FREERIDE NA POWAŻNIE

O fascynacji, sukcesach i ambitnych planach, ale też kontuzjach przeplatanych powrotami do formy w najbardziej spektakularnym sporcie zimowym z ZUZĄ WITYCH, mistrzynią świata w narciarstwie freeride’owym, rozmawia BARBARA SUCHY.

Zdjęcie otwarcia / Na zawodach w Gruzji; fot. Dom Daher / FWT


FREERIDE ZOSTAŁ OFICJALNIE UZNANY DYSCYPLINĄ OLIMPIJSKĄ. MYŚLISZ JUŻ O STARCIE W GRENOBLE CZY TO ZBYT ODLEGŁA PERSPEKTYWA?

Szczerze mówiąc, myślę. Wszystko bardzo szybko się konkretyzuje, a jak zaczynam rozpisywać sobie treningi i przygotowania sezonami, okazuje się, że wcale nie zostało zbyt wiele czasu. Nie ukrywam, że wizja bycia olimpijką i mój ostatni sukces [złoty medal na mistrzostwach świata – przyp. red.] bardzo motywują. Pokazują też, że w tym sporcie można dużo osiągnąć.

NA PEWNO DOKŁADNIE ŚLEDZIŁAŚ CAŁY PROCES. OD CZEGO ZALEŻAŁA DECYZJA KOMITETU OLIMPIJSKIEGO?

W przypadku freeride’u największym wyzwaniem jest to, że nie możemy mieć jednego wyznaczonego terminu zawodów. Bo co zrobić, jeśli nie będzie pogody albo widoczności? Na największych imprezach zawsze mamy ruchome daty. Ale za to nie dzielimy areny z żadnym innym sportem. Komitet czekał też na próbę przedolimpijską, którą były mistrzostwa świata w lutym tego roku. Bardzo uważnie obserwowano, jak to będzie wyglądało w przypadku tak dużej imprezy. Zawsze są ograniczenia dotyczące samych ceremonii medalowych: żeby pojawiło się miejsce dla freeride’u, zrezygnowano z kombinacji norweskiej. Oczywiście szkoda mi tych sportowców, ale komitet bardzo zwraca uwagę na atrakcyjność i oglądalność dyscypliny.

Zjazd podczas zawodów Pucharu Świata FWT w Fieberbrunn, Austria; fot. Dom Daher / FWT

PEWNIE NIERAZ MUSIAŁAŚ PRZEKONYWAĆ, ŻE FREERIDE TO POWAŻNY SPORT. MYŚLISZ, ŻE TERAZ ZMIENI SIĘ PODEJŚCIE DO TEJ DZIEDZINY NARCIARSTWA?

Na pewno. „Olimpijski” to magiczne słowo. Ten status od razu sprawia, że jesteśmy poważniej traktowani. Po ogłoszeniu decyzji MKOL-u pan Apoloniusz Tajner zadzwonił do mnie i zadeklarował, że Polski Związek Narciarski zaangażuje się w przygotowania. Jesteśmy umówieni na rozmowy. Chcę to dobrze wykorzystać, żebyśmy mieli możliwości rozwoju i treningu. Cieszy mnie, że przez najbliższe trzy lata będzie można bardzo na serio podejść do przygotowań, tak jak w innych dyscyplinach. Jednocześnie mam nadzieję, że freeride’owy duch nie zginie. Tego sportu nie da się wyryć na pamięć. Nie da się stworzyć zawodnika, który poświęci tysiące godzin, nauczy się wszystkiego i w trzy lata zdobędzie złoty medal. Wyjeżdżenie i doświadczenie to podstawa. Dzięki temu freeride nigdy nie stanie się sztuczny, a sprofesjonalizowane podejście do treningu może mu tylko pomóc.

CZAS DO IGRZYSK, POZA SAMYM TRENINGIEM, BĘDZIE TEŻ INTENSYWNĄ PRACĄ NA RZECZ PROMOCJI TEJ DYSCYPLINY W POLSCE. CZUJESZ SIĘ PIONIERKĄ FREERIDE’U?

Trochę tak. Dochodzą do mnie głosy, że wiele osób w ogóle dowiedziało się o freeridzie dzięki moim startom. Tegoroczne mistrzostwa świata na pewno wywołały duży boom i sprawiły, że sport ten pojawił się szerzej w mediach. Mimo to większość ludzi wciąż nie ma pojęcia, o co w nim chodzi. Absolutnie nie męczy mnie wyjaśnianie. Promowanie freeride’u to zaszczyt i duża przyjemność.

CZY TERAZ ŁATWO POZYSKAĆ SPONSORÓW?

Wszystko zależy od szczęścia i indywidualnych predyspozycji – tego, czy potrafisz rozmawiać z mediami i pokazać się publicznie. Jedni kładą na to większy, inny mniejszy nacisk. Ja mam to szczęście, że od dwóch–trzech sezonów mogę żyć wyłącznie z nart. Zazwyczaj wszystko negocjowałam sama. Dotychczas nie było pomocy systemowej, ale myślę, że teraz się to zmieni. Sama marka „sportu olimpijskiego”, w którym są już sukcesy i nadzieje medalowe, na pewno przyciągnie sponsorów i umożliwi wynegocjowanie jeszcze lepszych warunków.

Złoty medal mistrzostw świata; fot. Kama Staniszewska

KIEDY W LUTYM ZDOBYŁAŚ TYTUŁ MISTRZYNI ŚWIATA, POCZUŁAŚ, ŻE TO JUŻ JEST POZIOM, KTÓRY CHCIAŁAŚ OSIĄGNĄĆ? A MOŻE NADAL SIĘ UCZYSZ?

Z roku na rok czuję się coraz silniejsza i myślę, że mam jeszcze sporo do zrobienia. W stosunku do siebie jestem mocno krytyczna, więc cały czas uważam, że mogę być lepsza. Przede mną ogromny wysiłek. Ale to mnie cieszy, bo mam w głowie konkretne cele i wiem, jak nad nimi pracować.

TO PEWNIE DOŚWIADCZENIE, KTÓRE BUDUJE SIĘ Z CZASEM?

Tego nie da się w żaden sposób przyspieszyć. Wszystko jest kwestią przejechanych kilometrów – w różnych rodzajach śniegu i terenu. Im więcej przetestowanych wariantów, tym lepiej. Często trening w beznadziejnych warunkach jest najlepszy, bo zyskujesz pewność, że poradzisz sobie w każdej sytuacji, a w dodatku będziesz czerpać z niego satysfakcję i przyjemność.

* * *

Zuzanna Witych jako jedna z Mistrzyń będzie gościła na Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju (2–6 września 2026 roku).


Dalszą część rozmowy w całości przeczytasz w 304 (3/2026) numerze Magazynu GÓRY.

REKLAMA

REKLAMA

Czytaj inne artykuły

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2026