W chwili, gdy kończę ten test, jestem właśnie w Céüse – miejscu, które bardzo szybko weryfikuje, czy nogi tylko stoją, czy naprawdę pracują na stopniach. Po wcześniejszych doświadczeniach z Indalo na polskiej Jurze i w mocno przewieszonych, westowych rejonach mam już dość jasny obraz: to buty, które najbardziej lubię wtedy, gdy od precyzji pracy stóp zależy cała sekwencja.
Testowała / KINGA PAŁKA
Zdjęcia / PIOTR DROŻDŻ
Przez kilka ostatnich lat wspinałam się właściwie w jednym modelu. Znałam go na pamięć, wiedziałam, czego mogę od niego oczekiwać, więc nie szukałam zmiany na siłę. Indalo dość szybko zrobiły mi jednak małe „przemeblowanie” w głowie, a raczej na stopach.

Największą różnicę poczułam w rejonie pięty. Na projektach techniczne haczenie potrafi decydować o powodzeniu całego ruchu, a jeśli but nie współpracuje wzorowo ze stopą, wywiązuje się niepotrzebna walka. W Indalo pięta siedzi bardzo pewnie. Wspiera ją konstrukcja Friction Lock z gumą o dwóch gęstościach. Podobnie jest z podhaczkami palców: duży panel gumy daje poczucie, że mogę naprawdę zaufać temu ruchowi, a nie tylko liczyć w duchu, że but się utrzyma.
Dopasowanie poprawia system Draxtor – dwa zapinane jednym ruchem paski, których długość można ustawić niezależnie. U mnie sprawdza się to bardzo dobrze: but siedzi blisko stopy, ale nie muszę przed każdą próbą poprawiać zapięcia. Po kilku minutach przestaję o nim myśleć, co jest chyba najlepszym komplementem dla obuwia wspinaczkowego.

Indalo są mocno asymetryczne, z wyraźnie skierowanym w dół i dość ostrym czubkiem. Na jurajskich dziurkach i małych krawądkach pozwalają precyzyjnie dociążyć dokładnie ten fragment stopnia, który chcę. Dwuczęściowa podeszwa, Vibram XS Grip 3,5 mm i SXR Dynamics zapewniają przy tym sporo czucia. But jest raczej miękki, więc dobrze układa się na skale i sprawdza także tam, gdzie trzeba popracować tarciem. Ceną jest szybsze zużywanie gumy – coś za coś.
Najwięcej wyciągną z niego osoby, które już świadomie operują stopami w trakcie wspinaczki i wiedzą, po co im asymetria, miękkość czy mocna pięta. Dla mnie okazały się bardzo wszechstronne: od Jury przez przewieszone projekty aż po wspinanie w Céüse. I chyba najważniejsze jest to, że po kilku latach przywiązania do jednego modelu naprawdę dały mi powód, żeby zmienić przyzwyczajenia.
