O ambitnym wyzwaniu podróżniczo-górskim, motywującym do eksplorowania nieoczywistych kierunków, oraz o konfrontowaniu własnych doświadczeń z medialnymi stereotypami z PIOTREM MUSIAŁEM rozmawia ANDRZEJ MIREK.
Rozmawiał / ANDRZEJ MIREK
Zdjęcia / PIOTR MUSIAŁ
Zdjęcie otwarcia / W drodze na najwyższy szczyt Iranu, Demawend (5610 m)
ZACZNIJMY OD CYFEREK. ILE MASZ NA KONCIE NAJWYŻSZYCH SZCZYTÓW NA POSZCZEGÓLNYCH KONTYNENTACH?
Widzę, że dostrzegłeś moje uwielbienie dla cyferek (śmiech). Pytanie wygląda na łatwe, ale temat jest bardziej skomplikowany – najpierw brałem pod uwagę granice kontynentów, a później krajów, więc wyszło mi z listy, że do tej pory zaliczyłem wszystkie 47 szczytów w europejskiej części krajów leżących w Europie (uwzględniając Kosowo i Naddniestrze), siedem w Azji, tyle samo w Afryce, dwa w Ameryce Południowej, jeden w Środkowej i jeden w Oceanii. Mimo że to się nie sumuje, wszedłem na 64 najwyższe szczyty państw świata. Nie sumuje się dlatego, że nie zawsze najwyższy szczyt danego kraju, którego część terytorium znajduje się w Europie, jest także w Europie. Jak na przykład Kazachstan, Hiszpania, Turcja czy Rosja.
SŁUSZNIE PODEJRZEWAM, ŻE NA POCZĄTKU ZDOBYŁEŚ KILKA SZCZYTÓW W EUROPIE, A POTEM POSTANOWIŁEŚ ZEBRAĆ RESZTĘ?
Dokładnie tak. Początkowo, jak każdy turysta, chodziłem ze znajomymi po górach i odwiedzałem pobliskie kraje, gdzie często najwyższy szczyt był głównym celem wyjazdu. Do zmiany podejścia przekonał mnie kiedyś mój przyjaciel Iro, który wspomniał o liście najwyższych szczytów poszczególnych państw w Europie. Nie będę ukrywał, że wtedy pomysł ten wydał mi się co najmniej pozbawiony sensu… Bo jaki sens ma zdobycie „najwyższego szczytu” Monako, leżącego w pobliżu przejścia dla pieszych? Albo wejście na najwyższy punkt Holandii, który ma wysokość 180 metrów n.p.m.?
Jednak po pewnym czasie spojrzałem na to inaczej… Przestałem skupiać się na oczywistych powodach, dla których nie chciało mi się tego robić, a zacząłem zadawać sobie pytanie, jak to zrobić. Przecież, oprócz schodów w Monako, trzeba było pojechać w Pireneje, w Ural, do Islandii, na Azory czy na kazachskie stepy, aby zdobyć kilkadziesiąt różnych gór.
Nagle stwierdziłem, że to niezły plan, wsiadłem do samochodu i ruszyłem na weekend do krajów bałtyckich. Okazało się, że choć tamtejsze szczyty nie mają wiele wspólnego z górami, to po drodze wydarzyło się tyle fajnych rzeczy, poznałem tylu ciekawych ludzi, zobaczyłem dużo nowego i nawet czegoś się nauczyłem, że zaraz po powrocie zrobiłem listę pozostałych celów. Zacząłem sprawdzać, co o tym pomyśle piszą w internecie, i wtedy okazało się, że prawdopodobnie nikt z Polaków nie zdobył jeszcze wszystkich najwyższych szczytów krajów europejskich. Wydało mi się to dziwne, więc zacząłem grzebać głębiej. Trafiłem na kilka stron ludzi z USA czy Norwegii, którzy tego dokonali i opisali to jako bardzo fajną, pouczającą przygodę. Jeden z nich miał w planie zdobycie najwyższych szczytów wszystkich państw świata. Tym sposobem przez kolejne lata odhaczałem najwyższe punkty w Europie. Oczywiście równolegle jeździłem też w góry na innych kontynentach, głównie w Afryce.

