Poprosiliśmy kilku Instruktorów Taternictwa PZA o wymienienie ich ulubionych dróg kursowych w Tatrach. Zdawaliśmy sobie sprawę, że część z nich się powtórzy – liderem naszego „rankingu” jest Setka na Zadnim Kościelcu, którą wymieniło trzech spośród pięciu instruktorów – byliśmy jednak ciekawi, w jaki sposób uzasadnią swoje wybory i czy na te same drogi będą patrzeć w inny sposób. Chodziło nam nie tylko o urodę, ale przede wszystkim walory edukacyjne linii: czego można się na nich nauczyć, jakie umiejętności wyćwiczyć, czym się wyróżniają. Jest to także dobra wskazówka dla tych, którzy kurs mają już za sobą i szukają ciekawych dróg na swój pierwszy samodzielny sezon w Tatrach.

Zdjęcie: Rafał Pietrasiak

Drogi kursowe według Rafała Pietrasiaka:

Grań Kościelców II

Piękna, lita droga w dużej ekspozycji, z doskonałą asekuracją. Świetnie nadaje się na początek kursu. Po deszczu szybko schnie. Możemy na niej przećwiczyć różne warianty lotnej asekuracji oraz schodzenie drogą wspinaczkową. Startujemy z Mylnej Przełęczy, na którą możemy dostać się dwojako: ścieżką pod zachodnimi ścianami Kościelca i Zadniego Kościelca lub od wschodu, pokonując wcześniej Płytę Lerskiego. Dogodne zejścia prowadzą z Zadniego Kościelca, Kościelcowej Przełęczy lub Kościelca.

Setka IV, Zadni Kościelec

Kolejny kursowy klasyk. Dość długa, ciekawa, urozmaicona droga z częstym przenoszeniem stanowisk pod kolejne uskoki. Naturalną kontynuacją może być wejście na Kościelec granią od Kościelcowej Przełęczy. W przypadku załamania pogody w kilku miejscach możliwe są wycofy na Mylną Przełęcz. Wschodnia wystawa powoduje, że po deszczu dość szybko wysycha, oczywiście jeśli poranek następnego dnia jest słoneczny.

Północny Filar Świnicy IVWschodnia Grań II

Dolna część ściany obfitująca w liczne trawniki jest mniej ciekawa i często mokra, dlatego najchętniej robię tę drogę od Siodełka po wtrawersowaniu od Świnickiej Przełęczy. Pod wyjściowym kominkiem należy uważać na spadające kamienie, ewentualnie można ominąć ten wyciąg wariantem z lewej strony. Dobra droga do nauki wbijania haków.

Wschodnia Grań do Mylnej Przełęczy to logiczne przedłużenie Filara. Całość stanowi ciekawą i pouczającą wycieczkę z kilkoma możliwościami wycofania się w przypadku pogorszenia pogody.

Orłowski V, Mnich

Mnich, czyli najlepsza skała w mieście ☺. Właściwie wszystkie drogi w okolicy IV-VI stopnia trudności, czyli Klasyczna, Orłowski, Kant KlasycznyMiędzymiastowa, są godne polecenia. Znajdziemy na nich ładną, litą skałę bez porostów, z doskonałą asekuracją z roksów oraz mechaników. Wspinamy się głównie w rysach, zacięciach i kominach. Na wierzchołku może być tłoczno, zwłaszcza w tygodniu, za to mamy z niego doskonały widok na masyw MSW oraz Cubryny. Na dolne półki wracamy najczęściej zjazdami, które dla urozmaicenia można wykonać wschodnią ścianą.

Grań Mięguszy IV

Droga rozpoczyna się na Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. Mimo niewygórowanych trudności jest ona poważna i nadaje się na końcową część kursu. Pokonywana w większości z lotną asekuracją, z wyjątkiem najtrudniejszego technicznie odcinka z Mięguszowieckiej Przełęczy Wyżniej. Zejście z Hińczowej Przełęczy prowadzi przez Wielką, Małą i Zadnią Galerię Cubryńską, trzeba jednak pamiętać, że na przełomie wiosny i lata może być kłopotliwe z uwagi na zalegający w żlebie śnieg. Ogólnie — wyrypa, jak zresztą każda droga prowadząca na MSW.

