNIK TO PIĘKNY PTAK, SKĄD WZIĄŁ SIĘ TEN PSEUDONIM I CZY ZAAKCEPTOWAŁ GO PAN?
Podczas obozu jaskiniowego warszawskiego Speleoklubu w 1959 roku obserwowałem pomurniki. Miałem ochotę znaleźć ich gniazdo i zaobrączkować pisklęta. Nic z tego nie wyszło, ale następnego dnia zabawialiśmy się wspinaniem po ścianie schroniska Ornak i Jurek Ekel stwierdził, że jestem pomurnikiem i rozpropagował tę ksywę na Ornaku i potem na Hali Gąsienicowej, gdzie odbyłem z nim pierwsze wspinaczki powierzchniowe. Swoje nowe imię zaakceptowałem, chociaż z oporami, gdyż nigdy nie byłem wybitnym wspinaczem skałkowym.
ZANIM ZACZĄŁ SIĘ PAN ZAJMOWAĆ WSPINACZKĄ UPRAWIAŁ PAN TATERNICTWO JASKINIOWE, TRUDNO BYŁO WYJŚĆ NA POWIERZCHNIĘ?
Przez trzy lata uprawiałem oba rodzaje wspinaczki. W 1961 roku przeszedłem z Jurkiem Hirszowskim pierwsze drogi skrajnie trudne, Wariant R (jedenaste przejście) i Sprężynę na Małym Młynarzu (trzecie przejście) i stwierdziłem, że daje mi to większą satysfakcję niż speleologia. Po skończeniu studiów i podjęciu pracy naukowej trzeba było coś wybrać. Kropką nad i było przejście filara Kazalnicy. Potem bywałem w jaskiniach naukowo (badanie pasożytów nietoperzy zaowocowało doktoratem).
LOGISTYCZNIE NAJWIĘKSZYM PANA WYCZYNEM TATRZAŃSKIM JEST PRZEJŚCIE W CIĄGU 48 LAT WSZYSTKICH DRÓG OPISANYCH W PRZEWODNIKU WHP W POLSKICH TATRACH. PROSZĘ O PRZYPOMNIENIE, ILE JEST DRÓG OPISANYCH we WSZYSTKICH TOMACH?
638 w Polskich Tatrach Wysokich posiadających numery WHP.

fot. arch. K. Zdzitowiecki
SKĄD WZIĄŁ SIĘ POMYSŁ? CZY MIAŁ PAN RYWALI? ZAKOŃCZENIE TEJ EPOPEI NA PÓŁNOCNEJ ŚCIANIE KOZICH CZUB TO ŚWIADOMY WYBÓR?
Przeszedłem wszystkie drogi (włączając w to te prowadzące dolinami, ale nie wszystkie warianty), w tym także regle Polskich Tatr Wysokich, które zwiedziłem, zbierając materiały do pracy dyplomowej. W którymś momencie stwierdziłem, że mam za sobą około 3/4 dróg i zacząłem świadomie uzupełniać braki. W końcowej fazie przeszedłem drogi mające numery WHP, ale bez opisów. Rywali nie miałem, gdyż taternicy zdolni do przejścia dróg skrajnie trudnych nie chodzą po „rzęchach”. Takie drogi przechodziłem zimą, często samotnie. Na koniec została mi jedna droga na Kozich Czubach, piątkowa, ale niezwykle krucha, której po poważnym wypadku nie chciałem prowadzić. Prowadzącym partnerem był Paweł Cisowski. W specjalnym zeszycie mam odnotowane wszystkie górskie (nie skałkowe) wspinaczki o skali trudności w Tatrach od II latem (572 drogi, ogółem 48 sezonów) i 0+ zimą (ogółem 40 sezonów, w tym jeden w Antarktyce) – 274 wspinaczki i 355 dróg zejściowych i łatwych w Tatrach oraz 65 wspinaczek i 106 dróg zejściowych (od 0+ w innych górach – 24 sezony, w tym 3 w Antarktyce). Moja lista górskich partnerów liczy 295 osób, w tym 21 zginęło w górach.
KTÓRE TATRZAŃSKIE PRZEJŚCIE UWAŻA PAN ZA NAJWIĘKSZE I DLACZEGO?
Ze względu na wielkość i trudności dróg Filar Kazalnicy i drogę Kurczaba na Młynarczyku. Skrajnie trudną drogą poza Tatrami był Komin Spenglera na Mauk Spitze (Wilder Kaiser).

