Black Diamond raczy nas od kilku tygodni kolejnymi odcinkami serii „Born from Climbing Life”. Z Connorem Hersonem odwiedzamy w niej najtrudniejsze tradowe linie w Europie. Zaczęło się od Norwegii, skąd cała ekipa przeniosła się na Lazurowe Wybrzeże, gdzie Connor wziął na cel legendarną tradową drogę Jamesa Pearsona – Bon Voyage 9a. Nie był tam oczywiście sam.

Jednym ze wspinaczy, którzy towarzyszyli Connorowi był Jacopo Larcher, i oczywiście nie był tam wyłącznie dla towarzystwa. Mając przed sobą linię, której każde przejście jest bez wątpienia wydarzeniem absolutnie nadzwyczajnym, nie mógł nie spróbować. Zdradziliśmy już co prawda w artykule dotyczącym poprzedniego odcinka serii, że również jego próba zakończyła się sukcesem, a teraz możecie to przejście obejrzeć. To naprawdę ciekawe móc porównać niemal jeden do jednego dwa przejścia tej samej linii, w tych samych warunkach, poprowadzone przez dwóch topowych wspinaczy.
Gdyby postrzegać to w kategoriach „serialowych” to mamy klasyczny spinoff serii. Główny wątek rozwija się tak, jak zaplanowali to scenarzyści (o ile filmy wspinaczkowe w ogóle da się zaplanować), ale po drodze pojawia się inny, który warto rozwinąć. Skoro jednak już wiemy czego się w tym materiale spodziewać, bo karty wyłożyliśmy znacznie wcześniej, to czy jest w nim cokolwiek zaskakującego? Bez obaw, pojawi się nieoczekiwany zwrot akcji. Jest nim jednak nie samo przejście drogi, ale informacja, że Jacopo Larcher dołączył do teamu Black Diamond. We wspinaczkowym świecie, to wydarzenie tego kalibru co transfer jakiejś piłkarskiej gwiazdy z, dajmy na to, Manchester United do FC Barcelona.

Jacopo Larcher
Jacopo Larcher jest prawdziwym weteranem wspinania tradowego. To określenie absolutnie nie jest związane z jego wiekiem, bo Włoch ma dopiero 36 lat, jeśli jednak odnieść je do listy jego osiągnięć, wydaje się wyjątkowo trafne. Jako jeden z pierwszych połączył wspinanie sportowe na poziomie 9a z pokonywaniem linii na własnej asekuracji na podobnym (a od teraz takim samym) poziomie wyceny. Droga Tribe E11/9a, którą przeszedł w 2019 roku, była jedną z zaledwie pięciu linii o takiej, najwyższej wówczas, wycenie.
Jacopo pochodzi z Bolzano, i tam dorastał, w otoczeniu gór Południowego Tyrolu. Zaczął się wspinać w wieku zaledwie 10 lat i od razu zakochał się w poczuciu wolności, jakie mu to dawało. Początkowo ograniczał się do startów w zawodach na ściankach wspinaczkowych, ale w 2011 roku postanowił skupić się na wspinaniu w skałach, szukając prawdziwej przygody i kierowany chęcią podróżowania oraz poznawania nowych miejsc i kultur. Z czasem próbował różnych form wspinania, jednak to trad i bigwall stały się jego największą pasją.
Wspinał się na całym świecie — od wielkich ścian w Yosemite po odległe góry Pakistanu — często robiąc to ze swoją partnerką, Babsí Zangerl. Wspólnie mierzyli się z legendarnymi drogami na El Capitanie czy choćby słynną Eternal Flame na Nameless Trango Tower w Karakorum. Jednym z jego największych solowych osiągnięć było pierwsze przejście tradowej drogi Tribe w Cadarese we Włoszech. Twierdzi sam, że proces pracy nad nią wiele go nauczył, i że to przejście ma dla niego szczególne znaczenie.
Mimo, że trudno wyobrazić sobie osiągnięcie czegoś więcej, Jacopo nieustannie szuka nowych wyzwań i znajduje motywację w przełączaniu się między różnymi stylami wspinania i sportami. Poza wspinaniem pracuje jako routesetter, a w wolnym czasie lata na paralotni, jeździ na nartach i robi zdjęcia. Od 2008 roku mieszka w Austrii.
To jakie Larcher ma podejście do wspinania tradowego najlepiej wyjaśni wam krótki tekst jego autorstwa.