Zdjęcie: Miłosz Jodłowski

Drogi kursowe według Miłosza Jodłowskiego:

Setka IV, Zadni Kościelec

Z kursowych klasyków na Hali najbardziej lubię szkolić na Setce. To często pierwsza dłuższa droga na kursie. Dobrej jakości skała, kilka trudniejszych wyciągów, urozmaicone formacje (płyty, filarki, trawersy, nawet mała przewieszka) oraz miejscami spora ekspozycja dostarczają kursantom wiele wrażeń. Szkoleniowo droga też ma wiele walorów — można przećwiczyć rozdzielanie żył na prowadzeniu, przenoszenie stanowisk, asekurację przez ciało, a także rozwiązywanie problemów z komunikacją. A po skończeniu drogi, w zależności od tempa, mamy wiele możliwości — kombinację z drogami na zachodniej ścianie Kościelca (na przykład Gnojek czy Stanisławski), przejście granią praojców na Kościelec albo topograficzną wycieczkę w poprzek wschodniej ściany Kościelca.

Festiwal Granitu V, Zamarła Turnia

Spośród typowych kursowych dróg na Zamarłej (Lewi Wrześniacy, FestiwalMotyka na południowo-wschodniej ścianie) za najpiękniejszą uchodzi Droga Motyki. Moim zdaniem dla kursantów najciekawszy jest jednak Festiwal. To kombinacja Drogi Komarnickich (piękne zacięcie), trawersu Motyki i wcale niebanalnego wyjścia Drogą Klasyczną. Najwięcej emocji powoduje oczywiście słynny trawers. Robiony w butkach wspinaczkowych okazuje się nie taki trudny, chociaż trzeba pamiętać o uważnej asekuracji, zwłaszcza dla drugiego na linie. Nagrodą za wysiłek są dość efektowne foty.

Grań Mięguszowieckich Szczytów IV

Chyba najlepsza graniówka w polskich Tatrach. Ja najchętniej przechodzę ją z zachodu na wschód (Hińczowa Przełęcz — Przełęcz pod Chłopkiem). Od kursantów jej przejście wymaga naprawdę dobrej kondycji. Już samo wyjście na Wielki Mięguszowiecki Szczyt (przez Galerie i Hińczową Przełęcz lub Zachodem Janczewskiego) jest solidną wyrypą i ma spore walory szkoleniowe. Łatwa (I) zachodnia grań Mięgusza świetnie nadaje się do nauki asekuracji lotnej. Potem nietrudne zejście, dwa zjazdy na Mięguszowiecką Przełęcz (można na raz — około 50 m — ale przy ściąganiu lina lubi się klinować) i bardzo efektowny wyciąg (przewieszenie po klamach za IV) na Igłę Milówki. A dalej już tylko niekończąca się (dla kursantów) grań Mięgusza Pośredniego i asekuracja lotna we wszystkich odmianach. Rewelacyjne widoki na obie strony i możliwość analizowania topografii dodatkowo podnoszą kursowe walory grani.

Grań Niżnie Rysy — Rysy — Żabi Koń – Wołowy Grzbiet III

Moja ulubiona trasa kursowa, zazwyczaj robię ją na sam koniec kursu, w ramach dwudniowego przejścia po zrobieniu grani Żabiej Lalki. Można ją też połączyć z innymi drogami na Żabim Mnichu czy Kopie Spadowej — wtedy musimy jeszcze dotrzeć na Niżnie Rysy, gdzie jest kilka możliwości, każda ciekawa pod względem szkoleniowym. Jeżeli grań chcemy pokonać w trakcie jednodniowego przejścia, to zaczynamy ją na Przełęczy pod Rysami (około trzech godzin z Moka). Na całej grani stosujemy na przemian asekurację lotną, stanowiskową i poruszanie się bez asekuracji. Do tego dochodzą zjazdy — na Żabią Przełęcz i z Żabiego Konia (z łańcucha pod szczytem zjazd na południe ma 55 metrów, jeżeli nie mamy połówkowej liny 60-metrowej, bez problemu zjedziemy na dwa razy). Sama grań Żabiego Konia to tatrzańska perełka — warto pamiętać, że oryginalnie wyceniona była na II (dość trudno), tymczasem zwłaszcza na uskoku grani po tak zwanym „dolnym koniu” trzeba się solidnie trzymać. Przejście dalszego odcinka grani — przez Żabią 'Turnię Mięguszowiecką, Wołową Turnię i trawersem pod samą granią Wołowego Grzbietu (przez tak zwaną poręczówkę Pallusa) na Małą Wołową Szczerbinę uczy samodzielnego wyszukiwania drogi w nietrudnym terenie. Ciekawa jest konfrontacja z opisami z przewodnika WHP ☺. Zejście Zachodem Grońskiego to też niezła przygoda, dla wielu kursantów większe przeżycie niż wcześniej zrobione drogi, a dla mnie — okazja do pokazania im ważnego wycofu z grani (patrząc z dołu czy z boku trudno uwierzyć, że da się tamtędy zejść) oraz nauczenia, jak sobie radzić w prawdziwej tatrzańskiej kruszyźnie.