fot. arch. K. Zdzitowiecki
W OBIEGU FUNKCJONUJE TYLKO JEDEN LITERACKI OPIS PPRZEJŚCIA FILARA KAZALNICY – MAM TU OCZYWIŚCIE NA MYŚLI TEN AUTORSTWA J. KURCZABA. MOŻE MA PAN JAKIEŚ CIEKAWE WSPOMNIENIA Z TEJ DROGI?
Początkowo próbę przejścia filara miały podjąć dwa zespoły dwuosobowe. Pierwszy: Andrzej Heinrich i Lucjan Saduś, Andrzej wymienił poręczówki prowadzące pod okap na nowe, po czym Lucek zrezygnował z udziału w zespole. Dowiedzieliśmy się, że w Tatrach są Gienek Chrobak i Andrzej Mróz. Pierwszego spotkaliśmy Gienka i dołączył do nas jako partner Andrzeja Heinricha (Mróz brał potem udział w drugim przejściu). Z Januszem Kurczabem przeszliśmy okap, biwakując na wisząco i założyliśmy poręczówkę do jego górnej krawędzi. Tam złamałem młotek i zjechaliśmy. Andrzej i Gienek weszli w ścianę i zawiesili jeszcze jedną poręczówkę, po czym podjęli dalszą wspinaczkę i wydawało im się, że utknęli. Rano zeszliśmy w Januszem łatwą, górną częścią ściany i trzema zjazdami dotarliśmy do nich (znaleźli uprzednio wyjście z głównych trudności). Razem weszliśmy na Kazalnicę. Po kilku dniach (i po pogrzebie Janka Długosza) każda dwójka przeszła brakujący jej odcinek filara – Andrzej i Gienek ostrogę, a ja z Januszem odcinek od okapów do szczytu, gdzie ścieżką weszli nasi partnerzy. Ze względu na bezpieczeństwo w trudnościach działała na raz tylko jedna dwójka. Między okapami powiesiłem plakat „Schodząc ze szlaku, płoszysz zwierzynę”, co zaskoczyło zespoły powtarzające drogę.
CZY TO PRAWDA, ŻE W CZASIE GDY WSPINALIŚCIE SIĘ NA FILARZE, NA DRODZE ŁAPIŃSKIEGO ZGINĄŁ SOLISTA ?
Cezary Mielczarek spadł z drogi Łapińskiego w czasie, gdy z Januszem poszliśmy pod wieczór do schroniska i następnego dnia Janusz jego znalazł ciało w Czarnym Stawie. Dwójka w ścianie zakładała biwak na półce nad okapem i nic nie widziała.

Od lewej: Jan Lewicki, Krzysztof Zdzitowiecki, Antoni Pomianowski
fot. arch. K. Zdzitowiecki
CZY SŁYSZAŁ PAN O WYŚCIGACH ORGANIZOWANYCH NA FILARZE W LATACH 80. PRZEZ MARCISZA I JEGO EKIPĘ?
Oczywiście słyszałem. Tak szybkie przejścia są możliwe tylko dla zawodowców.
CZY WIE PAN O KLASYCZNYM PRZEJŚCIU WIELKIEGO OKAPU PRZEZ PIOTRA KORCZAKA? JAK PAN TO OCENIA?
To wielki wyczyn, niewykonalny dla taterników z mojego pokolenia. Jednak nawet dla najlepszych wspinaczy wymagający stałych ubezpieczeń i wyuczenia na pamięć chwytów i stopni.
CZY ODHACZAŁ PAN JAKIEŚ DROGI W TATRACH?
Możliwe, że pierwszy przeszedłem klasycznie uskok wschodniej grani Żabiej Turni Mięguszowieckiej (z Jackiem Woszczerowiczem) i drogę Kurczaba na Cubrynce (z Jurkiem Hirszowskim) oraz drogę Uchmańskiego na Małym Młynarzu (z Andrzejem Piekarczykiem). Według Aligatora (Jan Łącki) moje przejście jego drogi Przez Grzybek na Pośredni Mięguszowiecki (z Jurkiem Hirszowskim) było pierwszym bez odpadnięcia.

fot. arch. K. Zdzitowiecki
DLA MŁODSZYCH CZYTELNIKÓW CIEKAWĄ INFORMACJĄ BĘDZIE, JAKIEGO SPRZĘTU UŻYWAŁ PAN NA POCZĄTKU SWOJEJ DZIAŁALNOŚCI W TATRACH I SKAŁKACH?