Tradowe „plemię” rośnie w siłę
Tekst / Jacopo Larcher
To zupełnie inne podejście do skały. Nie możesz dopasować jej do swoich oczekiwań. To ty musisz dostosować się do niej. Takie podejście jest uczciwsze, ale bardziej wymagające. Wszystko jednak wynagradza to niezwykle satysfakcjonujące uczucie, kiedy patrząc w dół widzisz tylko delikatne ślady magnezji zamiast wiszących ekspresów czy spitów. I zdarza się, że po obfitym deszczu nie da się zauważyć, że ktoś w ogóle kiedykolwiek się tam wspinał. To właśnie najbardziej przyciąga mnie do tradu.
Miałem ogromne szczęście, że na początku tej drogi ktoś pokazał mi linię, która później stała się Tribe. Choć jeszcze wtedy tego nie rozumiałem, ta droga była dokładnie tym, czego szukałem. Estetyczna, trudna, ale zabezpieczona wystarczającą ilością dobrych przelotów, by była bezpieczna.
Kiedy zacząłem próbować ją przejść, miałem niewielkie doświadczenie w tradzie. Pamiętam, że trochę się na niej „bawiłem”, tak naprawdę nie wiedząc do końca, co robię. Wydawała mi się ekstremalnie niebezpieczna i byłem przekonany, że muszę każdy ruch opanować do absolutnej perfekcji zanim podejmę jakąkolwiek próbę prowadzenia jej, bo odpadnięcie nie wchodziło w grę. Z czasem jednak, zdobywając doświadczenie na innych historycznych drogach, zrozumiałem, że jest wręcz odwrotnie. Asekuracja na Tribe była dobra. Niektóre odpadnięcia mogły być rzeczywiście długie, ale generalnie ta droga była bezpieczna.
Ten projekt jest odbiciem mojego rozwoju jako wspinacza tradowego. Sezon po sezonie, przez sześć lat, widziałem jak robię postępy. Nie tylko na samej drodze, ale w ogóle w moim wspinaniu tradowym. Patrząc wstecz, widzę że był to niesamowity proces, który wiele mnie nauczył, ale zostawił też pewną pustkę, bo trudno mi będzie przeżyć coś podobnego ponownie.
Po Tribe, moje poszukiwania kolejnej wymarzonej linii tradowej nie ustały. Zrozumiałem wówczas jednak jak wiele szczęścia miałem przy Tribe, bo znaleźć coś tak wymagającego fizycznie, a jednocześnie dającego możliwość bezpiecznej asekuracji, jest niezwykle trudno.
Myślę, że właśnie to będzie jednym z głównych wyzwań tradu w przyszłości, która zresztą moim zdaniem, rysuje się w jasnych barwach. W ostatnich latach coraz więcej wspinaczy zaczęło interesować się tradem, a wielu młodych, silnych zawodników już teraz przesuwa granice tego sportu. Scena tradowa stała się bardziej dynamiczna i — co najważniejsze — zmieniło się podejście.
W przeszłości większość wspinaczy tradowych skupiała się głównie na tym rodzaju wspinania, robiąc dużo przejść, ale rzadko dochodząc do swoich fizycznych limitów. Tak po prostu wyglądał rozwój tego sportu. Nowe pokolenie przeniosło jednak nastawienie i mentalność wspinania sportowego i boulderingu do tradu — i granice zaczęły się przesuwać.
Coraz więcej wspinaczy działa na absolutnym topie, a obserwowanie umiejętności młodszego pokolenia i tego, jak rozwijają ten sport, jest dla mnie niezwykle inspirujące. Kiedy zaczynałem, trad był domeną wspinaczkowych weteranów. Teraz scena tradowa wyraźnie się odmłodziła, i to jest kluczowa zmiana, która będzie fundamentem przyszłości tej dyscypliny.
Connor jest moim zdaniem najlepszym przykładem tej zmiany. Miałem szczęście wspinać się z nim kilka razy w ostatnich latach i obserwować jego niesamowicie szybki rozwój. Patrzenie, jak się wspina — zwłaszcza na własnej asekuracji — za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie. Łatwość, z jaką zakłada przeloty, i naturalność, z jaką porusza się w rysach, są po prostu niesamowite.
Biorąc pod uwagę jego osiągnięcia trudno powiedzieć, że dopiero zaczyna karierę, ale patrząc na jego wiek — właśnie tak jest. Jestem bardzo ciekaw, jak daleko on i inni młodzi wspinacze przesuną granice tego sportu w najbliższych latach. Mają zarówno konieczne do tego umiejętności, jak i motywację.
Postaje nam tylko pytanie, którą drogę wybiorą? Znalezienie ekstremalnie trudnych linii będzie coraz trudniejsze. Już teraz ciężko o nową drogę sportową na poziomie 9c — a co dopiero taką, którą można bezpiecznie pokonać na własnej asekuracji. Możliwe, że trudne i bezpieczne drogi tradowe będą częściej pokonywane stylem ground-up albo flash/onsight, ale znalezienie nowych linii tego typu będzie coraz większym wyzwaniem.
Drugą opcją jest skupienie się na bardziej niebezpiecznych, ale fizycznie łatwiejszych liniach — których jest więcej. To niejako drugi biegun wspinania tradowego, który w ostatnich latach nie był specjalnie mocno eksplorowany. W przeszłości wspinacze robiący 8b wytyczali śmiertelnie niebezpieczne drogi 8a, ale żaden ze wspinaczy robiących 9b nie wytyczył naprawdę niebezpiecznej drogi 9a. Większość najtrudniejszych współczesnych dróg tradowych skupia się na ekstremalnej trudności technicznej przy ograniczonym ryzyku, może z kilkoma wyjątkami. To może być kolejny kierunek rozwoju tej dziedziny wspinania — odważniejszy, z większym potencjałem, ale też poważniejszymi konsekwencjami.
Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że ta świeża energia młodego pokolenia w tradzie to niezwykły dar. Moje wspinanie z Connorem, jest doskonałym tego przykładem. Wspólne projekty jeszcze bardziej motywują mnie do pracy i do dalszego szukania mojej wymarzonej linii.
Źródło / materiały prasowe Black Diamond


