O korzyściach płynących z postawienia na najbardziej zaawansowane materiały i polską produkcję, mimo burzliwych wydarzeń wstrząsających branżą odzieży outdoorowej, z KRYSTIANEM PIROGIEM i MAGDĄ WÓJCIK z firmy JMP rozmawia ANDRZEJ MIREK.
Rozmawiał / ANDRZEJ MIREK
Zdjęcie otwarcia / Odzież dla klubu narciarskiego z Emiratów – jedna z bardziej egzotycznych realizacji
CHWALICIE SIĘ 40-LETNIĄ HISTORIĄ… ZACHOWALIŚCIE JAKIEŚ WSPOMNIENIA Z POCZĄTKÓW DZIAŁANIA FIRMY?
Krystian Piróg: Dawno to było… Moje pierwsze wspomnienia związane są z budową siedziby firmy w Szaflarach. Pamiętam też dużą maszynę służącą do impregnowania ortalionu, którą wymyślił mój tata – założyciel JMP. Zajmowała połowę powierzchni na parterze. To było jeszcze w latach 80. Potem upadł komunizm, a tata, po konsultacjach z kolegami z zakopiańskiego Alpin Sportu, zaczął importować tkaniny membranowe ze Szwecji. Kupił nawet maszynę do podklejania szwów, jedną z pierwszych takich w Polsce. Tata czasem wspomina, że to były złote czasy – cokolwiek się uszyło, łatwo było to sprzedać, bo na rynku wybór był niewielki. Ale te czasy były też trudne ze względu na galopującą inflację. Materiał, z którego szyliśmy kurtki, tak szybko drożał, że po sprzedaniu produktów brakowało pieniędzy, aby go ponownie nabyć.
Zacząłem pracować w JMP jako nastolatek. Jeździłem do Niemiec po dzianinę z fabryki Polartec. Pamiętam małego blaszanego mercedesa wypchanego po brzegi cenną tkaniną. Pakowałem do auta więcej, niż było w stanie pomieścić. Zdarzało się, że w magazynie musiałem wyciągać papierowe tytle ze środka wałków, aby choć trochę zmniejszyć ich objętość.
Od początku działalności mieliśmy w ofercie tkaniny membranowe i koncentrowaliśmy się na odzieży turystycznej oraz narciarskiej. Gdy tata zaczął żeglować, poszerzyliśmy kolekcję o sztormiaki. Dużo szyliśmy także odzieży reklamowej dla firm. Później, gdy wzrósł import z Chin, zaczęła królować niska cena i przestaliśmy być konkurencyjni. Nigdy nie mieliśmy parcia, aby obniżać koszty produkcji i przenosić ją do Azji. Mając cały proces u siebie, możemy lepiej kontrolować jakość. Pewnie to był powód, dla którego firma nie urosła do dużych rozmiarów. Ale patrząc z perspektywy – przetrwała burzliwe lata oraz kilka światowych kryzysów i stabilnie dotrwała do obecnych czasów.

PAMIĘTASZ PIERWSZY PRODUKT JMP?
KP: To były kurtki z ortalionu – granatowe lub czerwone, z czterema paskami na ramionach. Musiały być cztery, bo trzy zarezerwowane były dla Adidasa (śmiech). W magazynie nadal mamy jednoczęściowe kombinezony narciarskie, modne w latach 90. Pamiętam też komplet o nazwie Troll Wall, składający się z kurtki i spodni
przeciwdeszczowych, stworzony z myślą o wspinaczach, którzy wybierali się na Ścianę Trolli w Norwegii. Spodnie miały klapkę na siedzeniu, ułatwiającą załatwianie potrzeb fizjologicznych, gdy przez kilka dni wisiało się w skale.
„WYRÓŻNIA NAS JAKOŚĆ” – JAK SKOMENTUJECIE WASZE MOTTO?
Magda Wójcik: Bardzo dbamy o to, aby nasze produkty były wysokiej jakości – zarówno pod względem tkanin, jak i wykonania. Decydujemy się na materiały z górnej półki, więc przy naszej odzieży znajdziecie metki z logo Dermizax EV czy NX, Primaloft lub Polartec. To wybór na lata. Nie idziemy tu na skróty.
OPOWIEDZCIE O ZESPOLE, Z UWZGLĘDNIENIEM UPRAWIANYCH PRZEZ WAS AKTYWNOŚCI.
KP: Mój tata, Jan Piróg, obecnie jest na emeryturze, ale wcześniej był zapalonym żeglarzem, z uprawnieniami kapitana. Pływał do najdalszych zakątków świata, na wszystkich oceanach. Bywały lata, że żeglował przez pięć, sześć miesięcy w roku. Teraz, z uwagi na wiek, poświęca się już spacerom ze swoimi psami.
Ja od młodości trenuję kolarstwo, a od kilku lat jestem miłośnikiem skiturów – długich wycieczek i zjazdów w dziewiczym puchu. Aby się na ten puch załapać, trzeba wyjść poza wyznaczone trasy: dalej, wyżej… Mam jednak lęk wysokości i żeby go opanować, zacząłem chodzić po górach pieszo oraz zaliczać europejskie via ferraty. Jeśli coś sprawia mi trudność, to więcej nad tym pracuję, rozkładam na czynniki pierwsze i powoli szlifuję każdy element. Tak jest z moją pozatrasową jazdą na nartach – musiałem opanować strach oraz podszkolić technikę i umiejętności, aby móc w pełni się z tego cieszyć.
MW: W JMP pracuję od 18 lat, zajmuję się odzieżą kompleksowo: od wybierania materiału i kolorystyki, poprzez tworzenie modeli, ich testowanie i planowanie produkcji. Odpowiadam również za kontakt z klientami B2B. Prywatnie przez wiele lat przemierzałam sporo kilometrów na rowerze szosowym i górskim. Obecnie wielką frajdę sprawia mi pokonywanie dystansu w wodzie – pływam open water. Zimą zakładam narty biegowe i skitury. Lubię też wędrować po Gorcach, Pieninach czy Beskidach.

OFEROWANE PRZEZ WAS MODELE SPRAWDZACIE OSOBIŚCIE?
MW: Jasne! Zaczynam od testowania nowego materiału, na który mam jakiś pomysł. Szyjemy prototyp, sama sprawdzam go w różnych warunkach i wielokrotnie piorę. Jeśli materiał zda egzamin, projektujemy właściwy prototyp i przeprowadzamy kolejne testy, już w szerszym gronie. Uwzględniamy uwagi, dopracowujemy krój
i dopiero potem wprowadzamy produkt do oferty.
Rozmowę w całości przeczytasz w 301 (4/2025) numerze Magazynu GÓRY.
Archiwalne numery Magazynu GÓRY oraz wersje w formacie pdf można kupić w naszej księgarni Książki Gór