Międzymiastowa VI+, Mnich

Drogi na Mnichu, mimo że piękne i w skale świetnej jakości, mają umiarkowane walory szkoleniowe (ze względu na gotowe stanowiska). Chyba najważniejszym jest nauka wspinania w rysach o różnych rozmiarach i trudnościach. Na Międzymiastową zazwyczaj chodzę po opadach lub w niepewną pogodę. Droga jest dość krótka (trzy wyciągi i 1-2 do szczytu). W dodatku biegnie na przełamaniu ściany wschodniej i północnej, dzięki czemu błyskawicznie wysycha. Na całej drodze wspinamy się w pięknych rysach i, poza jednym spitem na drugim wyciągu, asekurujemy się z własnego sprzętu. Oczywiście kursanci muszą posiadać pewien zapas — chociaż asekuracja jest wyśmienita także w trudnościach, a ewentualne loty są bezpieczne (i efektowne ☺).

zdjęcie: Jarek Blondas Liwacz

Drogi kursowe według Jarka Blondasa Liwacza:

Ciekawe drogi szkoleniowe to niekoniecznie trudna cyfra. Warto zapoznać się z różnymi formacjami i technikami ich pokonywania. Płyty, kanty, zacięcia, kominy, rysy i granie to elementy górskiego rzemiosła. Czytanie schematu i wyszukiwanie przebiegu linii to sprawa niełatwa, o czym świadczą liczne warianty powstałe wskutek zgubienia drogi. Poniżej proponuję pozycje ciekawe i pouczające w swoich kategoriach.

Motyka na Zamarłej Turni

Przepiękna droga, jakby wyrąbana siekierą w południowo-wschodniej ścianie Zamarłej. Ewidentne zacięcia wyznaczają linię wspinaczki, dają możliwość ćwiczenia rozporów, wyporów i stawania na tarcie. Zespół musi być rozwspinany, bo droga jest powietrzna i robi spore wrażenie. To, że Motyka nie jest tak pionowy, jak się wydaje, widać dopiero na chłodno, gdy popatrzy się z boku. Podczas wspinania odnosi się wrażenie, że jest niezwykle stromo. Najmocniejszy zawodnik zwykle robi pierwszy wyciąg na prawo od zacięcia, płytowym wariantem za V.

Północny Filar ŚwinicyWschodnia Grań

Północny Filar najczęściej robimy od siodełka. Podchodzimy od Świnickiej Przełęczy Świnicką Ławką. Na drogę idziemy w starym stylu, z hakami i młotkami. Dla mniej wprawnych jest to łojenie na wielkiej ścianie, dla wyrobionych — wspinaczkowa wycieczka.

’Tak naprawdę wejście na „taternicki” wierzchołek jest dopiero wstępem do przygody pod nazwą Wschodnia Grań Świnicy. Uczymy się tutaj lotnej asekuracji i podziwiamy piękne widoki.

Sprężyna na Kościelcu

Trzy wyciągi ciekawego i zapierającego dech wspinania. Najpierw rozgrzewka piątkowym zacięciem, aby podejść pod kluczowy okap. Robi on spore wrażenie i na pewno dodaje stopień do cyfry. Ważne jest odpowiednie poprowadzenie lin, przedłużanie przelotów i zachowanie spokoju. Okap nie jest tak straszny, jak się wydaje, a kluczowy trawers przechodzi się po dużych i ewidentnych stopniach. Ale emocje i powietrze pod nogami robią swoje. Nerwowe ruchy i na maksa napięte mięśnie przedramion są normą. Książkowe finalne zacięcie to już czysty relaks.

Międzymiastowa na Mnichu

VI+ na kursie to poważna sprawa, szczególnie jeśli kursant nie jest wymiataczem z konkretnym wykazem sportowym. Międzymiastowa zahacza o wschodnią, najhonorniejszą ścianę Mnicha. Dwa pierwsze wyciągi wiodące piątkowymi rysami potrafią wywołać dużo emocji, zwłaszcza osobom nieprzywykłym do klinowania. Wisienką jest jednak trawers i kruks w podwójnej rysie. Ściana staje tam dęba, a cyfra sprawia, że tętno się podnosi. Asekuracja jest dobra, a ewentualne loty raczej bezpieczne. Droga kończy się na Górnych Półkach, ale wejście na szczyt Mnicha jest obowiązkowe.

