Z wielką przyjemnością informujemy o premierze książki Adriana Markowskiego Bieszczady. Dla tych, którzy chcą je poznać naprawdę, która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

Z opisu wydawcy:

Wędruj swoją własną ścieżką w Bieszczadach.

Ta książka to opowieść, a jednocześnie wędrówka po Bieszczadach, zaproszenie do tego, by poznawać je coraz głębiej. To zachęta, by nie tylko zachwycać się pięknem tego cudownego miejsca, ale też uczyć się słuchać i patrzeć, bo tylko wtedy Bieszczady pozwolą się naprawdę odkryć i obdarują wędrującego całym swoim bogactwem.

Adrian Markowski, który sam od długich lat wydeptuje bieszczadzkie szlaki, jest niezwykłym przewodnikiem. Prowadząc pewnie czytelnika przez drogi i bezdroża, przeszłość i teraźniejszość Bieszczadów, zaprasza, by każdy szedł swoją własną ścieżką, wskazując tropy, zachęca, by podążać nimi na swój własny sposób. A przede wszystkim – opowiada nie tylko, dokąd, ale i jak wędrować.

Adrian Markowski – pisarz i poeta, autor tomu opowiadań „Sąsiady” (zekranizowanego przez Grzegorza Królikiewicza), tomiku piosenek „Niebo nad Caryńską” oraz książek dla dzieci „Na tabliczkę sposób nowy, sama wchodzi ci do głowy” i „Na dzielenie sposób nowy, samo wchodzi ci do głowy”; dziennikarz, redaktor i tłumacz.

Poniżej, specjalnie dla naszych czytelników, zamieszczamy fragment książki:

Każda wędrówka to opowieść. A opowieści nie opowiadają się same. Może je snuć tylko wędrujący, który patrzy, słucha, a przede wszystkim przeżywa podróż w swój jedyny, niepowtarzalny sposób, przepuszczając przez siebie świat jak pryzmat światło. 

Taka może być również twoja wędrówka przez Bieszczady, jeśli tylko zechcesz naprawdę je odkrywać i poznawać, zawrzeć z nimi bliską, a nie tylko przelotną znajomość. Bo choć wielu przed tobą przemierzało ten sam krajobraz, nikt nigdy wcześniej nie oglądał go twoimi oczami ani tak jak ty go nie przeżył. I to właśnie w wędrowaniu jest najpiękniejsze. 

Bieszczady są bardzo szczodre, nikomu nie szczędzą wątków, które każdy może opowiedzieć po swojemu. Przemierzając je dzień po dniu, rok po roku, zobaczysz całe ich bogactwo, rozciągające się po wszystkie horyzonty w przestrzeni i w czasie, i za każdym razem latopis będzie pęczniał od zapisanych kart. Wystarczy tylko iść niespiesznie i rozglądać się pilnie dookoła, wątek do wątku wiązać, plotąc z nich własną fabułę, której nikt jeszcze nie opowiedział.

Ale od początku. Alain de Botton zauważył, że choć wszyscy gorliwie doradzają nam, dokąd podróżować, mało kto mówi, jak to robić. Myślę, że uchwycił głęboką prawdę, bo przecież właśnie od tej kwestii należałoby zacząć. Jeżeli ją beztrosko pominiemy, może tak się zdarzyć, że przemierzymy świat wzdłuż i wszerz i dostarczy nam to tak samo niezapomnianych wrażeń jak oglądanie rozłożonych na stole pocztówek. Można pędzić przed siebie, by jak najwięcej zobaczyć, i można iść niespiesznie, starając się jak najwięcej odkryć i przeżyć.

Nie inaczej jest z Bieszczadami.  Jeden setkę ścieżek wydepcze, a niczego nie dosłucha i żadnej fabuły nie opowie. Drugi nad potokiem przysiądzie i wątek złapie, bo gaworzenie wody płynącej po kamieniach trop mu poda i pociągnie w siną dal. I podążając tą ścieżką, co chwila będzie przystawał, przypatrując się temu, czego nie ma. I wróci z tej wędrówki odmieniony, bo nie wędrował tylko po to, żeby zmienić widok, ale także i punkt widzenia. 

Początkiem wędrówki nie jest chwila, gdy wychodzisz z domu. Pierwszy krok stawiasz wtedy, gdy spoglądasz na mapę, próbujesz z kształtów, linii i kolorów odczytać miejsce jeszcze ci nie znane, wydobyć trzeci wymiar z płaskiej powierzchni. A wtedy poziomice wypiętrzają się ku górze, zapadają w dół, od błękitnej plamy Zalewu Solińskiego zaczyna wiać miłym chłodem, a przerywane barwne linie szlaków zamieniają się w kamieniste ścieżki. 

Albo inaczej. Tylko książkę otworzysz, a już jakaś fraza podsuwa pytanie, na które długo będziesz szukać odpowiedzi, wędrując przez niezliczone teksty, z których każdy może się okazać dla ciebie odkryciem. Ilu wędrowców, tyle fabuł, tyle początków ścieżek, prowadzących nie wiadomo dokąd. 

Ta książka może stać się początkiem twojej fabuły. Opowieści, którą będziesz snuć dalej beze mnie, bo przecież nie ja, a ty będziesz ją opowiadać. Wskazuję tylko drogę, podsuwam wątki, zachęcam do podjęcia własnej narracji. Szkicuję mapę, pełną białych plam, które możesz wypełnić. 

Wchodzę w sprawy całkiem głęboko. Zgodnie z tym, co można przeczytać na okładce, jest to książka dla tych, którzy chcą poznać Bieszczady naprawdę. Wędrować dalej, odkrywać i przeżywać więcej. Dla tych, którzy poza cudownymi górami zechcą podziwiać jeszcze co innego, bo Bieszczady to nade wszystko góry, ale żadną miarą nie tylko one. 

Zbieranie wątków, rozrzucanych to tu, to tam, może zająć lata. Wiem to dobrze, bo sam sto razy mijałem się z fabułą (żeby tylko jedną!), zapatrzony w inną, która była mi lepiej znana. Po co zatrzymywać się w Sanoku, czemu nie minąć w pośpiechu Leska, po co wybierać się do Ustrzyk Dolnych? Ba! Nawet na Jasło nie każdy wchodzi, bo połoniny podobno piękniejsze. A przecież opowieści o Bieszczadach nikt jeszcze z przewodnika nie wyczytał. Trzeba ją rok po roku smakować akapitami, szukać pytań, a nie gotowych odpowiedzi, opisów, które wskażą, gdzie i co trzeba koniecznie zobaczyć. 

Ta książka nie jest przewodnikiem po Bieszczadach. Piszę tylko, gdzie jaki wątek można uchwycić, wejść na ścieżkę, która – jeśli nią podążysz – stanie się twoją. Którykolwiek wątek podejmiesz, w którymkolwiek jesteś miejscu, krok dalej zacznie się twoja opowieść. Kto wie, może nasze ścieżki w Bieszczadach kiedyś się przetną. Wszystkiego dobrego! Czas w drogę!

Książkę znajdziecie w naszej księgarni internetowej KsiążkiGór pod tym adresem -> Bieszczady