O nowym obliczu jednej z najbardziej znanych w Polsce outdoorowych firm z Marcinem Mocarskim, właścicielem marki Alpinus i Radomirem Sobczakiem, dyrektorem komercyjnym, na łamach najnowszego numeru GÓR rozmawia Andrzej Mirek.

SKĄD POMYSŁ NA REAKTYWACJĘ ALPINUSA?

Marcin Mocarski: Jako firma zajmująca się sprzedażą sprzętu sportowego i turystycznego, w biznesie jesteśmy już ponad 30 lat. Przez długi czas współpracowaliśmy także z Alpinusem. Znaliśmy ich sytuację bieżącą i historię, stąd też, gdy pojawiła się możliwość zakupu znaku towarowego, postanowiliśmy reaktywować markę. Wierzę, że jesteśmy w stanie podołać temu wyzwaniu. Na rynku istnieje potrzeba kolejnej mocnej polskiej firmy outdoorowej. Oczywiście, są tacy gracze, jak Fjord Nansen czy Bergson, ale uważam, że Alpinus ze swoją tradycją doskonale wpisuje się w trendy rynkowe. Jest to marka, z którą można osiągnąć naprawdę dużo. Sam jako student używałem ich sprzętu w czasie wyjazdów w góry czy nad morze, więc wiem, że sprawdzał się bardzo dobrze. Turystyka to moja pasja, a do tego pracuję w firmie rodzinnej praktycznie od samego początku, więc cały asortyment różnych firm outdoorowych znam na wylot.

JAKIE SĄ ZALETY I WYZWANIA ZWIĄZANE Z UŻYWANIEM NAZWY ALPINUS?

Radomir Sobczak: Zaletą jest oczywiście znajomość marki na rynku polskim. Jej rozpoznawalność w latach 90. i na początku tego wieku wynosiła około 80%, a to bardzo wysoki wynik. Firma, która funkcjonowała przez pewien czas i miała bardzo dobry odbiór, niesie też bagaż sentymentu klienckiego, który istnieje do dzisiaj. To z jednej strony bardzo dobre uczucie, które pomaga w promocji i sprzedaży, ale z drugiej stanowi wyzwanie związane z oczekiwaniami, bo te wobec nowych produktów rosną bardzo szybko i Alpinus musi im sprostać.

M.M.: Zalety to gigantyczne zaplecze i historia świetnej polskiej marki turystycznej, dzięki czemu możemy kontynuować wspaniałe tradycje. Jednak niosą one ze sobą pewnego rodzaju ryzyko porównywania do firm sprzed 20 lat, a przez ten czas zmieniło się naprawdę bardzo dużo. Inny jest rynek outdoorowy w Polsce, weszły marki globalne, odmienne technologicznie są produkty i moda.

CO OZNACZAJĄ W PRAKTYCE „PRZEOBRAŻENIA I DOSTOSOWANIE DO TERAŹNIEJSZYCH REALIÓW”?

M.M.: Rynek mocno się zmienił, więc „nowy” Alpinus musi wyglądać i charakteryzować się czymś innym niż 20 lat temu.

R.S.: „Stary” Alpinus był mocno skoncentrowany na osobach, które działały w górach wysokich i często robiły to wyczynowo. Dzisiaj marka zwraca się nie tylko w ich stronę, lecz również do tych, którzy swoją przygodę w górach dopiero zaczynają i nie są jeszcze w pełni do niej przekonani. Chcemy być w pewnym stopniu „edukatorem outdoorowym”.

M.M.: Właśnie, nasza filozofia opiera się przede wszystkim na roli edukacyjnej, czyli wyciąganiu ludzi z domów i zachęceniu ich do spędzania jak największej ilości czasu na świeżym powietrzu. Przyświeca nam hasło: „Przygoda czeka tuż za rogiem”. Alpinus został stworzony przez himalaistów, którzy zdobywali ośmiotysięczniki. W tamtych czasach byli oni prekursorami, tworzyli także w oparciu o własne doświadczenia. Oferowali drogie produkty, dla bardzo zaawansowanych turystów. Dziś zmienił się odbiorca docelowy, nie można już wytwarzać sprzętu wyłącznie dla stosunkowo wąskiej grupy klientów. Kolekcję trzeba dostosować do realiów, czyli też do tych mniej doświadczonych.

Fot. arch. Alpinus Group

JESTEŚCIE KOLEJNĄ FIRMĄ ZWIĄZANĄ Z GÓRAMI, KTÓRA FUNKCJONUJE NAD MORZEM. SKĄD TEN TREND?

M.M.: Sądzę, że wiąże się to bardziej z otoczeniem biznesowym niż z położeniem geograficznym, choć wiadomo, że łatwiej niektóre rzeczy realizować w górach, na przykład zdjęcia, filmy czy testy. Część marek, które produkują odzież outdoorową i górską, rzeczywiście zlokalizowana jest na północy Polski, jednak większość znajduje się na południu. Moim zdaniem występuje tu pewna polaryzacja. Zresztą nie można ludziom znad morza odmówić realizowania górskich pasji, a jeżeli kogoś fascynuje morze, często łączy tę miłość z górami. Pasjonaci z północy jeżdżą więc na południe, a ludzie gór nad morze. Pewnie pod górami powstanie kiedyś żeglarska marka. Przecież mamy Morskie Oko w Tatrach (śmiech).

DLACZEGO ZMIENILIŚCIE LOGO?