PatrzykontStanisławski na Kościelcach

Połączenie Drogi Patrzykonta na Zadnim Kościelcu i Stanisławskiego na Kościelcu stanowi naturalną i ciekawą łańcuchówkę o wyrównanych, czwórkowo-piątkowych trudnościach. Patrzykont to niebanalna linia o diagonalnym przebiegu. Trzeba uważnie czytać schemat, żeby się nie zapchać. Tarciowe płyty i przewinięcia przez kanciki sprawiają, że kursant z pewnością się nie znudzi. Rysa i zacięcie z perfekcyjną asekuracją kończą trudności.

Następnie ścieżką podchodzimy pod zachodnią ścianę Kościelca. Na prawo od charakterystycznego Komina Świerza startuje Droga Stanisławskiego. Teoretycznie kluczowe podejściowe zacięcie najczęściej nie sprawia takiego kłopotu jak przetrawersowanie wiejącego grozą Komina Świerza i kontynuacja właściwym kominem do góry. Z piarżystego kociołka warto robić zacięcie bez obchodzenia, wtedy wspinanie jest znacznie ciekawsze. Drogę kończymy na szczycie Kościelca, podziwiani przez zgromadzonych tam turystów.

Zdjęcie: Bogusław Kowalski

Drogi kursowe według Bogusława Kowalskiego:

Droga Surdela na Mięguszowieckim Szczycie Wielkim należy do moich ulubionych. Wyjście na wschodnią Mięgusza to poważne górskie wyzwanie. Składa się na to nie tylko trudność samej ściany, ale również długie podejście, a po zdobyciu szczytu wspinaczka przepaścistą granią do Hińczowej Przełęczy i zejście Galeriami Cubryny.

Decyzja o działaniu na Surdelu jest wypadkową kilku elementów. Przede wszystkim kursanci muszą potrafić dobrze się wspinać w różnych formacjach. Trudności może sprawiać rozległa ściana wymagająca umiejętności wyszukiwania drogi w skomplikowanym terenie. Górna część komina Kiszkanta nie jest banalna, gdyż rzadko trenuje się na sztucznej ścianie wspinaczkę w takiej formacji. Kolejną sprawą jest psycha potrzebna do poruszania się bez asekuracji w bardzo łatwym, ale eksponowanym terenie. Wymaga tego dolna część ściany, gdzie lina pozostaje w plecaku. Ostatnia rzecz, której oczekuję od kursantów, to dobra kondycja. Ważne, żeby cały zespół prezentował zbliżony, wysoki poziom.

Poza czynnikiem ludzkim istotne są warunki panujące w ścianie, czyli minimum dwa, trzy dni bez opadów i stabilna pogoda dająca szansę na to, żeby wspinaczka nie przerodziła się w walkę o przetrwanie. Jeśli zgrają się wszystkie te elementy, to kurs jest naprawdę udany. A jeżeli dopisze pogoda, dodatkowych atrakcji dostarczają widoki.

Filar Grońskiego na Żabiej Turni Mięguszowieckiej to prawdziwa wspinaczkowa przygoda. W moim rankingu poważnych dróg kursowych w rejonie Morskiego Oka Groński znajduje się zaraz za Drogą Surdela. Znajduję tam wszystko, co jest potrzebne do szkolenia tradycyjnego taternictwa. Przećwiczyć można każdy aspekt wspinaczki w górach, łącznie z biciem haków, które koniecznie trzeba zabrać ze sobą. Po żmudnym podejściu szlakiem na Rysy dochodzi się tam dość wysoko bez asekuracji. Na pierwszych wyciągach trzeba być czujnym, bo niestety skała jest krucha. Wyżej kursanci muszą wykazać się umiejętnością wyszukiwania drogi w trawersach, aż w końcu dochodzą do ostrza filara, które należy do najpiękniejszych wśród linii kursowych. Bardzo lubię obserwować z tych okolic wspinaczy słowackich zjeżdżających z wierzchołka Żabiego Konia. Gołym okiem widać różnice w technice i podejściu do wspinania. Dużym wyzwaniem jest powrót Wołowym Grzbietem, a później Zachodem Grońskiego lub granią do Przełęczy pod Chłopkiem. Jeśli szkolę na Filarze Grońskiego, to znaczy, że pogoda w Tatrach ustabilizowała się i pozwala na wyjście w poważną ścianę.