W pierwszych sezonach wspinałem się w półbutach na wibramie, maratonach lub autostopkach, zimą w rysach. Asekurowałem się początkowo liną sizalową, a po śmierci przygodnego partnera (urwanie liny) dostawałem od rodziców i ciotki angielskie liny nylonowe Viking. Haki i karabinki kupowałem w Betlejemce lub od domorosłych producentów. Czekan i raki dostałem w prezencie od kolegów. Na filarze Kazalnicy używałem ciężkich karabinków enerdowskich i lekkich kupionych przez ciotkę w Paryżu.
WSPOMINA PAN I UMIEJSCAWIA CZTERY WYPADKI W GÓRACH. CO BYŁO ICH PRZYCZYNĄ I JAKIE PONIÓSŁ PAN KONSEKWENCJE – ZŁAMANIA ITP?
W kwietniu 1963 roku zostałem strącony przez lawinę po pierwszym wyciągu rynny Birkenmajera na wschodniej ścianie Ganku. Zjechałem po zboczu około 200 metrów. Pęknięcie nogi w kostce nie miało dalszych konsekwencji. W 1987 roku na drodze wschodnim filarem Zadniego Granata kursant strącił na mnie wielki blok skalny. Miałem strzaskaną nogę poniżej kolana. Jednym zjazdem dotarliśmy pod ścianę, skąd zabrał mnie helikopter. W 1991 roku mój partner zaliczył osiemnastometrowy lut na drodze Gierycha na Mniszku, wyrywając przelotowe kostki. Zatrzymałem go tuż nad platformą, ale kosztem zmiażdżenia stawu skokowego. Do dziś mam niesprawną nogę. Ze ściany wycofaliśmy się trzema zjazdami. W 1999 roku odpadłem z lawiną kamienną z pierwszego wyciągu filara Leporowskiego na Kozim Wierchu. Straciłem palec u lewej ręki.
JAK WYGLADAŁA REHABILITACJA?
Stosowałem się ściśle do wskazówek ortopedy, profesora Jana Serafina, i rehabilitanta, Janka Buczyńskiego – mojego byłego kursanta.
CO JEST NAJWAŻNIEJSZE PRZY POWROCIE DO ZDROWIA?
Trening, upór, konsekwencja.
PRZESZEDŁ PAN KLASYCZNĄ, NIEGDYŚ OBOWIĄZKOWĄ, DROGĘ OD TATR PRZEZ ALPY PO KARAKORUM, WSZĘDZIE ODNOSZĄC SUKCESY. TO BYŁ ŚWIADOMY WYBÓR, SPRAWDZANIE SWOICH MOŻLIWOŚCI CZY TEŻ ZADECYDOWAŁY O TYM ZEWNĘTRZNE CZYNNIKI?
Im większa ściana, tym bardziej mnie przyciągała, a sukcesy były rezultatem ciężkiego treningu – marsze po ponad 6 km w dwie strony do i z pracy, często z plecakiem pełnym kamieni, niedzielne marsze po 40-53 km lub trening na bunkrach. Dyrektor Instytutu Parazytologii PAN życzliwie darował mi dodatkowe dni na trening i zwolnienia na wyprawy.

fot. arch. K. Zdzitowiecki
UDAŁO SIĘ PANU SKOMPLETOWAĆ DWIE Z TRZECH NAJBARDZIEJ ZNANYCH ŚCIAN ALPEJSKICH, NA POCZĄTEK PROSZĘ O WSPOMNIENIA Z MATTERHORNU, GDZIE NIE OBYŁO SIĘ BEZ WYPADKU.
Drogę Bonattiego na Matterhornie robiłem na prośbę obu partnerów, przy czym obaj odpadali – Zygmunt Kieńć, łamiąc kości w okolicach stawu skokowego, do czego w trakcie wspinaczki się nie przyznał. Drugiego dnia mieliśmy obfity opad śniegu, co zwiększyło trudności, ale zmniejszyło niebezpieczeństwo (brak spadających kamieni). Czas trwania przejścia tej ściany wyniósł cztery dni, z biwakiem na szczycie. Dwa dni byliśmy bez jedzenia. Myślałem, że bez problemu zejdziemy, ale Zygmunt miał coraz większe kłopoty (opuchlizna doszła do kolana). Odwrót z górnej połowy ściany byłby bardzo ryzykowny z powodu posiadania jednej liny 80 m i niewielu haków. Sprowadziliśmy Zygmunta do schronu Solvay, skąd po kilku dniach zabrał go helikopter. Sami z Andrzejem Wiluszem zeszliśmy na dół bez asekuracji. Ukończenie tej drogi, pomimo złamania nogi przez Kieńcia i słabej formy Wilusza, uważam za swój wielki sukces.
WŁASNA DROGA NA SŁYNNYCH I HONORNYCH GRANDES JORASSES TO NIE BYLE CO. JAK WYBRANO CEL I POSZŁO JEGO ZREALIZOWANIE?
