W czasach, gdy każdy kolejny rok bywa cieplejszy od poprzedniego i nawet w Jakuszycach podczas Biegu Piastów warunki mogą okazać się zbyt liche do jeżdżenia na biegówkach, stosunkowo blisko Polski znajdziemy miejsce, gdzie śnieg utrzymuje się niemal przez cały rok. A od listopada do maja jest wręcz pewny. To Hardangervidda, największy górski płaskowyż Europy, który leży w Norwegii, między Oslo a Bergen. Dzięki połączeniom zapewnianym przez tanie linie lotnicze jest w zasięgu większości z nas.
Tekst / RAFAŁ KRÓL
Zdjęcia / BORYS KOMANDER
Zdjęcie otwarcia / Słowo płaskowyż jest mylące, bo rzadko bywa tu płasko. Od jakiegoś czasu Norwegowie próbują obsadzać szlaki drzewkami
Zimą Hardangervidda staje się polarnym poligonem, po przebyciu którego śmiałkowie mają wystarczająco dużo umiejętności, aby próbować swych sił na Spitsbergenie czy Grenlandii. To tu Amundsen, Nansen i rzesze innych odkrywców uczyły się polarnego rzemiosła. Choć Hardangervidda nie leży za kołem polarnym, często uważa się ją za Arktykę, bo są to obszary, na których średnia roczna temperatura nie przekracza 10°C.
PŁASKOWYŻ… NIEZBYT PŁASKI, ALE WYSOKI
Lekko pofałdowana Hardangervidda kończy się stromymi, niekiedy pionowymi krawędziami, z których opadają stoki i ściany wysokości ponad 1000 metrów. Wokół, u podnóży rozciągają się fiordy i głęboko wcięte doliny. W rejonie Bergen spory wpływ na pogodę ma bliskość Morza Północnego, ale na samym płaskowyżu robi się znacznie zimniej i bardziej wietrznie niż na dole. Dla przybysza różnica może być wręcz szokująca. Obszar ten jest poprzecinany kilkoma drogami i linią kolejową na północy, która łączy Bergen i Oslo, czyli dwa największe miasta Norwegii. Podróż przez Hardangerviddę sama w sobie jest atrakcją rodem z bajki. Zapewnia niezwykłe widoki, przypominające kadry z filmów o Harrym Potterze.

POLARNE WYZWANIA
Wycieczka turystyczna czy ekspedycja? Chcąc zmierzyć się z Hardangerviddą, powinniśmy precyzyjnie określić swoje oczekiwania, bo różnica jest zasadnicza. Wyprawy o charakterze sportowym, czyli ekspedycje, muszą spełniać dwa podstawowe warunki. Pierwszy definiuje sformułowanie „o własnych siłach” albo „bez pomocy z zewnątrz”. Oznacza to, że nie sięgamy po cudze zapasy i nikt nas w niczym nie wyręcza – wędrujemy bez depozytów jedzenia, nie korzystamy z podwózek, schronisk ani innej infrastruktury. Drugi warunek jest taki, że trzeba samodzielnie pokonać całą trasę, a nie tylko jej część – choćby większą. Zapomina o tym wiele ekip, które na gigantyczny płaskowyż dostają się koleją linową przechodzącą przez Rjukan. Sportowe podejście wymaga wciągnięcia o własnych siłach całego ładunku niemal z poziomu morza. Taką właśnie wyprawę zrealizowałem wraz z Damianem Laskowskim zimą 2013 roku, na długiej trasie między Rjukanem a Eidfjordem. Natomiast nasza ostatnia wycieczka była wyjazdem turystycznym, co oznaczało dowolność w wyborze trasy i środków transportu. Nie mieliśmy dużych ambicji – po prostu zależało nam na przygodzie, śniegu i pięknych okolicznościach przyrody.
RYTM ŻYCIA NA HARDANGERVIDDZIE
Zimą na płaskowyżu zamierają wszelkie aktywności. Dzień jest bardzo krótki, a mróz dojmujący, więc nawet renifery schodzą w doliny. Dopiero z początkiem marca na szlakach zaczynają pojawiać się skutery, a od połowy tego miesiąca otwierane są sezonowe schroniska. Nieliczne całoroczne gospody-schroniska znajdują się wyłącznie przy drogach krajowych, z zagwarantowanym odśnieżaniem.
Na Hardangerviddzie śnieg leży do połowy czerwca. Najlepszy czas na wyprawy piesze z plecakami to kalendarzowe lato, od końca czerwca do końca września. W październiku zaczyna się tu zima. Kto chce jej zaznać w skrajnym wydaniu, powinien przyjechać między grudniem a lutym. Piękny okres słonecznej, śnieżnej wiosny trwa od marca do maja, więc taki termin wybraliśmy na naszą wycieczkę.

PRZYKŁADOWA TRASA
Bergen jest dobrze skomunikowane z Polską. Można tam dolecieć tanimi liniami lotniczymi, w których sanie i narty nadajemy jako sprzęt sportowy. Z miasta na płaskowyż dostaniemy się koleją lub autobusem. W pociągach są wagony bagażowe, co zapewnia znacznie wygodniejszy transport ekwipunku niż autobus. Niezłym punktem startu wędrówki jest osada Finse, położona już na płaskowyżu, gdzie wyjeżdżamy koleją na wysokość 1222 metrów. Opodal Finse znajduje się lodowiec Hardangerjøkulen, który należy ominąć szerokim łukiem. Jest niebezpieczny, pełen szczelin i nie wnosi do wędrówki nic poza potencjalnym ryzykiem. Na tej trasie najbardziej górzysty i wymagający okazuje się pierwszy etap. Ale już na wysokości całorocznego schroniska-gospody Dynarut, przy drodze przelotowej przez płaskowyż, teren się wypłaszacza, a przestrzeń otwiera.
Tekst w całości przeczytasz w 302 (1/2026) numerze Magazynu GÓRY.
GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link



