Elbrus (5642 m) – najwyższy szczyt Kaukazu, uważany też za najwyższą górę Europy. W tej kwestii trwa jednak nieustanny spór geografów i alpinistów. Według listy wierzchołków zaliczanych do Korony Ziemi, zaproponowanej przez Messnera, Elbrus dzierży miano najwyższego w Europie, więc każdy, kto kolekcjonuje jej perły, z pewnością będzie musiał się na niego wspiąć… A na dodatek wejdzie też na Mont Blanc, tak na wszelki wypadek. 🙂

                                                                 Do szczytu już niedaleko. Fot. arch. Adventure24.pl

Od wielu lat Elbrus bardzo często za cel obierają Polacy. Zapewne ze względu na stosunkowo łatwy i tani transport, a także nieduże koszty organizacji wyprawy. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że zdobycie szczytu drogą klasyczną jest dość łatwe technicznie – i to nawet w porównaniu do wielu alpejskich czterotysięczników, znacznie niższych od Elbrusu. Góry tej nie należy jednak lekceważyć. Jest to ogromny, rozłożysty masyw, na którym w razie jakichkolwiek problemów z pogodą bardzo łatwo się zgubić, nawet mimo dobrej znajomości terenu. Ogromne przestrzenie lodowców, pozbawione charakterystycznych punktów, w sytuacjach ograniczonej widoczności przyczyniają się każdego roku do zaginięć.

 


Wspinaczka nad ranem. Fot. arch. Adventure24.pl

ATAK SZCZYTOWY

Zaczynając podejście z doliny, musimy wystartować z samego rana, aby po południu osiągnąć wysokość powyżej 4000 metrów i znaleźć miejsce na nocleg w Prijucie. Jeśli zamierzamy skorzystać z kolejki, możemy wyjechać do góry w południe. Pozostały do wieczora czas warto przeznaczyć na dobre nawodnienie i uzupełnienie kalorii, a około 18–20 położyć się spać. Dlaczego tak wcześnie?

 

Zalecaną porą wyjścia na atak szczytowy są godziny nocne, ponieważ popołudniami na Elbrusie bardzo często następuje pogorszenie pogody. Również w razie wystąpienia nieoczekiwanych problemów będziemy dysponowali odpowiednim zapasem czasu, aby za dnia wycofać się w dolinę. Polecam więc wyjście nie później niż o 2 lub 3, a nawet wcześniej, jeśli przewidujemy wolniejsze tempo. Dzięki temu o wschodzie słońca i po 3–4 godzinach marszu powinniśmy osiągnąć początek trawersu na wysokości 5000 metrów, pod wierzchołkiem wschodnim.

Droga do trawersu na 5000 m. Fot. arch. Adventure24.pl

Światło dnia zdecydowanie poprawi samopoczucie, a doskwierające zazwyczaj nocą zimno i wiatr przestaną być dotkliwe. Dalej podążamy trawersem w lewo, w kierunku przełęczy między wierzchołkami. Pniemy się mozolnie w górę, by po około 2 godzinach dotrzeć do przełęczy, gdzie warto zatrzymać się na odpoczynek. Tym bardziej że przy dobrej pogodzie jest tu zazwyczaj ciepło. To również odpowiednie miejsce, by przygotować sprzęt do dalszej drogi – o ile do przełęczy można dojść w rakach i z kijami trekkingowymi, przy wchodzeniu na wierzchołek warto użyć czekana.

Na szczycie. 😉 Fot. arch. Adventure.24.pl

Więcej o przygotowaniach do wyprawy i sprawdzonych patentach na zdobycie Elbrusu dowiecie się z GÓR (266).

Tekst: Tomasz Kobielski
Zdjęcia: archiwum Adventure24.pl