Pierwotnym celem była Pointe Margherita. Pod ścianą wypatrzyłem szansę na nową drogę, co zaakceptowali moi partnerzy. Wspinaczka nie sprawiła nam kłopotów. Celowaliśmy na siodełko za turniczką w kształcie rogala. Za nią było łatwiej.
Północną ścianę Grandes Jorasses przeszedłem na Pointe Young z Andrzejem Heinrichem i Heniem Furmanikiem w półtora dnia, prowadząc dolne pół ściany. Górne pół prowadził Jędrek. Jest to najłatwiejsza i najbezpieczniejsza droga na tej ścianie.
NA CZYM POLEGAŁO NOWATORSTWO W CZASIE PORUSZANIA SIĘ W ŚCIANIE?
Wspinaliśmy się szybką trójką. Prowadziłem ja lub Jędrek z prawie pustymi plecakami. Wszystko niósł Henio, idąc po linie. Trzeci szedł z autoasekuracją.

gdzie latem powstała znana droga Heinrich-Chrobak, grudzień
1963 roku. Zjeżdża Krzysztof Zdzitowiecki
ULEGŁ PAN MITOWI TEJ ŚCIANY CZY GO ODCZAROWAŁ?
Raczej odczarowałem, gdyż robiłem w Alpach i na Kaukazie kilka trudniejszych dróg.
NA SZCZYCIE ZOSTAŁ PAN PORAŻONY PIORUNEM, JAK PAN TO PAMIĘTA I CO ZMIENIŁO TAKIE DOŚWIADCZENIE?
Siadłem okrakiem na szczycie i po chwili poczułem silny wstrząs. Był to pierwszy piorun. Uciekłem na platformę poniżej grani, gdzie doszedł do mnie Jędrek. Według jego słów nie widział, żeby ktoś tak szybko uciekał w dół bardzo trudnym terenem bez spadania. Słuchając brzęczenia prądu, po około dwóch godzinach doczekaliśmy się końca burzy i zeszliśmy granią nad jej uskok. W czasie kolejnej burzy zjechaliśmy do schronu na Col Jorasses. Przez następnych kilka lat nie lubiłem burz w trakcie moich leśnych treningów.
CZY BYŁA W PLANACH TRZECIA PÓŁNOCNA ŚCIANA – EIGER?
Na Eiger wszedłem rekonesansowo drogą zejściową, ale załamanie pogody uniemożliwiło atak na ścianę. W zamian przeszedłem z Kazikiem Głazkiem pn.-wsch. filar Finsteraarhornu.
ZNA PAN SOLOWE PRZEJŚCIA TRYLOGII PÓŁNOCNYCH ŚCIAN PRZEZ TOMO ČESENA I CRISTOPHE’A PROFITA? CO PAN O TYM SĄDZI?
Nigdy nie interesowałem się tego typu wyczynami. Moje najlepsze samotne przejścia bez asekuracji to grań od Żabiej Czuby do Szpiglasowej Przełęczy i Tomkowe Igły.
PIĘKNO DROGI TO KATEGORIA SUBIEKTYWNA. CZYM JEST DLA PANA I KTÓRE DROGI BY PAN WYRÓŻNIŁ?
Za najpiękniejsze uważam drogi lite i w ekspozycji, np. w Tatrach Galeria Gankowa drogą Studniczki i Mały Młynarz drogą Sprężyny.
NA LIŚCIE PANA PARTNERÓW DOMINUJĄ ZNANE I ŁATWO ROZPOZNAWANE POSTACIE. NIE JEST NIĄ JEDNAK JAN HOLNICKI-SZULC, PROSZĘ O PRZYPOMNIENIE TEGO WSPINACZA.
Jan Holnicki-Szulc prowadził prawie cały czas podczas przejścia ze mną i Januszem Kurczabem pd.-zach. ściany Noshaqa. Wraz ze mną, Wandą Rutkiewicz i Andrzejem Sikorskim wszedł na wierzchołek, a kilka dni wcześniej w tym samym zespole zdobył dwuwierzchołkowy, dziewiczy szczyt 5980 m.

fot. arch. Krzysztof Zdzitowiecki
CZY MA PAN CHĘĆ PRZYPOMNIEĆ INNYCH ZAPOMNIANYCH PRZEZ MEDIA PARTNERÓW WSPINACZKOWYCH?
Jan Kuncewicz, Tadeusz Targalski, Andrzej Marczak, Andrzej Gierych, Tadeusz Preyzner i inni wymienieni w innych odpowiedziach.