PAŃSTWA POWSTAJĄ, ZNIKAJĄ ALBO SĄ NIEUZNAWANE. DO TEGO DOCHODZĄ WĄTPLIWOŚCI GEOGRAFICZNE. JAK SOBIE Z TYM RADZISZ?
To bardzo dobre pytanie. Śnieżkę zdobyłem po raz pierwszy, kiedy nie była jeszcze najwyższym szczytem Czech, bo te nie istniały… A mój horyzont nie obejmował żadnych innych krajów poza ościennymi. Swoją listę stworzyłem około 2010 roku, na podstawie najczęściej przytaczanych opracowań.
Z krajami w Europie było trochę łatwiej. Zagadką pozostaje na przykład Dania z Wyspami Owczymi. A nieuznawane przez ONZ Kosowo czy przez nikogo Naddniestrze są już poważniejszymi problemami. Wyszedłem więc od pytania, co te tereny mają wspólnego z krajem, którego niby są częścią. Jeżeli, jak w przypadku dwóch wymienionych, wychodziło mi, że praktycznie nic – istnieje odrębny rząd, waluta, hymn, flaga, język i kontrola graniczna – to dla swoich potrzeb uznawałem je za osobne państwa. Na szczęście traktuję tę zabawę z przymrużeniem oka i jeśli ktoś stwierdzi, że najwyższym szczytem Serbii jest leżąca w Kosowie Đeravica czy że nie ma takiego kraju jak Naddniestrze, to ułoży własną listę – i ma do tego prawo.

KTÓRY Z CELÓW WYMAGAŁ NAJWIĘKSZEJ LICZBY PODEJŚĆ?
Co ciekawe, żaden z nich nie zmusił mnie do więcej niż dwóch prób. Wynikało to zazwyczaj z niewłaściwego przygotowania, czyli zlekceważenia potęgi gór, lub z wymagającej logistyki dotarcia na miejsce. Górskie wyjazdy po Europie zaczynałem w czasach, gdy droga krajowa w Albanii była gruntowa i często zmuszała do zatrzymywania się, aby zrzucić zalegające na niej głazy. A że doliny są tam bardzo strome, a drogi wąskie i kręte, to tradycyjnie całowało się asfalt po kilkugodzinnej jeździe po wertepach, z często bezużyteczną mapą i brakiem możliwości skomunikowania się z lokalsami. Zresztą oni sami nie mieli pojęcia, jak dotrzeć pod jakąś górę – bo i po co – albo nie wiedzieli, jaki jest najwyższy szczyt w ich kraju.
Ciekawa historia wiąże się ze „zdobywaniem” najwyższego szczytu Kazachstanu. Na lotnisku w Aktobe podeszliśmy do taksówkarza i, pokazując mu miejsce na mapie, zaczęliśmy ustalać, za ile tam z nami pojedzie. Problem jednak był taki, że nie potrafiłem mu wytłumaczyć, gdzie konkretnie na ten step ma jechać… Po drodze, gdy dowiedział się, że to właśnie tam znajduje się najwyższy punkt Kazachstanu, zaczął dopytywać, czy w Europie jest dużo osób, które przyjadą tu w tym samym celu. Prawdopodobnie oczyma wyobraźni widział już busy, w których będzie woził ludzi. Postanowił więc nam towarzyszyć, żeby na własne oczy zobaczyć ten najwyższy szczyt… Jego zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy przekonał się, że jest on niewiele większy niż kopiec kreta mutanta, a my tylko z tego powodu przylecieliśmy samolotem z Europy.
Tekst w całości przeczytasz w 301 (4/2025) numerze Magazynu GÓRY.
Archiwalne numery Magazynu GÓRY oraz wersje w formacie pdf można kupić w naszej księgarni Książki Gór



