Ikona polskiego sportu. Już od dawna nic nie musi, a wszystko może. Góry były dla niej naturalnym miejscem treningu, a szybko stały się prawdziwą pasją. Na razie praca z kadrą naszych narciarskich biegaczek nie daje jej szans na pełną realizację górskich planów. Mimo to systematycznie poznaje pozaszlakowe Tatry. W tym roku zrobiła także pierwszy krok w kierunku gór wysokich – stanęła na szczycie Kilimandżaro. Z Justyną Kowalczyk na łamach 264 numeru GÓR (2/2018) rozmawialiśmy o tym, jak złapała górskiego bakcyla oraz na ile jej wydolność i siła z tras narciarskich przekłada się na zdobywanie górskich szczytów i sprawność wspinaczkową. Zapytaliśmy także o kolejne górskie plany i czy ma ochotę na rywalizację na górskich szlakach.

PODOBNO TWOJĄ PIERWSZĄ GÓRSKĄ INSPIRACJĄ BYŁ FILM K2?

Inspiracja to za dużo powiedziane. Obejrzałam go w telewizji publicznej, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Pomyślałam sobie, że jest tam „strasznie, strasznie, a nawet jeszcze straszniej”, ale za to ciekawie. Mam taką cechę, że jak napotykam coś niedostępnego, ale intrygującego, wcześniej czy później staram się to zobaczyć lub tego doświadczyć.

ZDAJE SIĘ, ŻE DO DZISIAJ CENISZ LITERATURĘ I FILM GÓRSKI. MOŻESZ POWIEDZIEĆ COŚ O SWOICH ULUBIONYCH TYTUŁACH?

Czytam dużo i spory procent z pozycji, po które sięgam, dotyczy gór. Myślę, że od ładnych paru lat czytam około 90 procent tego, co wychodzi w języku polskim. Pochłonęłam też kilka tytułów ze starszej literatury, które mi polecono lub kupiono w prezencie. Zatem, jak na amatorkę biegającą po górach głównie w trakcie treningów, mam całkiem dobre rozeznanie w górskiej literaturze.

ROZUMIEM, ŻE DOTYCZY TO TAKŻE LITERATURY TATRZAŃSKIEJ. W KOŃCU TATRY ZAWSZE BYŁY CI W PEWNYM SENSIE BLISKIE.

Tatry szlakowe przebiegłam niemal w całości. Oczywiście znajdą się jakieś wyjątki, na przykład krótkie odcinki szlaków na Słowacji. Natomiast we wrześniu tego roku minęły dokładnie 4 lata, od kiedy zgłosił się do mnie pewien przewodnik wysokogórski i zaproponował wspólne wyjście na Gerlach – pierwszy cel poza szlakiem. Spodobała mi się taka przygoda, a jemu wypady ze mną, więc od tego czasu udało nam się wejść wspólnie na parę szczytów, na które większość turystów nie dociera.

MYŚLISZ, ŻE GDYBY JAN GĄSIENICA-ROJ – BO ON BYŁ TYM PRZEWODNIKIEM – NIE ZAPROPONOWAŁ CI WTEDY WYCIECZKI NA NAJWYŻSZY SZCZYT TATR, I TAK W KOŃCU TRAFIŁABYŚ W GÓRY?

Nie wiem, ale mam dużą pokorę przed wszystkim, co w różnych dziedzinach jest niedostępne dla zwykłych ludzi. Dlatego gdy Jasiek przyszedł do mnie i zapytał, czy chciałabym się wybrać na Gerlach, moją reakcją było: „Ale czy ja potrafię? Naprawdę dam radę?”. Oczywiście teraz, gdy już wiem, jacy ludzie wychodzą na trudniejsze góry, zdaję sobie sprawę, że to pytanie było absurdalne. Jednak wtedy wydawało mi się, że jeśli nie ma tam szlaku, to jest to cel jedynie dla górskich wyczynowców. Gdyby nie ten przypadek, zapewne dużo czasu zajęłoby mi odkrycie, że aby wybrać się na bardziej strome wierzchołki, wcale nie trzeba być zawodowcem.

Fot. Piotr Drożdż

LISTA SZCZYTÓW TATRZAŃSKICH, KTÓRE ZDOBYŁAŚ, JEST JUŻ CAŁKIEM DŁUGA. KTÓRA WYCIECZKA NAJBARDZIEJ ZAPADŁA CI W PAMIĘĆ?

Zadni Mnich, musiałam z niego zjechać. To była moja trzecia wycieczka poza szlakiem i emocje podczas zjazdu tak zwanym Uskokiem były wystarczająco duże, abym się zamknęła i siedziała cicho przez godzinę (śmiech).