KTÓREGO Z PARTNERÓW WSPINACZKOWYCH WYRÓŻNIŁBY PAN?
Przede wszystkim Jurka Hirszowskiego. Nigdy nie byłem na kursie wspinaczkowym dla początkujących. Jurek stał się moim partnerem w 1961 roku i był wtedy moim nieformalnym instruktorem. Wiele się od niego nauczyłem. Stał się moim bliskim przyjacielem. Później wielokrotnie wspinałem się z nim w Tatrach.
JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE AŻ DWA RAZY WSZEDŁ PAN NA PIK KOMUNIZMA?
W 1974 roku Janusz Onyszkiewicz ze mną i innymi chciał zrobić nową drogę na Pik Komunizma, ale Rosjanie nam zabronili. W 1981 roku planowana droga już była zrobiona, ale postanowiłem z Ryszardem Pawłowskim ją zrobić w stylu alpejskim, co zajęło nam tydzień.
WEJŚCIE NA NOSZAQ POŁUDNIOWO-ZACHODNIĄ ŚCIANĄ BYŁO WTEDY ZNACZĄCYM OSIĄGNIĘCIEM, PROSZĘ O PRZYPOMNIENIE ZNACZENIA TEGO PRZEJŚCIA?
Była to jedna z dwóch pierwszych polskich dróg ścianowych na siedmiotysięcznik.
Pomysł był Janusza Kurczaba, a trasę wejścia zaproponowałem ja na podstawie obserwacji ściany ze szczytu 5980 m. Startowaliśmy z namiotu rozbitego wcześniej u stóp ściany. Przejście ściany do tarasu, na którym doszliśmy do namiotu wniesionego przez innych kolegów czekających na nas na zwykłej drodze grzędą, zajęło trzy dni. Szliśmy szybką trójką, większość drogi prowadził Jaś Holnicki. Pierwszy biwak był w namiocie, drugi bez namiotu. Czwartego dnia Jaś Holnicki i ja oraz Wanda Rutkiewicz i Andrzej Sikorski, którzy przeszli grzędę, weszliśmy na szczyt. Zeszliśmy grzędą.

fot. J. Kurczab
SPOŚRÓD POKONANYCH PRZEZ PANA DRÓG TYPU ALPEJSKIEGO WYRÓŻNIA PAN TĘ NA USZBIE, DLACZEGO?
Drogę Rosjanie nazywają Filarem Malejnowa, a Niemcy Filarem Schmaderera. Samo podejście pod ścianę wymagało przejścia przez przełęcz Beczo i zajęło Tadziowi Preiznerowi i mnie dwa dni. Trzeci dzieńpoświęciliśmy na obserwację ściany i barier seraków. W rezultacie weszliśmy w ścianę o 22.00 i przeszliśmy dolną barierę, pokonując wrota wyżłobione przez spadające lawiny. Koło południa weszliśmy na grzędę na lewo od depresji, kończąc część drogi zagrożoną przez lawiny seraków. Kilka dalszych odcinków nastręczało poważne trudności skalne i orientacyjne. Pod wieczór drugiego dnia doszliśmy do przełęczy pomiędzy wierzchołkami Uszby. Następnego dnia rano weszliśmy na północny wierzchołek. Zejście drogą przez „Poduszkę” i Lodospad Uszbijski zajęło nam dwa i pół dnia. Wróciliśmy do bazy na godzinę przed upływem czasu alarmowego. Przebyta droga była bardziej skomplikowana i bardziej niebezpieczna od wszystkich dróg, które robiłem w Alpach i na Kaukazie.
MÓGŁBY PAN PODAĆ JAKIEŚ PRZYKŁADY?
Dwie najtrudniejsze drogi robiłem z Tadziem Prejznerem na Kaukazie w 1978 roku. Jako pierwszą przeszliśmy drogę Słowaków na Scheldzie (drugie przejście) o dużych trudnościach skalnych i śnieżnych (nawisy). Przejście trwało trzy dni, zejście ponad dwa dni. Po odpoczynku w bazie przeszliśmy filar Schmaderera na Uszbie, co omawiam oddzielnie. W Alpach najtrudniejszy był pn.-wsch. filar Finsteraarhornu, który przeszedłem w 1967 roku z Kazikiem Głazkiem. Unikając spadających kamieni, przeszliśmy w kopule szczytowej nowy, skrajnie trudny wariant prostujący drogę.
JAKIE ZNACZENIE MIAŁA WTEDY RYWALIZACJA MIĘDZY KLUBAMI?
Były animozje, najsilniejsze z PKG, trzymałem się od nich z daleka.