M.M.: Wiele firm w swojej historii dokonywało rebrandingu i zmian logo, między innymi ze względu na zmieniające się trendy w projektowaniu graficznym. Teraz stawia się na dynamizm i minimalizm. Po wielu latach nieobecności i powrocie marki na rynek postanowiliśmy nadać jej nowy wizerunek. Dlatego logo jest nowocześniejsze, odzwierciedla zmiany, bo zarówno Alpinus, jak i potrzeby użytkowników są już inne. Nadal jednak nawiązujemy do tradycji. Gdy przyjrzymy się bliżej, w literze „A” zobaczymy górski szczyt.

NA RYNKU JEST JUŻ CHYBA DOŚĆ CIASNO. CO NOWEGO LUB INNEGO PROPONUJECIE?

M.M.: Myślę, że nasza oferta to tak zwany „przystępny luksus”, czyli dobry technicznie sprzęt w cenie dopasowanej do realiów. Są turyści, którzy potrzebują mniej zaawansowanego ekwipunku, choć oczywiście tworzymy też linię Pro. Na wiosnę pojawią się u nas między innymi buty z trzyletnią gwarancją – ręcznie robione, z serwisem w fabryce o kilkupokoleniowej tradycji. Jest to działanie proekologiczne, którym chcemy pokazać, że sprzęt można naprawiać, a nie wyrzucać.

R.S.: Proponujemy podział na linie dostosowane do wymagań użytkowników o rozmaitym stopniu doświadczenia. Szerokość oferty i zróżnicowany poziom produktów jest czymś, co na pewno nas charakteryzuje. Mamy na przykład odzież termiczną w linii Pro, ale również taką, która w bardzo przystępnej cenie zaspokoi potrzeby turystów zaczynających swoją przygodę w górach. Naszą ideą jest oferowanie rozwiązań czy sprzętu dla każdego, czy to na etapie początkowym, czy zaawansowanym, a nie wszystkie marki to robią.

Fot. arch. Alpinus Group

ROZWIŃCIE KWESTIĘ EKOLOGII.

R.S.: Jako marka, która promuje aktywność na świeżym powietrzu, jesteśmy za tym, aby środowisko naturalne było jak najbardziej naturalne (śmiech). Przykładamy wagę do opakowań, część z nich jest z materiałów ekologicznych, tak aby w jak najmniejszym stopniu wpływać negatywnie na przyrodę. Na pewno jest to kierunek, z którego nie zamierzymy zbaczać. Staramy się też jak najefektywniej działać na rzecz zrównoważonego rozwoju. Pod tym kątem sprawdzamy więc fabryki, z którymi podejmujemy współpracę, by zostawić kolejnym pokoleniom Ziemię lepszą niż dzisiaj.

M.M.: Bierzemy udział w licznych akcjach, jak chociażby „Czyste Tatry”, a część zysku ze sprzedaży produktów przekazujemy na ratowanie dzikich, zagrożonych gatunków zwierząt. W Dzień Ziemi sami wstaliśmy zza biurek i sprzątaliśmy kaszubskie lasy. W najnowszej limitowanej koszulce wykorzystujemy organiczną bawełnę, a w kurtkach i polarach między innymi poliester z recyklingu.

DEKLARUJECIE TEŻ, ŻE STAWIACIE NA RODZIME ZAPLECZE PRODUKCYJNE. CO TO OZNACZA?

M.M.: Korzystamy z polskich szwalni. W kraju szyjemy między innymi odzież termiczną, kurtki i bluzy polarowe na licencji marki Polartec. Będziemy też tworzyć krótkie kolekcje, wspierające bliskie nam idee. Już niedługo ukaże się limitowana edycja odzieży z bawełny organicznej, ze sprzedaży której 10% zostanie przekazane na ratowanie zagrożonego gatunku rysia.

R.S.: Mimo że znakomicie pracuje nam się z polskimi wytwórcami, są produkty, takie jak plecaki czy buty, które produkujemy za granicą. To pozwala nam oferować zaawansowany technologicznie ekwipunek w dobrej cenie.

REAKTYWOWALIŚCIE KULTOWY PLECAK WOODPECKER. POPRZEDNI MODEL BYŁ NIEZNISZCZALNY I DO TEJ PORY POJAWIA SIĘ NA RYNKU WTÓRNYM. W JAKI SPOSÓB NOWA WERSJA NAWIĄZUJE DO TRADYCJI?

M.M.: Kontynuacja Woodpeckera będzie podobnie wytrzymała jak pierwowzór. Sięgnęliśmy po bardzo odporną cordurę, z której był produkowany poprzednik. Użyliśmy trwałego i mocnego nylonu, do tego bardzo dobrej jakości zamków i wzmocnionych klamer. Ulepszyliśmy pas biodrowy, a plecy zostały wykonane z niezwykle miękkiego i przewiewnego materiału, co znacznie poprawia wentylację oraz wygodę noszenia. W tym modelu postawiliśmy przede wszystkim na komfort i możliwość dużej regulacji.

NIE MACIE JESZCZE FIRMOWEGO TEAMU?

M.M.: Współpracujemy z kilkoma influencerami z różnych dziedzin turystyki i sportu i na pewno to grono będzie się powiększać. Na team Alpinusa poczekajmy jeszcze chwilę.

A INNE PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ?

R.S.: Są jasno sprecyzowane: to popularyzacja zdrowego trybu życia na świeżym powietrzu, a jak wiadomo, nie ma złej pogody, jeżeli jesteś właściwie ubrany. W tym przypadku „właściwie” znaczy w rzeczy Alpinusa (śmiech). A tak poważnie, wciąż pracujemy nad naszą rozpoznawalnością, rozszerzamy asortyment, znajdując najlepszych w swojej kategorii producentów, i stale wsłuchujemy się w opinie klientów, aby oferować im to, czego potrzebują.

***
GÓRY numer 6/2021 (283)

Czytnik GÓR >>> http://www.czytaj.goryonline.com/