WIEM, ŻE BYŁAŚ TEŻ ZIMĄ NA LODOWYM SZCZYCIE. WOLISZ TATRY W LETNIEJ CZY ZIMOWEJ ODSŁONIE?

Jestem „zwierzęciem zimowym” i na śniegu czuję się pewniej. Przepaście trochę tracą swoją grozę, a raki i czekan dają mi duże poczucie bezpieczeństwa.

TO CIEKAWE, BO „ZWYKLI” LUDZIE ZAZWYCZAJ MAJĄ DUŻE PROBLEMY KOORDYNACYJNE PODCZAS PIERWSZYCH WYCIECZEK W RAKACH. ROZUMIEM, ŻE TY NIE MIAŁAŚ TAKICH DOŚWIADCZEŃ?

Absolutnie – ani jednej dziurki w spodniach nie zrobiłam. Pewnie ze względu na przyzwyczajenie do stylu klasycznego, przy którym narty mamy rozwarte na mniej więcej 20 centymetrów. W podobny sposób poruszam się w rakach.

PODEJRZEWAM, ŻE NA PODEJŚCIU NIE MASZ SOBIE RÓWNYCH, ALE SYTUACJA WYGLĄDA ZUPEŁNIE INACZEJ W TRUDNOŚCIACH TECHNICZNYCH.

Pod względem wydolnościowym nie mam żadnego problemu. 20 lat trenowałam sporty wytrzymałościowe, byłam w tej pracy bardzo dobra. Natomiast kiedy trzeba się wspinać, jeszcze daleko mi do poziomu dobrego amatora. Na szczęście mam dużo siły, ona mnie ratuje. Poza tym od półtora roku, w miarę skromnych możliwości czasowych, próbuję ćwiczyć elementy wspinaczki na ściance. Niestety, progres jest niewielki, bo gdy czegoś się nauczę, wyjeżdżam na 2 miesiące i po powrocie muszę zaczynać od nowa. Niemniej traktuję ją jako ciekawe doświadczenie, to zupełnie inny rodzaj treningu niż ten znany mi z narciarstwa i podoba mi się, jak te dwie dyscypliny się uzupełniają.

ROZUMIEM, ŻE PODCZAS WSPINANIA PUCHNIE CI PRZEDRAMIĘ LUB – W ŻARGONIE WSPINACZKOWYM – KACZKA? MOŻESZ ZDRADZIĆ SWOJE NAJSŁABSZE PUNKTY?

Przedramiona i palce to moje najsłabsze punkty w porównaniu z wytrawnymi wspinaczami. Nie tyle puchną, bo są wyćwiczone, co czasem brakuje w nich siły. Choć muszę przyznać, że po pierwszych treningach na ściance miałam uczucie zakwaszenia ręki do łokcia.

Fot. Piotr Drożdż

PO SZLAKACH OZNAKOWANYCH W TATRACH PORUSZASZ SIĘ GŁÓWNIE W RAMACH TRENINGU. PODCHODZISZ DO TEGO „SPORTOWO” I ODNOTOWUJESZ REKORDY CZY JEST TO TYLKO I WYŁĄCZNIE PRACA NAD FORMĄ? ZNASZ NA PRZYKŁAD SWOJE NAJLEPSZE CZASY NA KASPROWY LUB ZAWRAT?

Nie. Zdarza mi się wystartować z COS-u w Zakopanem, wbiec na Zawrat, zbiec do Doliny Pięciu Stawów, następnie do Morskiego Oka, wybiec na Rysy i skończyć nad Szczyrbskim Jeziorem, gdzie czeka na mnie trener. Te treningi mają więc typowo wytrzymałościowy charakter. Poza tym, odkąd zaczęłam dużo biegać po Tatrach, miałam już kontuzjowane kolana, przez co zbiegi robię truchtem i nawet nie próbuję eksperymentować z szybszym tempem w dół. Dlatego te czasy nie są oszałamiające, ale na podbiegach nikt mnie jeszcze nie wyprzedził.

ILE ZAJMOWAŁA CI TRASA Z ZAKOPANEGO NAD SZCZYRBSKIE JEZIORO?

Startowałam o świcie i na wczesny obiad byłam nad Szczyrbskim. Zawsze staram się kończyć trening przed wczesnym obiadem.