JAKIE CECHY POWINIEN POSIADAĆ IDEALNY KIEROWNIK WYPRAWY?
Powinien dbać o wynik wyprawy i o bezpieczeństwo, a nie o własne szanse na atak szczytowy.
JAK BLISKO IDEAŁU BYŁ JANUSZ KURCZAB?
Był dobrym kierownikiem, ale trochę zbyt nerwowym.

fot. J. Kurczab
PRZEZ 30 LAT BYŁ PAN INSTRUKTOREM, JAK DAWAŁ PAN RADĘ ŁĄCZYĆ TO Z PRACĄ NAUKOWĄ I WŁASNYM WSPINANIEM?
Łączyłem szkolenie z własnym treningiem. Pracowałem naukowo bardzo intensywnie, od 1978 roku opracowywałem materiały zebrane na Antarktyce. W 1982 roku miałem kierować wyprawą na ścianę Gaurisankhara, ale po wprowadzeniu stanu wojennego odmówiłem reprezentowania PRL i w górach zająłem się szkoleniem oraz uzupełnianiem dróg z przewodnika WHP. Po tej decyzji wspinałem się w ramach urlopu, bardzo intensywnie pracując naukowo (habilitacja i profesura).
30 LAT PRACY INSTRUKTORSKIEJ TO BARDZO DŁUGO. MOŻE PAN WYMIENIĆ BARDZIEJ ZNANYCH KURSANTÓW?
Moimi najbardziej znanymi kursantkami były Monika Niedbalska i Krysia Palmowska, a kursantami Andrzej Gierych, Andrzej Sikorski i Wacek Otręba.
CZY ŁĄCZYŁ PAN WYPRAWY WSPINACZKOWE ZE ZBIERANIEM OKAZÓW?
Tak. Zbierałem bezkręgowce dla Muzeum Zoologicznego PAN.

fot. arch. K. Zdzitowiecki
CZY W TATRACH MOŻNA ZNALEŹĆ COŚ CIEKAWEGO?
Tak. Między innymi opisałem dwa nowe dla nauki gatunki pasożytów nietoperzy (przywry).
BYŁ PAN, WRAZ Z ANDRZEJEM MARCZAKIEM, MARKIEM NOWICKIM, ANDRZEJEM GIERYCHEM, JAROSŁAWEM USZYŃSKIM, CZŁONKIEM GRUPY PŁANETNIKÓW. PROSZĘ O PRZYPOMNIENIE, NA CZYM POLEGAŁA JEJ DZIAŁALNOŚĆ?
Do Płanetników należeli także Małgosia Kozłowska, Anna Piasek (moja była żona), Maciej Geller i Jan Gross (obecnie znany publicysta). Razem chodziliśmy po Puszczy Kampinoskiej, wspinaliśmy się na bunkrach i w skałkach, spotykaliśmy się w domach. Wstąpienie do grupy wymagało otrzymania wszystkich głosów „za” w tajnym głosowaniu, co nie udało się nikomu.
JAKI JEST PANA UDZIAŁ W ODKRYCIU BUNKRÓW PODWARSZAWSKICH?
Osobiście „odkryłem” bunkry w Czosnowie i jako pierwszy przeszedłem z górną asekuracją środki ścian bunkrów w Czosnowie i Janówku.
CZY „ODKRYTEGO” PRZEZ ADAMA KARPIŃSKIEGO DĘBINIZMU TEŻ PAN PRÓBOWAŁ?
Tak, ale byłem tam raczej słaby.
WSPINAŁ SIĘ PAN W SKAŁKACH? CZYM BYŁY DLA PANA?
Tak, i to dużo. W tym wiele dróg z dolną asekuracją i bez asekuracji. Skala trudności do VI+-VII-. Były miejscem treningu i szkolenia kursantów. Szkoliłem i wspinałem się w wapiennych skałkach w okolicach Olsztyna (koło Częstochowy), w Kroczycach, Podlesicach, Rzędkowicach, Piasecznie (Wielki Okiennik) oraz jeden raz w Skałkach Podkrakowskich i trzy razy w granitowych Sokolikach koło Jeleniej Góry.

fot. arch. K. Zdzitowiecki
JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE AŻ SZEŚĆ RAZY BYŁ PAN NA ANTARKTYDZIE?
Brałem udział w założeniu Stacji im. Henryka Arctowskiego i wyspecjalizowałem się w opracowaniu fauny robaków pasożytniczych w Antarktyce. Wszystkie sześć wyjazdów miało cele naukowe. Miałem czas na niewiele krótkich wspinaczek skalnych i dłuższe wędrówki po lodowcach na wyspie King George.