Grań Żabiej Lalki. Nazwa może mylić, ponieważ niemal cała droga wiedzie pionowymi formacjami. Znajdziemy tam kominy, zacięcia i płyty, samej grani jest tak naprawdę niewiele. Niezwykle efektowne są wejścia na kolejne igły: Żabią Lalkę, Żabiego Kapucyna i w końcu Żabiego Mnicha. Wspinaczkę na tej drodze zaczynam dopiero od połowy, gdyż dolna część jest krucha i zdecydowanie trudniejsza.

Chętnie szkolę na Grani Żabiej Lalki z kilku powodów: podejście jest bardzo ciekawe, zwykle docieram tam przez Mokrą Wantę, istnieje wiele możliwości ucieczki, co jest ważne, zważywszy na kapryśną tatrzańską aurę, a zejście z Białczańskiej Przełęczy jest urozmaicone i niebanalne. Ponadto droga szybko wysycha, a to pozwala na wspinaczkę nawet krótko po opadach. Przyjemność zdecydowanie spada przy mocnym, zimnym wietrze. Na tej drodze mamy szansę użycia młotka i haków. Krótko mówiąc, to doskonałe miejsce do szkolenia, w którym można przećwiczyć chyba wszystkie elementy taternickiego rzemiosła.

Grań Żabiej Lalki cenię za to, że nie ma na niej tłoku, który zniechęca na przykład do Mnicha. Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że chętnie prowadzę tam grupy kursowe — wspaniały widok rozciągający się od grani spadającej z Rysów poprzez Żabiego Konia, ŻTM, Wołową Turnię i dalej Wołowy Grzbiet, Mięguszowieckie i Cubrynę, a także Grań Apostołów.

Setka, czyli WHP 100 na Zadnim Kościelcu, jest bardzo widowiskowa, fotogeniczna i kojarzy mi się ze słońcem. Zwykle wybieram się tam po kilku dniach dobrej pogody, wyczekując na chwilę, kiedy wyschną pierwsze wyciągi drogi. Wschodnia wystawa w połączeniu z wczesnym wyjściem pozwala delektować się wspinaczką w dobrych warunkach. Wspinanie na Setce przypomina chodzenie po schodach — po przejściu niemal każdej ścianki docieramy do dużej półki, którą można się wycofać w stronę Mylnej Przełęczy.

Na Hali Gąsienicowej niemal wszystkie drogi wspinaczkowe kończą się na szlaku, dlatego szczególnie podoba mi się możliwość wejścia na niedostępny dla turystów Zadni Kościelec. Setka nie należy do dróg trudnych, więc zwykle robię ją w pierwszej fazie kursu. Choć zdarza się, że jeśli zespół nie należy do wybitnych, wybieram się tam w połowie szkolenia.

Festiwal Granitu na Zamarłej Turni jest moją ulubioną drogą, choć należałoby powiedzieć: kombinacją, w tej ścianie. Aby uniknąć tłoku, zwykle ląduję tam w środku tygodnia. Trzy wyciągi: Zacięcie Komarnickich, trawers Motyki i zacięcie wyjściowe na Drodze Klasycznej, jeśli chodzi o urodę na drogach kursowych, należą do pierwszoligowych. To kwintesencja czystego wspinania, podczas którego jednym z najważniejszych aspektów jest sam ruch w skale.

Pomimo południowej wystawy rzadko udaje mi się tam szkolić w totalnym upale, często natomiast wspinaczka na Zamarłej jest nagrodą za zimnicę, której doznaję w innych ścianach. Widoki na Pięciostawiańskie Stawy i szczyty, wśród których wyróżnia się Krywań, skłaniają do zadumy. 

Zdjęcie: Piotr Sztaba

Drogi kursowe według Piotra Sztaby:

Moje ulubione drogi kursowe to takie, na których mogę działać niezależnie od składu zespołu czy nastroju uczestników. Ich dobór jest uzależniony od poziomu kursantów, pogody i innych grup. Wymienione przeze mnie propozycje są w większości trudne jak na kurs. Wymagają od instruktora doskonałej znajomości samej linii i ściany, ale w końcu to nasz podstawowy warsztat.

Od czegoś trzeba zacząć, żeby na początku kursu zorientować się, co w trawie piszczy. Pierwszego dnia lubię chodzić na Mnicha. W końcu jest to góra wyjątkowa, historyczna. W ostatnich latach wiele dróg straciło jednak na górskiej klasie z uwagi na skałkowy charakter asekuracji. Ja wybieram te z minimalną liczbą spitów i chodzę na Klasyczną, Orłowskiego czy Mogielnickich.