SKORO NA PODBIEGACH CIĄGLE RZĄDZISZ, MOŻE MOGŁABYŚ SIĘ SPRAWDZIĆ W MODNEJ OSTATNIO DYSCYPLINIE, CZYLI BICIU REKORDÓW – NA PRZYKŁAD WBIEGNIĘCIA NA RYSY.

Rywalizuję od 20 lat, przez 15 biłam różne rekordy, zaspokoiłam swój głód. Bardziej liczy się wysiłek i trening. Czasem cieszy, że na przykład daną trasę przebiegłam o 10 minut szybciej niż rok wcześniej, ale prawdziwe ściganie zostawiam młodym. Ja już się w życiu naścigałam.

WRESZCIE ZAMARZYŁY CI SIĘ GÓRY WYSOKIE. CZEMU KILIMANDŻARO, A NIE ZWYKLE WYBIERANY PIERW MONT BLANC?

Po pierwsze, nigdy nie byłam w Afryce – akurat ten kontynent, jak łatwo się domyślić, nie jest wymarzony pod kątem biegów narciarskich. Poza tym chodziło mi przede wszystkim o to, aby sprawdzić organizm na wysokości. Kiedy poczytałam o kolejkach i spadających kamieniach na Mont Blanc, jakoś mnie to nie zachęciło. Zaczęłam szukać alternatyw wśród najpopularniejszych celów i doszłam do wniosku, że Kilimandżaro będzie idealne. To szczyt stosunkowo bezpieczny, łatwo dostępny, oferujący długie chodzenie. Lubię jeść małymi łyżeczkami, choć wiem, że mogłabym większymi. Tak w każdym razie doradzali mi ci, którzy widzieli, jak poruszam się w górach. Mówili „Jedź w Himalaje”. Ja jednak uważam, że góry najwyższe nie uciekną i pewnie kiedyś przyjdzie pora, aby się w nie wybrać. Może wtedy, gdy będą robić cieplejsze rękawiczki (śmiech).

„Kilimandżaro było czystą przyjemnością”
Fot. arch. Justyna Kowalczyk

JAKO ZAWODOWA SPORTSMENKA Z PEWNOŚCIĄ TRENOWAŁAŚ NA WYSOKOŚCI. JAK DUŻEJ?

W okresie bezśnieżnym biegamy na lodowcach. Val Senales, czyli popularne Masso Corto, leży na wysokości 3200 metrów. Mam na myśli trzy- lub czterogodzinne treningi na średnim tętnie nawet 160 (na początku kariery) i 135 (obecnie, kiedy jestem starsza). Maksymalne dochodzi do 180. Z takimi obciążeniami trenowaliśmy miesiąc albo nawet 2 w roku. Zatem do 3000 metrów nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Na Kilimandżaro okazało się, że podobnie jest do 6000 metrów. Wszystko wskazuje na to, że przez lata treningów organizm się zaadaptował. Zresztą w średnich górach zawsze dobrze reagowałam na wysokość. Tym bardziej byłam ciekawa, jak będę reagować w wysokich. 

RZECZYWIŚCIE NIE MIAŁAŚ ŻADNYCH PROBLEMÓW NA WYSOKOŚCI KILIMANDŻARO? NIE CZUŁAŚ BÓLU GŁOWY I INNYCH TEGO TYPU OBJAWÓW?

Absolutnie. Przez chwilę rozbolała mnie głowa podczas wieczornego odpoczynku na 5000 metrów, ale to chyba bardziej z nerwów. Samo wejście na szczyt wspominam jako miłe, fajne i przyjemne, chociaż było zimno.

MOŻESZ OPOWIEDZIEĆ O PRZEBIEGU WYPRAWY? ZAPEWNE MIAŁA TEŻ ETAP AKLIMATYZACYJNY.

Najpierw weszliśmy na wulkan o wysokości 3200 metrów, a potem zdobyliśmy Mount Meru, który jest niższy od głównego celu o 1000 metrów. Następnie plan zakładał wejście na Kilimandżaro w ciągu 5–6 dni. Zrobiliśmy to w 4 i od razu po zdobyciu szczytu zeszliśmy na sam dół, do hotelu.

CHYBA MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE TWÓJ CHARAKTER W GÓRACH WYSOKICH NIE ZOSTAŁ JESZCZE PRZETESTOWANY, BO WEJŚCIE NA „DACH AFRYKI” OKAZAŁO SIĘ BEZPROBLEMOWE.

Bardziej dały mi w kość treningi w Tatrach czy Alpach, gdzie nieraz trzeba było biec przez 5 godzin przy załamaniu pogody. W porównaniu z takimi wyrypami Kilimandżaro było niemal czystą przyjemnością.