PROSZĘ O PRZYPOMNIENIE WAŻNIEJSZYCH WEJŚĆ.
Wejścia na nunataki Czajkowski Needle (I wejście) i Ternyck Needle oraz krótkie wspinaczki na Three Brothers, Point Thomas i Jardin Peak. Trudności do IV, bardzo krucho.
MA PAN NA KONCIE JEDEN OŚMIOTYSIĘCZNIK, CZYLI TRZECIE WEJŚCIE NA GASHERBRUM II (8035 M) Z LESZKIEM CICHYM I JANUSZEM ONYSZKIEWICZEM. JAK WYGLĄDAŁO TO HISTORYCZNE WEJŚCIE?
Do przełęczy pomiędzy Gasherbrumami donieśliśmy część wyposażenia planowanego obozu IV. Idąc bez asekuracji, obeszliśmy uskok grani Gasherbruma II i przeszliśmy bardzo strome śniegi północnej ściany, co zajęło nam trzy godziny. Cały czas mroził nas wiatr.
Na szczycie było zagłębienie, w którym nie wiało. Nie wiało także na drodze Moraveca. Na mój wniosek związaliśmy się liną i łatwo zeszliśmy do obozu III, gdzie czekały Wanda Rutkiewicz i Alison Chadwick. Następnego dnia zeszliśmy do bazy.

Od lewej w drugim rzędzie:
Jan Holnicki-Szulc, Jan Lewicki, Wanda Rutkiewicz, Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Ewa Czarniecka-Marczak, Krzysztof Zdzitowiecki, Janusz Onyszkiewicz.
Od lewej w pierwszym rzędzie:
Andrzej Łapiński, Janusz Kurczab, Andrzej Sikorski, Andrzej Marczak
fot. J. Kurczab
CZY POBICIE POLSKIEGO REKORDU WYSOKOŚCI MIAŁO DLA PANA JAKIEŚ KONSEKWENCJE?
Otrzymanie złotego medalu za wybitne osiągnięcie sportowe.
ZALEDWIE DNI PÓŹNIEJ WRAZ Z WANDĄ RUTKIEWICZ, JANUSZEM ONYSZKIEWICZEM I ALISON CHADWIK-ONYSZKIEWICZ WSZEDŁ PAN NA NIEZDOBYTY GASHERBRUM III. PROSZĘ O TYM PRZYPOMNIEĆ.
W czteroosobowym zespole – z Wandą, Alison i Januszem – powtórnie osiągnęliśmy przełęcz pomiędzy Gasherbrumami i rozbiliśmy namiot. Według planu panie miały wejść granią na GIII wspomagane przez Janusza i mnie. Nie planowaliśmy „męskiego” wejścia na szczyt. Z powodu widocznych dużych trudności wejście musiałoby trwać dwa dni. Istniała druga możliwość – droga spadającym na przełęcz kuluarem. Spodziewaliśmy się w nim ciężkiego torowania w śniegu i zespół dwójkowy mógłby być fizycznie za słaby. W trakcie rozstawiania namiotu zaobserwowaliśmy na niebie cirrusy, które mogły zwiastować kolejne załamanie pogody. Kuluar musiała zaatakować cała czwórka. Wanda wahała się i wymogłem na niej podjęcie decyzji. Zapytała mnie i Janusza: „Czy pójdziecie z nami na szczyt kuluarem?”. Natychmiast ruszyłem do kuluaru, a za mną Janusz. Tak jak przewidywaliśmy, torowanie było bardzo męczące i często zmienialiśmy się. Było też kilka odcinków skalnych. Późnym popołudniem doszliśmy do grani powyżej uskoku i niezbyt trudną granią weszliśmy na szczyt. Wracaliśmy tą samą drogą z dwoma zjazdami. Do rozbitego namiotu doszliśmy po ciemku. Rano zeszliśmy do obozu III, gdzie Wanda została w oczekiwaniu na zespół kobiecy, który wszedł na Gasherbrum II, a Alison, Janusz i ja zeszliśmy do bazy, biwakując między obozami I i II.
JAK POMOGŁA AKLIMATYZACJA? CZY NIE DAWALO SIĘ WE ZNAKI ZMĘCZENIE PO POPRZEDNIM WEJŚCIU?
Nie mieliśmy kłopotów z aklimatyzacją. Byliśmy zmęczeni, ale nie wyczerpani.

fot. Z. Laskowski
NAJWIĘKSZE SUKCESY W JASKINIACH (REKORD W ŚNIEŻNEJ) I W GÓRACH WYSOKICH (GASHERBRUM II I GASHERBRUM III) ODNIÓSŁ PAN RAZEM Z JANUSZEM ONYSZKIEWICZEM. PRZYPADEK CZY MOŻE DOBRZE SIĘ RAZEM WSPINAŁO?