Z wymienionych dróg najbardziej przypadło mi do gustu Zacięcie Mogielnickich. Mamy tu szeroką rysę w płycie, rysę w zacięciu, off-width. Pokazuje pazur albo obnaża jego brak u kursantów i nie jest z rodzaju tych „puszczalskich”. W zasadzie brak na nim stałej asekuracji, a własną ciężko zepsuć, co zapewnia spokój instruktora w przypadku ewentualnych lotów. Wspinanie w rysach i zacięciach, które oferuje Zacięcie Mogielnickich, jest wyjątkowo estetyczne. Wiele podobnych formacji znam z Kolorado, a u nas w tych trudnościach co najwyżej Szarpane Turnie mogą się równać z Mnichem jakością granitu. Przejście ostatniego wyciągu przed górnymi półkami na stałe zostaje w pamięci kursantów, bo mimo że nie jest to prawdziwy off-width, może być jego przedsmakiem.

Zakładkować lubię drugiego lub trzeciego dnia kursu na Grani Żabiej Lalki, choć z niektórymi grupami bywałem tu dopiero pod koniec szkolenia. Droga daje bardzo duże możliwości pedagogiczne, ma długie i trudne podejście, zejście, szereg skomplikowanych zachodów, ścieżek, wycofów. W zasadzie można tu nauczyć prawie wszystkiego: wspinania płytami, zacięciami, kominkami, graniami, schodzenia w terenie wspinaczkowym, zjazdów, asekuracji lotnej czy poruszania się po eksponowanych ścieżkach. Różnorodność wariantów od IV do VI daje pewność zasapania u każdego kursanta. Często w zejściu łapie deszcz, droga wymaga więc dużej uważności do samego końca.

Nie mogę nie napisać o Motyce na Zamarłej Turni, wszak to „klasyk klasyków”. Estetyczna skała, zacięcia, rysy, trawersy, filarki, ścianki, duża ekspozycja i mała kruszyzna przypominająca, że to jednak góry. Do tego turyści kręcący się vis-4-vis na „hend prusach” na Orlej, dostarczający dodatkowych emocji. Tu też chętnie uczę „wszystkiego”, ale kursanci muszą dojrzeć do drogi, opanować emocje i zaufać instruktorowi. Różnorodnymi zjazdami można zjechać sąsiednią Prze Pukliną — będzie zjazd po ukosie, w kruszyźnie i położonym terenie ze zworowaną liną, zjazd przez okapy z haczeniem w dół, opuszczenie przewodnickie po płytach i w końcu z rannym partnerem.

Na drodze byłem kilkanaście razy, przygód miałem wiele, ale niezawodni są stali dwaj bywalcy dolinki Pustej — czarne, a ponoć czasami również białe kruki. Wielokrotnie rozpinały kursantom zamki w plecakach, pożerały co się dało, a raz zabrały nawet kamizelkę puchową.

Droga dla prawdziwych taterników to niewątpliwie Surdel na wschodniej Mięgusza. Poważne podejście, trudna orientacja, wymagające, równoległe prowadzenie lin, najpiękniejszy komin (Kiszkanta) w Tatrach, dzika góra i niełatwe zejście. Do tego brak możliwości odwrotu, podejście bez asekuracji w terenie dwójkowym. Takie wymagania sprawiają, że choć myślę o tej drodze za każdym razem, to jednak na kilkadziesiąt grup, które przeszkoliłem, drogę zaproponowałem tylko trzem. Bez pudła, bo o nim mowy być tam nie może.

Jeżeli tylko kieszeń kursantów wytrzyma nocleg na Słowacji, lubię pojechać i tam na kilka dróg. Moja ulubiona to Wielkie Zacięcie (Obrovskń Kut) na Kieżmarskim Szczycie. Cenię ją z uwagi na skomplikowaną orientacyjnie dolną część, możliwość komfortowego biwaku na balkonie w środku ściany i poważniejszą drugą część, której kursanci muszą sprostać nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Ciągnięcie worów biwakowych, szum maszynki, gwiazdy nad głową, życie w ścianie — tak pamiętam tę drogę.

 

Artykuł pochodzi z numeru tatrzańskiego GÓR z 2015 (nr 245). Więcej archiwalnych numerów znajdziecie pod adresem: czytaj.goryonline.com