„Pod względem wytrzymałościowym nie mam żadnego problemu”
Fot. arch. Justyna Kowalczyk

CO NAJBARDZIEJ RELAKSUJE CIĘ PODCZAS GÓRSKICH AKTYWNOŚCI? SĄ MOMENTY, KIEDY CZUJESZ JESZCZE DRESZCZYK RYWALIZACJI ZNANY Z TRAS NARCIARSKICH?

Zabrzmi to być może trochę nieskromnie, ale kiedy biegam po Tatrach Polskich, ludzie często rozpoznają mnie, zatrzymują się i klaszczą. Nawet gdy ubieram się tak, by pozostać incognito, zwykle udaje im się mnie zidentyfikować. To są piękne momenty i czasem pocieknie łezka ze wzruszenia. Chociaż na dłuższą metę taka rozpoznawalność potrafi być męcząca. Dlatego przez ostatnie 3–4 lata najczęściej biegałam na Słowacji, gdzie panuje cudowna cisza i spokój.

Jest też druga strona tego treningowego medalu. Gdy przybiegasz po 45 kilometrach w górach i ponad 2000 metrów przewyższenia, zmęczenie jest tak wielkie, że nie chce ci się myśleć o niczym. Jedynym, co możesz zrobić, jest zjedzenie porządnego posiłku i ewentualnie zafundowanie sobie odnowy biologicznej. Wysiłek fizyczny ma tę cudowną właściwość, że sprowadza człowieka do parteru, a ja bardzo to lubię.

MASZ JUŻ KOLEJNE WYSOKOGÓRSKIE CELE?

Oczywiście, po udanym przetarciu szlaków na wysokości chciałabym wyżej. Niestety, moja praca z kadrą wiąże się z tym, że niemal 11 miesięcy w roku jestem w podróży. 3 tygodnie za granicą, po czym 10 dni w kraju i tak w kółko. Zima oznacza maraton: wyjedziemy 2 listopada, mamy tylko 3 dni przerwy na święta Bożego Narodzenia, a potem wracamy dopiero na Wielkanoc. Trudno przy takim rozkładzie jazdy zaplanować jakąś wyprawę. Jednak po pierwsze – zapewne nie będę pracować w tym systemie całe życie, a po drugie – przy wcześniejszym zaplanowaniu górskiego wypadu mam szansę pojechać gdzieś na przykład w kwietniu lub we wrześniu.

CZYLI KADRA JEST TAK SAMO ABSORBUJĄCA CZASOWO JAK WTEDY, KIEDY BYŁAŚ ZAWODNICZKĄ?

Dokładnie tak. To jest praca z innej strony, ale czasowo nic się nie zmienia.

NIE CHODZIŁY CI PO GŁOWIE STARTY W BARDZO POPULARNYCH DZISIAJ GÓRSKICH ULTRAMARATONACH? WYDOLNOŚCIOWO BYŁABYŚ Z PEWNOŚCIĄ GOTOWA DO BIEGÓW NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE.

W jednej nodze nie mam łąkotki, kiepsko zaczyna też wyglądać głowa kości udowej. Po górach biegam, bo lubię. A czy chciałabym rywalizacji? Jak wspominałam, teoretycznie nie powinnam zbiegać, ale gdyby ktoś zaczął mnie wyprzedzać, pewnie włączyłby mi się wypracowany przez lata tryb zawodniczy. Wolałabym tego uniknąć.

Bez przerwy słyszę pytania: ile, w jakim czasie. Ludzie chcą rywalizować, szczególnie ze mną. Ja zaś jestem przyzwyczajona, że gdy staję do rywalizacji, muszę być na nią gotowa. Nie dorosłam jeszcze do tego, aby w Polsce pobiec na luzie. Nie jestem gotowa do ponownej konfrontacji z czasami i pytaniami o miejsce. Ciągle potrzebuję wyciszenia po huraganie, który targał moim życiem przez ostatnie 2 dekady.

ZATEM ŻYCZYMY UDANEGO ODPOCZYNKU OD RYWALIZACJI I TRZYMAMY KCIUKI ZA KOLEJNY CIEKAWY WYSOKOGÓRSKI AKCENT W TWOIM ŻYCIORYSIE.

Bardzo dziękuję. Książki już zakupione i na razie przygotowuję się teoretycznie (śmiech).

Rozmawiał / Piotr Drożdż


Materiał JUSTYNA KOWALCZYK / GÓRSKIE INSPIRACJE został opublikowany w magazynie GÓRY 2/2018 (numer 264).

Zapraszamy do korzystania z czytnika GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/