Janusza Onyszkiewicza poznałem w warszawskim Speleoklubie, gdzie on był czołową postacią, a ja uczyłem się taternictwa. Potem robiłem z nim (i Jurkiem Hirszowskim) w Tatrach tylko jedną drogę (drogę Heinricha i Chrobaka na Kazalnicy). Wspólny udział w trzech wyprawach był rezultatem członkostwa obu nas w Klubie Wysokogórskim Warszawa.
JAK PAN WSPOMINA WSPÓŁPRACĘ Z NASZĄ NAJWYBITNIEJSZĄ HIMALAISTKĄ – WANDĄ RUTKIEWICZ? BYŁA CZY NIE BYŁA OSOBĄ TRUDNĄ WE WSPÓŁPRACY?
Współpracę wspominam bardzo dobrze. Byłem z Wandą po raz pierwszy na wyprawie w Hindukusz w 1972 roku (wejście na Noszaq i dziewiczy szczyt 5980 m), a następnie w Pamirze w 1974 roku. Zawsze traktowałem ją jako równorzędnego górskiego partnera. Nie przypominam sobie żadnej kłótni. Na wyprawie na Gasherbrumy nie była dyktatorem. Wszystkie problemy związane z działalnością grupy męskiej omawiała ze mną i Januszem Onyszkiewiczem. Była bardzo silną indywidualnością. Stąd opinia osoby konfliktowej, której ja nie podzielam.
OPRÓCZ SUKCESÓW WE WSPINANIU ZDARZAJĄ SIĘ PORAŻKI, DUŻO ICH BYŁO? KTÓRĄ Z NICH WSPOMINA PAN SZCZEGÓLNIE?
Nie dużo. Najgorzej wspominam próbę przejścia zimowego ściany Alefroide (Alpy Delfinatu) w 1974 roku. Wszystkie cztery drogi, na których miałem wypadki (Ganek wschodni ścianą w zimie, Zadni Granat wschodni ścianą, Mniszek filarem Gierycha, Kozi Wierch filarem Leporowskiego), przeszedłem po rehabilitacji.

fot. arch. K. Zdzitowiecki
JEST PAN AUTOREM LICZNYCH ARTYKUŁÓW OPUBLIKOWANYCH W „TATERNIKU”, KTO PANA DO TEGO NAMÓWIŁ?
Namówiła mnie do nich moja matka, Hanna Zdzitowiecka, autorka książek dla dzieci, która wprowadziła mnie na pierwsze drogi turystyczne w Pieninach (1950 rok) i Tatrach (1955 rok).
CZY RZECZYWIŚCIE CHODZI PAN PO GÓRACH JUŻ TYLKO TURYSTYCZNIE, CZY ZDARZA SIĘ PANU JESZCZE GDZIEŚ WSPIĄĆ? KIEDY OSTATNI RAZ ZWIĄZAŁ SIĘ PAN LINĄ?
Chodzę po górach tylko turystycznie z powodu spadku możliwości kondycyjnej i – co gorsze – kłopotów z poczuciem równowagi. Ostatnią wspinaczką było wejście na Mnicha drogą Robakiewicza z Tadziem Targalskim („Ascetą”) 5 sierpnia 2006 roku.
CO DAŁO PANU WSPINANIE I JAK PAN NIE PATRZY Z DZISIEJSZEJ PERSPEKTYWY?
Dało mi wiele satysfakcji i mocnych przeżyć. Paradoksalnie było jednym z powodów zaproszenia mnie przez profesora Stanisława Rakusę-Suszczewskiego do udziału w naukowym programie antarktycznym i w rezultacie zdobycie cennych wyników naukowych.
CZY ZECHCIAŁBY PAN SFORMUŁOWAĆ COŚ W RODZAJU PRZESŁANIA DO WSPINAJĄCYCH SIĘ DZISIAJ?
Wspinanie jest czymś wspaniałym, ale nie powinno być jedynym celem w życiu. Zbyt wielu moich partnerów zginęło w górach lub straciło sens w życiu. W wieku 72 lat nie mogę już chodzić na trudne drogi, ale mam normalną rodzinę, nadal pracuję naukowo i chodzę po górach turystycznie.
Artykuł został opublikowany w 207 (8/2011) numerze Magazynu GÓRY.
Archiwalne numery GÓR oraz wersję w formacie pdf można kupić w naszej księgarni Książki Gór



